Ludzie przestali bać się chorób zakaźnych, bo nie pamiętają tych, które za naszych mam czy babć zbierały śmiertelne żniwo. Od lat 80. ub. wieku nie stwierdzono w Polsce ani jednego przypadku tężca u noworodków, a od 2001 r. zachorowania na błonicę (dyfteryt). Nie ma choroby Heinego-Medina (polio), powodującej zgony, porażenia i trwałe kalectwo.
W 2001 r. WHO ogłosiła, że Europa jest od niej wolna, ale szczepienia przeciwko polio nie zniknęły z kalendarza szczepień obowiązkowych. Na szczęście, bo ogniska choroby pojawiają się ciągle. Ostatnio na Zakarpaciu na Ukrainie, czyli tzw. rzut beretem od Podkarpacia. Nie dajmy się więc zwariować i nie ulegajmy modom, które mogą kosztować zdrowie lub życie osób kochanych najbardziej. Zrozummy, że dla ich bezpieczeństwa warto i trzeba się szczepić. Zarazki rozprzestrzeniają się bardzo szybko i dopóki pojawiają się na świecie nawet pojedyncze przypadki jakiejś zakaźnej choroby, nieszczepienie większej liczby dzieci grozi nawrotem epidemii. Bezsensowne są tłumaczenia niektórych rodziców, że dziecko nie było szczepione i nie zachorowało. Wynika to bowiem tylko z tego, że obecnie większość dzieci jest zaszczepiona, co tworzy tzw. odporność zbiorową. Jeśli na danym terenie przeciw jakiejś chorobie jest zaszczepionych 90 proc. osób, bakteria czy wirus przestaje krążyć w powietrzu i ognisko choroby wygasa. Ale ta odporność szybko się skończy, gdy spadnie liczba szczepień.
Niektóre kraje już płacą boleśnie za politykierstwo dotyczące szkodliwości szczepionek. Po tym, jak w Szwecji w latach 80. zaprzestano powszechnych szczepień przeciw krztuścowi, w ciągu 10 lat liczba zachorowań gwałtownie wzrosła. Podobnie było w Rosji, gdzie w latach 90. zniechęcono rodziców do szczepień dzieci przeciw kokluszowi (szczepionka skojarzona zapobiega też błonicy i tężcowi), strasząc poważnymi komplikacjami. Zanotowano wtedy tyle zachorowań na krztusiec i błonicę, ile w czasie II wojny światowej. W latach 2008 – 2014 w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej ostro atakowały wirusy odry i ospy wietrznej. W krajach, w których szczepienia nie są obowiązkowe, co 3 – 5 lat wzrasta liczba chorych na świnkę. W 2003 r. w Wielkiej Brytanii zaszczepionych było 82 proc. mieszkańców i odnotowano 1500 przypadków świnki. W 2004 r. liczba zaszczepionych spadła o 2 proc., a liczba chorych wzrosła do 3700.
Nie bójmy się więc, że szczepienie będzie bolało, że pojawi się stan podgorączkowy, gorączka, miejscowy odczyn poszczepienny, bo to nic w porównaniu z tym, co może spotkać dziecko jeżeli go nie zaszczepimy. Odczyn poszczepienny jest tylko przejściowy. Choroba może mieć nieprzewidywalny przebieg, może skończyć się pobytem dziecka w szpitalu, prowadzić do uszkodzenia nerek, serca, wątroby, zmian neurologicznych, a nawet do śmierci. Sami więc wybierzmy, kierując się rozumem, nie modą.
Redaktor Anna Moraniec



4 Responses to "Fatalna moda na nieszczepienie dzieci może zebrać śmiertelne żniwo"