Kontrolujący kontrolują samych siebie

Centrum sportu z jego dyrektorem Ryszardem Kwiatkiem jako zarządzającym odpowiada bezpośrednio za stan i użytkowanie sprzętu sportowego przed obecnym burmistrzem Mariuszem Kawą.
Centrum sportu z jego dyrektorem Ryszardem Kwiatkiem jako zarządzającym odpowiada bezpośrednio za stan i użytkowanie sprzętu sportowego przed obecnym burmistrzem Mariuszem Kawą.

STRZYŻÓW. Przetargi na sprzęt sportowy ze środków unijnych do kontroli. 

Gmina Strzyżów i jej były burmistrz Marek Śliwiński zamówił sprzęt sportowy do wyposażenia regionalnego integracyjnego parku sportu i rekreacji za prawie 120 tys. zł. Jego użytkowanie wzbudza dziś kontrowersje wśród mieszkańców miasta, bo, jak twierdzą, o większości sprzętu nic nie wiedzieli.

O nieprawidłowościach w gminie Strzyżów i podległej jej jednostce centrum sportu (CSTiR) pisaliśmy wielokrotnie. Centrum sportu z jego dyrektorem Ryszardem Kwiatkiem jako zarządzającym odpowiada bezpośrednio za stan i użytkowanie sprzętu sportowego przed obecnym burmistrzem Mariuszem Kawą.

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie
Zamówiono wówczas m.in.: urządzenia do czyszczenia i pielęgnacji akrylowych nawierzchni sportowych za prawie 30 tys. zł (chyba nieużywane, skoro nawierzchnia jest zniszczona), specjalistyczną przenośną maszynę do wyrzucania piłek za około 14 tys. zł, 28 sztuk dobrej klasy rakiet tenisowych i prawie 3 tys. piłek do tenisa oraz 8 rowerów, w tym 4 trójkołowe dla osób niepełnosprawnych i 4 wózki inwalidzkie do aktywnej rehabilitacji. Te rzeczy kupiono w ramach projektu unijnego, dlatego powinny być oddane do nieodpłatnego użytkowania przez mieszkańców przez 5-letni czas trwania projektu. Niestety, oni o tym nie wiedzieli. Dlaczego?

Bo CSTiR nie podał do wiadomości publicznej informacji o możliwości ich użytkowania, poza piłkami i rakietami. O maszynie do wyrzucania piłek dowiedzieli się w kwietniu 2016 roku. Zamiast tego dyrekcja niedawno zawiesiła w pomieszczeniu pracowniczym parku kartkę ze spisem zakupionego sprzętu. Pytanie brzmi: po co? Żeby nikt już nie powiedział, że nie było informacji o sprzęcie?

Piłki z automatu
Gmina kupiła prawie 3 tys. piłek pewnej firmy do bezpłatnego użytkowania. Z relacji użytkowników kortu wynika, że dostawali z wypożyczalni często stare piłki. Natomiast w obrębie parku sportowo-rekreacyjnego pojawił się ostatnio automat obok kortu, w którym można było sobie kupić piłkę tenisową za 5 zł. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że piłki z automatu były tej samej firmy, co te kupione przez gminę z przeznaczeniem do wypożyczania. A co się stało z rakietami za sumę 7 tys. zł? Co się stało z rowerami i wózkami? Ponoć były przechowywane w budynku pływalni, żeby nikt ich nie ukradł i nie zniszczył – wynika znowu z kartki zawieszonej w pomieszczeniu pracowniczym.

Widzenie burmistrza
Dziwnie ma się sprawa również z profesjonalną maszyną do wyrzucania piłek za 14 tys. zł. Niby miała być dostępna dla tenisistów, ale użytkownicy kortów jej nie widzieli. Dlatego w 2013 roku jeden z ówczesnych radnych, notabene tenisista, zgłosił pytanie w sprawie maszyny do ówczesnego burmistrza Śliwińskego, który odpowiedział, że maszyna jest na korcie i że sam ją widział… Co najmniej dziwne. Informacja o maszynie pojawiła się na stronie centrum sportu dopiero w kwietniu 2016 r. Uważny czytelnik może przeczytać, analizując cennik usługi kortowej, że maszyna do wyrzucania piłek (bez piłek!) dostępna jest w CSTiR za 50 zł tylko po wcześniejszym umówieniu z obsługą. Cena dość wygórowana, skoro w Rzeszowie taką maszynę można pożyczyć za ok. 30 zł z piłkami. Wygląda to tak, jakby komuś zależało, by maszyny nikt nie chciał wypożyczać. Maszyna, jak i pozostały zakupiony sprzęt, ponoć znajdowała się na podbaseniu – miejscu pełnym chloru, a takowe nie jest dobre do przechowywania naszpikowanego elektroniką sprzętu. Powinien chyba wiedzieć o tym dyrektor CSTiR Ryszard Kwiatek, który z miłości do tenisa sam wybudował sobie swój prywatny kort na swojej posesji.

***
Burmistrz Mariusz Kawa po ostatnim artykule w Super Nowościach o nieprawidłowościach oraz skierowanym do niego piśmie przez byłego radnego zlecił przeprowadzenie kontroli ksiąg inwentarzowych CSTiR oraz zakupów poczynionych na potrzeby parku sportu i kortów. Ma się ona zakończyć do 30 lipca, pomimo oporu przewodniczącej rady miasta Wioletty Drozd, która 25 maja zażądała kontroli we wszystkich placówkach, a nie tylko w CSTiR, w którym sama pracuje. Trudno jednak będzie uwierzyć w kontrolę, w której na dobrą sprawę kontrolujący kontrolują samych siebie. Chyba że chodzi o sprawdzenie, czy na papierze wszystko gra w razie prawdziwej kontroli np. NIK-u.

Marcin Żminkowski

17 Responses to "Kontrolujący kontrolują samych siebie"

Leave a Reply

Your email address will not be published.