
STALOWA WOLA. Największa architektoniczna bariera miasta przechodzi do historii. Przechodzenie przez tory przestanie być problemem.
Miały być dwa. Będzie jedno, ale stalowowolanie i tak żyją nadzieją na lepsze życie. Przede wszystkim ci, którym życie nie szczędzi udręk. To głównie o osobach niepełnosprawnych, starszych i matkach z wózkami myśleli włodarze miasta, gdy zdecydowali się na zamianę kładki nad torami na przejście poziome. To było kilka lat temu.
To niewiarygodne, ale negocjacje z PKP na temat budowy poziomego przejścia przez tory trwały ponad 6 lat. Ale jak może być inaczej, gdy w ogólnie pojętej grupie PKP jest kilkadziesiąt spółek i każda ma coś do powiedzenia.
Koniec wydolnościowych sprawdzianów
Stalowa Wola torami kolejowymi jest przecięta na pół. Przez tory jest kilka przejazdów dla samochodów. Dla pieszych były szykowane przejścia podziemne i nadziemne. Z podziemnego nic nie wyszło, a to nadziemne zostało wybudowane z gierkowskim rozmachem. – Wciągnąć na nie wózek z dzieckiem jest trudniej, niż dziecko urodzić – sierdziła się na wyniosłą konstrukcję jedna z matek. Dochodziło nawet do takich sytuacji, że do jedynej w mieście szkoły z klasami integracyjnymi nie uczęszczały dzieci „zza torów”, bo opiekunowie nie mieli sił przepychać wózków na drugą stronę. Sygnały w końcu dotarły do władzy i magistrat rozpoczął starania o wybudowanie dwóch przejść poziomych. PKP zgodziły się na jedno. Miasto wzięło na siebie wszystkie koszty, ale i tak rozmowy ciągnęły się latami. W końcu magistrat odtrąbił sukces i ogłosił przetarg na rozbiórkę stojącej kładki. Równolegle ma być budowane przejście poziome.
Za cenę ok. 1,2 mln zł zostanie zbudowane nowoczesne przejście obok dzisiejszej kładki na stacji Stalowa Wola Centrum. Będzie oświetlone, nagłośnione i monitorowane, czyli całkiem bezpieczne. Wykonawca zostanie wyłoniony w połowie tego miesiąca. Wiosną przyszłego roku stalowowolanie pokonując tory nie będą przechodzić sprawdzianu wydolnościowego.
Drugie takie przejście było planowane na wysokości kampusu uniwersyteckiego KUL. Jest tam najbardziej uczęszczane przejście nielegalne. Przewoźnik uznał jednak, że przejść w mieście byłoby za dużo i nie zgodził się. Zresztą studenci nauczyli się pokonywać kolejowe przeszkody i unikać konfrontacji z SOK-istami.
jam



One Response to "Runie symbol kolejarskiego uporu"