
MIELEC. 350 tysięcy złotych za wnioski, o których mielczanie wiedzą od dawna.
Wiele kontrowersji wywołało studium planowania układów komunikacyjnych, które na zlecenie miasta opracowała jedna z wrocławskich firm. Chodzi o to, że wnioski, które wynikają z badań za 350 tys. zł, są oczywiste dla większości mielczan. Opozycja grzmi o pieniądzach podatników wyrzuconych w błoto. Ewentualnie do… sedesu.
Wrocławska firma, wykonując opracowanie, posłużyła się planami przestrzennymi miasta i danymi statystycznymi. Przeprowadziła też akcje ankietowe, gdzie zbadała ok. 1700 mieszkańców. „Prześwietliła” 30 skrzyżowań i 9 punktów na wlotach do Mielca.
„Jeden pojazd, a w nim jedna osoba”
– Wynika z tego, że dominujący kierunek ruchu prowadzi od strony Tarnowa. Zresztą większość z nas zmaga się z tym problemem – zaznacza Piotr Rożniał, naczelnik Wydziału Dróg, Zieleni i Energetyki w Urzędzie Miasta. – Prawie 80 proc. komunikacji w Mielcu to samochody osobowe. Zazwyczaj jest to jeden pojazd, a w nim jedna osoba. Aż się prosi o to, żeby część tego ruchu przejęła komunikacja zbiorowa. Ruch na terenie Mielca jest swobodny, zapory występują sporadycznie i są krótkotrwałe – referuje dokument naczelnik Rożniał.
„Te wnioski wyciągnęlibyśmy za darmo”
Opozycja wypomina urzędnikom spore koszty dokumentu (350 tys. zł). – Te wnioski wyciągnęlibyśmy za darmo – grzmi radna Danuta Pazdro. Wtóruje jej inny przedstawiciel PiS, Jakub Cena, wiceprzewodniczący Rady Miasta, który na Facebooku skomentował ten wydatek miasta ironicznym komentarzem i obrazkiem pieniędzy wrzucanych do… sedesu.
Prezydent Daniel Kozdęba odpiera zarzuty, a krytykę kosztów opracowania nazywa działaniem politycznym. Zaznacza, że dokument ten jest niezbędny, aby móc ubiegać się o dotacje unijne na inwestycje komunikacyjne, w tym budowę północnej obwodnicy miasta. – Opracowanie to pozwoli nam też przeprowadzić odpowiednią politykę transportową wobec uczniów i pozwoli uruchomić linie nocne, o które apelują mieszkańcy – wyjaśnia prezydent.
Paweł Galek


