
PODKARPACIE. Od 1 lipca badanie urodynamiczne nie jest warunkiem refundacji leków.
– Przez lata przytaczaliśmy dziesiątki opinii autorytetów medycznych, z których jasno wynikało, że badanie urodynamiczne nie potwierdza ani nie wyklucza diagnozy pęcherza nadreaktywnego. Równie dobrze można by robić pacjentom EKG i RTG klatki piersiowej. Sens tego byłby taki sam – wspomina Anna Sarbak, prezes Stowarzyszenia Osób z NTM „UroConti”.
Badanie urodynamiczne służy ocenie czynności narządów dolnych dróg moczowych. Polega na wprowadzeniu do pęcherza cewnika do wypełnienia pęcherza moczowego solą fizjologiczną lub wodą destylowaną i rejestrowaniu ciśnienia w pęcherzu, ilości moczu oraz szybkości jego oddawania.
Albo wstyd i dyskomfort, albo płacenie za leki
– Pacjenci wspominają badanie jako traumatyczne przeżycie, w trakcie którego obnażony od pasa w dół pacjent wykonuje różne czynności – wstawać, siadać, kasłać, podskakiwać. Na dodatek zwykle badanie wykonywane jest w warunkach, które w połączeniu ze stresem, wstydem i poczuciem obniżenia godności potęgują dyskomfort chorego. Byłoby ono trudne do zaakceptowania nawet wtedy, gdyby miało kluczowe znaczenie dla procesu leczenia, ale w momencie, gdy wszystkie ekspertyzy uznały je za bezzasadne – budziło zdecydowany sprzeciw – mówi prezes.
Dlatego pacjenci cierpieli i chcąc uniknąć badania, kupowali lek za własne pieniądze z pełną odpłatnością, albo w ogóle rezygnowali z leczenia.
Pacjenci domagali się zniesienia badania od 2011 roku. Teraz, kiedy się udało, nie zamierzają na tym poprzestać. Wśród postulatów, które członkowie Stowarzyszenia UroConti kierują do resortu zdrowia, nadal jest wiele kwestii mogących poprawić sytuację pacjentów z nietrzymaniem moczu. Są to między innymi: refundacja neuromodulacji krzyżowej dla pacjentów cierpiących na ciężkie postacie NTM, poszerzenie listy leków refundowanych na OAB o nowe preparaty, aby pacjenci, u których wcześniejsze leczenie nie dało rezultatów, mieli szansę na terapię.
Anna Moraniec


