Flisacy już po chrzcie

Prawie miesięczny spław dobiega końca. W każdej z mijanych miejscowości ulanowiacy byli gorąco witani, a w niektórych podejmowani jak bohaterowie. Było nie było, bohaterowie Sanu i Wisły, bo nikt inny już drewna nie spławia. Fot. Jerzy Mielniczuk
Prawie miesięczny spław dobiega końca. W każdej z mijanych miejscowości ulanowiacy byli gorąco witani, a w niektórych podejmowani jak bohaterowie. Było nie było, bohaterowie Sanu i Wisły, bo nikt inny już drewna nie spławia. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Członkiem cechu może być tylko ten, kto zbijał tratwę i zna flisacki pacierz. Sprawdzian był pod Oślą Górą. W sobotę tratwa uroczyście wpłynie na Motławę w Gdańsku.

Tratwa z Ulanowa jest już pod Gdańskiem. Św. Barbara szczęśliwie przeprowadziła flisaków przez najtrudniejsze odcinki Wisły. Patronkę raz wsparł holownik. Pod Oślą Górą odbył się chrzest czterech oryli. Do domów wrócą jako pełnoprawni członkowie flisackiego bractwa. Tak też z całą załogą zostaną w sobotę powitani przez mieszkańców Gdańska. A w niedzielę msza w kościele Św. Barbary i powrót do Ulanowa. Razem z żonami i sąsiadami, bo na powitanie śmiałków do Gdańska wybiera się duża delegacja Małego Gdańska.

Tratwa z Ulanowa wypłynęła 22 maja. Ma przeszło 70 m długości i jest najdłuższą z dotychczas spławianych. To ze względu na rocznicę. Ulanów zwany też Małym Gdańskiem, obchodzi w tym roku okrągłą rocznicę lokacji. I stąd nazwa wodnej wyprawy „Flis 400-lecia”.

Tratwa płynie w całości
Wbrew pozorom, największy problem flisacy mieli tuż po starcie. Gdy dopływali do Stalowej Woli musieli pokonać nowy próg wodny, który został zbudowany przy Elektrowni SW. Później San był już łaskawy. Więcej uwagi wymagała Wisła. – To piękna rzeka, ale niezwykle trudna do spławu – mówi retman Mieczysław Łabęcki. – Na odcinku do Warszawy mieliśmy flisacką szkołę życia. Mielizny, pnie drzew, jakieś pozostałości po mostach i przeprawach. Skóra cierpła, ale dzięki Bogu z każdej opresji udało nam się wyjść cało. Cało, to znaczy nie rozerwało nam tratwy, co dość często się zdarza.

Cało i zdrowo tratwa dopłynęła do Włocławka, gdzie też jest tama, ale obok niej jest śluza. Przez cały zalew pod Włocławkiem flisacy przepłynęli jak w kabinie statku klasy komfort. Przez zalew płynęli za holownikiem, bo na sztucznym jeziorze nie ma nurtu, który poniósłby tratwę w kierunku Torunia i Grudziądza. Pod Grudziądzem jest Ośla Góra. Przez wieki każda tratwa się pod nią zatrzymywała. Tam zawsze odbywają się chrzty oryli. Ochrzczony może być tylko taki, który był na bindudze, czyli zbijał tratwę. Pot na bindudze wylewali Jan Nowak z Solca n. Wisłą i Jóżef Podgórniak ze Ścinawy. Nauczyli się flisackiego pacierza, przeszli kilka prób i zostali flisakami. Dwóch innych członków załogi dostało przy tym papiery flisaka honorowego. W sobotę tratwa – znów za holownikiem – wpłynie do Gdańska. W niedzielę msza i powrót do Ulanowa.

Flisak to też kibic
Pogodę i wodę flisacy mają wyborowe. Niektórych ciągnie jednak przed telewizor, bo z flisactwem łączą pasję kibicowania. Kibice na tratwie wygrali i w niedzielę retman nakazał zaśrykować tafle w Kozielcu, między Solcem Kujawskim i Chełmnem. Obejrzeli mecz naszej kadry i popłynęli dalej. Drugi kibicowski postój planowany jest w Tczewie. Choć flisactwo do Polski dotarło z Niemiec, flisacy z Ulanowa są pewni, że nasi piłkarze pokażą klasę czwartkowym przeciwnikom.

Jerzy Mielniczuk

Leave a Reply

Your email address will not be published.