
RZESZÓW. Czy przy ul. Spichlerzowej wreszcie będzie bezpiecznie?
Jak już pisaliśmy, mieszkańcy ul. Spichlerzowej (osiedle Załęże) w Rzeszowie od lat czekają na budowę chodnika przy tej ulicy. Jest tam niebezpiecznie, bo ludzie zmuszeni są chodzić po jezdni. Dyrekcja Miejskiego Zarządu Dróg obiecuje, że wybuduje chodnik.
Od strony ulicy Spichlerzowej w kierunku zakładu karnego koniecznie trzeba wybudować chodnik i zamontować oświetlenie. Tamtejszą drogą jeżdżą tiry, a w każdą niedzielę ulicę przemierzają setki aut, bo tego dnia otwierana jest tam giełda samochodowa.
Mieszkańcy domagają się wykonania chodnika o długości 800 metrów. Władze miasta od kilku lat obiecują, że taką inwestycję zrealizują. Jednak dotąd nic nie zrobiono w tej sprawie. W 2014 roku prezydent Rzeszowa poinformował, że w 2015 roku rozpocznie się budowa chodnika. Jednak rok temu nie przystąpiono do inwestycji. Już wiadomo, że w 2016 roku nie ma co liczyć na jej realizację.
Chodnik i oświetlenie konieczne
Mieszkańcy ulicy Spichlerzowej wystąpili z wnioskiem o budowę chodnika oraz o montaż oświetlenia i chcieli, żeby został on uwzględniony w budżecie obywatelskim. Niestety, w maju, gdy ogłoszono listę inwestycji w ramach tego budżetu, to ratusz odrzucił propozycję mieszkańców.
Podobnie jest z oświetleniem. Z powodu braku przydrożnych lamp, wieczorem trzeba uważać, żeby nie wpaść pod samochód. Jednak ta inwestycja nie może doczekać się realizacji. Już 7 lat temu miały być zainstalowane lampy.
– Mimo że od 2006 roku Załęże zostało włączone w granice Rzeszowa, to władze miasta przez 10 lat nic nie zrobiły, żeby tam było bezpiecznie – mówi Elżbieta Latosińska, mieszkanka ulicy Spichlerzowej. – Co, mamy chodzić rowami, a może fruwać, bo pobocza właściwie nie ma?
W maju Piotr Magdoń, dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg, twierdził, że ci mieszkańcy, którzy domagają się budowy chodnika, jednocześnie kilka lat temu oprotestowali tę inwestycję. Jak dodał dyrektor, wzdłuż drogi rosną lipy i nie zgodzili się oni na ich wycięcie, a to jest konieczne, żeby wybudować chodnik.
Dyrektor: – To było nieporozumienie
Mieszkańcy oburzyli się, gdy usłyszeli te słowa. Okazało się, że nigdy nie występowali przeciw wycięciu drzew, bo rosną one gdzie indziej, nie przy Spichlerzowej.
– Doszło do nieporozumienia. To, o czym mówiłem w maju, dotyczyło innego odcinka – w okolicach ul. Spichlerzowej, gdzie nie ma zgody na wycięcie lip – wyjaśnia dziś Piotr Magdoń, dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg. – Natomiast co do konieczności budowy chodnika od strony ul. Spichlerzowej w kierunku zakładu karnego, to możliwa jest tam taka inwestycja. Jeżeli mieszkańcy zgodzą się na przekazanie 1,5 metra swoich działek, to zbudujemy chodnik.
Mieszkańcom ulicy Spichlerzowej nie podoba się takie podejście do sprawy. Jak przekonują, przecież tam są rowy i można je przeznaczyć pod budowę chodnika.
and



3 Responses to "Ludzie nie chcą chodzić rowami"