
RZESZÓW, PODKARPACIE. Policjanci dzielnicowi powinni być bliżej ludzi i znać ich problemy. Tak do tej pory nie było.
Od wielu już lat funkcjonuje powiedzenie, mówiące, że policjant dzielnicowy jest jak yeti – wszyscy o nim mówią, tylko nikt go nie widział. Szefostwo MSWiA ma to zmienić. W ministerstwie chcą przede wszystkim, aby dzielnicowi – tak jak dawniej – mieli kontakt z ludźmi, a nie siedzieli za biurkami.
Obecnie praca dzielnicowych dla ludzi jest kompletnie niewidoczna. Ze świecą szukać osób, które wiedzą, jak nazywa się ich policjant dzielnicowy, a także jak wygląda. A wszystko dlatego, że dzielnicowi pojawiają się w swoich rejonach tylko wówczas, gdy muszą podjąć konkretną interwencję. Praca dzielnicowego z założenia polegać powinna na zbieraniu informacji, pogawędkach z mieszkańcami, bystrym oku i obowiązkowych obchodach. Dzielnicowy powinien posiadać umiejętność nawiązywania kontaktów, wzbudzać zaufanie i być otwartym na drugiego człowieka. Dobry dzielnicowy powinien łączyć w sobie różne umiejętności, m.in.: prawnika, analityka, psychologa, pedagoga, sędziego oraz socjologa.
Idą zmiany
Ministerstwo chce przede wszystkim, aby policjanci wyszli zza biurek i kontaktowali się z mieszkańcami. Problem polega jednak na tym, że dzielnicowi mają mnóstwo pracy, a przede wszystkim tzw. roboty papierkowej. Dlatego też muszą zostać odciążeni. Ministerstwo chce również zwiększyć liczbę dzielnicowych. Obecnie jest ich w całej Polsce około 8 tys., po reorganizacji ma być ich ponad 10 tys. Ma zostać także podniesiona ranga stanowiska dzielnicowego. – Musi to być doprowadzone do tego, że dzielnicowym będzie opłacało się być. Będzie możliwy awans wewnątrz funkcji dzielnicowego wraz z podwyżką wynagrodzeń – powiedział podczas konferencji wiceszef MSWiA, Jarosław Zieliński.
Dzielnicowi przejdą także nowe formuły szkolenia stawiające na komunikatywność, nawiązywanie relacji, czy cierpliwość i odporność na stres.
Grzegorz Anton



3 Responses to "Dzielnicowy jest jak yeti"