
Po awansie do 1/8 finału w narodzie zapanowała euforia. Warto jednak zejść na ziemię, bo biało-czerwoni mają sporo do poprawy.
Drabinka – od wtorkowego wieczora to najczęściej wymieniane słowo w polskiej przestrzeni publicznej. Po zwycięstwie Chorwacji nad Hiszpanią okazało się, że biało-czerwoni w ćwierćfinale Euro (ewentualnie) unikną obrońców tytułu. Również w meczu otwierającym drogę do strefy medalowej nie trafimy na potęgi.
Faza grupowa ME za nami. Warto zatem skupić się na dobrych i złych stronach polskiej reprezentacji. A na rozgrzane z emocji głowy przyłożyć lód, wszak jeszcze nie uporaliśmy się z najbliższą przeszkodą.
+ PLUSY
Bramka. Świetne występy Łukasza Fabiańskiego przeciwko Niemcom, a zwłaszcza Ukrainie sprawiły, że zapomnieliśmy o Wojciechu Szczęsnym i jego krwiaku. A przecież to nie “Fabian” rozpoczynał ten turniej.
Obrona. Nie chodzi tylko o formację grającą w linii, lecz sposób, w jaki cały zespół pracuje w defensywie. Można mieć pretensje do Roberta Lewandowskiego o brak goli, ale trzeba dostrzec, jak bardzo uprzykrza on życie rywalom. Nasz kapitan jest pierwszym, który daje sygnał do odbioru piłki. Dzięki żelaznej konsekwencji i dyscyplinie taktycznej nie straciliśmy na tym turnieju bramki! Słowa pochwały należą się oczywiście Michałowi Pazdanowi i Arturowi Jędrzejczykowi. Nad wszystkimi góruje natomiast Kamil Glik. Bez wątpienia jeden z najsolidniejszych środkowych obrońców ME.
Umiejętność przetrwania. – Klasowe drużyny wygrywają nawet wtedy, gdy nie mają dnia – z tłumaczeniem strzelca bramki Jakuba Błaszczykowskiego trzeba się zgodzić. Mecz z Ukrainą to była męczarnia, o zwycięstwie zadecydowała indywidualna akcja piłkarza, który ma problemy w klubie, lecz w reprezentacji nigdy nie zawodzi. Hiszpanie w meczu z Chorwacją wymienili 616 podań, trzykrotnie więcej od rywali, ale w najważniejszej statystyce zawiedli. Polacy nauczyli się na boisku cierpieć i tak jak drużyna Ante Cacica, potrafią wyprowadzić cios, który odbiera nadzieję przeciwnikom.
Świadomość piłkarzy. Jeszcze kilka lat temu polscy piłkarze po wygraniu meczu i awansie z grupy z tyloma punktami co mistrzowie świata, balowaliby do białego rana. Fetę rozpoczęliby zapewne już na boisku. Tymczasem schodzący do szatni kadrowicze Adama Nawałki miny mieli nietęgie. Kamery pokazały grymas Grzegorza Krychowiaka i “Lewego” kręcącego głową. Nasi piłkarze byli rozczarowani własną grą, zdawali sobie sprawę, że nie pokazali tego, na co ich stać. Że cieszyć może tylko wynik. Doczekaliśmy się reprezentacji ambitnej i znającej swoją wartość. Grupy, która przyjechała na turniej sprawić niespodziankę, a nie na wycieczkę.
– MINUSY
Dziura na prawej obronie. Pojedynek z Ukrainą pokazał dobitnie, że nie mamy zastępcy dla Łukasza Piszczka. “Elektryczny” i mało zwrotny Thiago Cionek nie jest zawodnikiem mogącym zrobić różnicę na turnieju rangi mistrzowskiej.
Niepewna młodzież. Przeciwko Ukrainie Nawałka posłał w bój trzech zawodników urodzonych po roku 1990. Arkadiusz Milik uratował się genialną asystą do Błaszczykowskiego, Bartosz Kapustka i Piotr Zieliński nie pokazali niczego nadzwyczajnego. Pomocnik Cracovii “złapał” głupio żółtą kartkę i nie zagra ze Szwajcarią. “Zielak” miał udowodnić, że nie tylko w Empoli potrafi rozbijać defensywę rywali prostopadłymi podaniami. Niestety, zawodnik o którego pyta Liverpool zawiódł i ciężko sobie wyobrazić, by w tym turnieju dostał jeszcze jedną szansę.
Chaos w linii pomocy. Polacy nie umieli narzucić rywalom swoich warunków, przegrywali walkę w środku boiska i musieli się rozpaczliwie bronić. W II połowie najczęściej proponowaliśmy tylko chaos, co wyprowadziło z równowagi Nawałkę. Polski trener wrzeszczący: k…mać! to obrazek tak rzadki, jak śnieg w Atenach. Do uniknięcia bałaganu potrzeba dwóch składników: Krychowiaka w formie i Krzysztofa Mączyńskiego, jednego z najwierniejszych żołnierzy selekcjonera.
Atak. Najlepszą obroną jest atak – w eliminacjach wychodziliśmy z takiego założenia i wiemy, czym to się skończyło. Przed Euro zachwycaliśmy się duetem napastników, wymienialiśmy najlepsze drużyny kontynentu, które zazdrościły nam Milika i Lewandowskiego. Ale gwiazdor Bayernu jeszcze gola nie strzelił, zaś napastnik Ajaksu w każdym meczu marnuje wyśmienite okazje. Jeśli nasi atakujący się nie przebudzą, przygoda z Francją może się zakończyć szybciej, niż się tego spodziewamy.
WNIOSEK
Polacy mają za sobą trzy mecze. Każdy z nich był inny. Irlandię Północną zdominowaliśmy, Niemcom przeciwstawiliśmy siłę fizyczną, walczyliśmy jak lwy i byliśmy bliżsi zwycięstwa. Z Ukrainą wygraliśmy cudem i można postawić tezę, że limit szczęścia na tej imprezie już wyczerpaliśmy. Jeśli chcemy pokonać solidnych Helwetów (stracili tylko jedną bramkę), musimy zagrać o niebo lepiej. Bo Granit Xhaka i spółka błędów nie wybaczą.
Tomasz Szeliga


