
PIŁKA NOŻNA. III LIGA. Rozmowa z MARCINEM WOŁOWCEM, trenerem Stali Rzeszów.
Marcin Wołowiec podpisał nową umowę ze Stalą Rzeszów, choć część działaczy opowiadała się za innym trenerem. Za “Wołkiem” murem stanęli m.in. sami zawodnicy.
– Bałem się, że będę przeprowadzał rozmowę z byłym trenerem Stali. Może pan opowiedzieć o całym zamieszaniu wokół pańskiej osoby?
– To bardzo drażliwy temat. Jeśli wszystko przebiega w granicach zdrowego rozsądku i sprawę stawia się uczciwie, to jest OK. Tylko, że ja o wszystkim dowiedziałem się z mediów. Co tu kryć – byłem bardzo zaskoczony i zniesmaczony.
– Gdy pan zażywał kąpieli w ciepłym morzu, dyrektor Stali Władysław Biernat pielgrzymował do ratusza, by spytać, czy trener Ryszard Federkiewicz może łączyć funkcję gospodarza stadionu z pracą szkoleniową.
– Dyrektor pielgrzymuje do ratusza niemal codziennie, ale to jego sprawa. Z panem Biernatem rozmawiałem raz; szesnaście, może osiemnaście miesięcy temu. Z kolei miesiąc przed ligą przeprowadziłem szczerą rozmowę z prezesem Jackiem Szczepaniakiem na temat naszej dalszej współpracy. Spokojnie wyjeżdżałem więc z Rzeszowa, ale drugi tydzień urlopu komfortowy już nie był. Czarnogóra, gdzie wypoczywałem z rodziną, nie należy do Unii Europejskiej, połączenia telefoniczne są makabrycznie drogie, więc z piłkarzami czy kierownikiem drużyny porozumiewaliśmy się za pomocą messengera. I dopiero po powrocie z wakacji wyjaśniliśmy z prezesem wszystkie sprawy.
– Szybko poszło?
– Błyskawicznie, jeszcze tego samego dnia poprowadziłem zajęcia z drużyną. Szkoda tego całego zamieszania. Nie trzymam się stołka rękoma i nogami, ale wydaje mi się, że nie w porządku dyskutować o przyszłości trenera, gdy ten przebywa tysiące kilometrów od domu. Cóż, jakoś muszę to przełknąć.
– Co z długami? Znów będzie pan zmuszony opowiadać o poślizgach w wypłatach? To chyba staje się męczące.
– Chciałbym się tego tematu pozbyć raz na zawsze! Zapaliło się światełko, zaległości znikają, najlepszym świadectwem niech będzie fakt, iż nowe umowy ze Stalą podpisali zawodnicy, którzy żyją jedynie z gry w piłkę, a na utrzymaniu mają rodziny i dzieci. Mam nadzieję, że pieniądze nie będą już w Stali tematem dominującym. Choć trzeba sobie uświadomić, iż to bolączka nie tylko naszego klubu. Wróciłem właśnie z konferencji trenerów z Białej Podlaskiej, gdzie dowiedziałem się, iż zaległości jednego z małopolskich trzecioligowców wynoszą 22 miesiące. Oczywiście to najbardziej drastyczny przykład.
– To większe zarobki skłoniły Łukasza Szczoczarza do przyjęcia oferty Izolatora Boguchwała?
– Łukasz też ma rodzinę, dzieciaki i zapewne wizja regularnych zarobków okazała się szalenie kusząca. Bardzo żałuję, że odszedł. Łukasz dobrze grał w piłkę, ale też pilnował atmosfery w szatni, budził sympatię. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś popracujemy razem.
– Na szczęście w Stali zostali Sławomir Szeliga i Piotr Prędota. 15 bramek w sezonie ma pan zapewnione.
– Liczę na 40 bramek, bo nadal są z nami: Sebastian Brocki, Kacper Drelich, Michał Lisańczuk i Maciek Maślany. Bez dwóch zdań, prezes Szczepaniak wykonał kawał roboty, żeby zatrzymać tych zawodników. Przecież Piotrek jedną nogą był już w rodzinnym Lublinie. Dla mnie Stal to drużyna, nie indywidualności. Dodatkowo ci piłkarze wciąż są głodni sukcesu. Przegrane baraże z Olimpią Zambrów, a potem nieudany pościg za Motorem – to siedzi w ich głowach i stanowi niezwykle silny bodziec do dalszej pracy.
– Zamierzałem spytać o cel drużyny w zreformowanej lidze, ale już chyba nie muszę…
– Trzy punkty w każdym meczu to świętość. Trochę ciąży nam zakaz transferowy, ale wydaje mi się, że zbudujemy zespół, który będzie groźny dla wszystkich.
– A jaka będzie ta nowa trzecia liga?
– Mocna. Żaden z klubów, który w poprzednim sezonie był w czubie tabeli, nie zrobił kadrowej rewolucji. Zbroją się wszyscy, a nie wszystkich dobrze znamy. Największą niewiadomą będzie Wisła II Kraków, z którą gramy już w drugiej kolejce. Pytanie, jak wiele rezerwy “Białej Gwiazdy” będą czerpać z pierwszej drużyny? Garbarnia Kraków, KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, Podhale Nowy Targ, Trzebinia – te wszystkie kluby są bardzo dobrze zorganizowane. Stać ich na sprowadzanie ciekawych zawodników. Dariusz Gawęcki trafił do Trzebini, Sebastian Janik, którym byliśmy zainteresowani, do Soły Oświęcim. Obstawiam, że będziemy świadkami wielu niespodzianek, bo liga wydaje się być bardzo wyrównana.
– Myśli pan, że kibice będą bardziej zainteresowani nową trzecią ligą? Bo frekwencja spada z sezonu na sezon i w ostatnim sięgnęła dna. 200 osób na meczu w niemal 200-tysięcznym mieście. Nawet nie wiem, jak to skomentować.
– Skandal – to chyba dobre słowo. Od dawna pracujemy nad tym, by poprawić frekwencję. Strzelamy dużo bramek, gramy widowiskowo. Mam nadzieję, że kibice będą ciekawi nowych zespołów i trybuny się wypełnią w większym stopniu. Tym bardziej, iż na bilet stać każdego. Moim zdaniem będą to ciekawsze rozgrywki. I najważniejsze – mistrz awansuje bezpośrednio. Baraże to było totalne nieporozumienie. Otwierało się szampana, ale tydzień później nie było balu, tylko stypa.
– Jest pan specjalistą od młodzieży i musi być panu przykro, że podkarpackie kluby nie są w stanie zatrzymać swoich najzdolniejszych wychowanków.
– Dopóki w Rzeszowie nie pojawi się przynajmniej pierwsza liga, to młodzież będzie brutalnie wyłapywana z naszych klubów. Chłopaki mają dziś bliżej do Krakowa, niedaleko do Kielc, podkarpackie kluby zaczyna prześwietlać Górnik Łęczna. My, trenerzy, możemy poświęcać swój czas, angażować się na całego, a potem pojawia się Jagiellonia Białystok i zabiera nam piłkarza. Przy okazji, muszę pochwalić Radka Kanacha, który z klasą rozstał się ze Stalą. O jego przenosinach do Cracovii wiedzieliśmy dużo wcześniej, a zanim odszedł, pomógł nam w trzeciej lidze. Wielu jego rówieśników nie potrafi powiedzieć zwykłego “dziękuję”. Przykre to, ale prawdziwe.
– Dlatego proponuję zakończyć wywiad przyjemnym akcentem. Poleca pan Czarnogórę na wakacje?
– Zdecydowanie tak! Dojazd na miejsce jest uciążliwy, ale w zamian otrzymujemy fantastyczne widoki, ciepły klimat i bardzo otwartych gospodarzy. Turysta jest w Czarnogórze traktowany z szacunkiem. Zakotwiczyliśmy w Ulcinj, ale na słynnej, 12-kilometrowej plaży nie byliśmy ani razu.
– Odstraszył Was parawaning?
– W Czarnogórze preferują tylko parasole (śmiech). Wielką plażę omijaliśmy, bo mieliśmy własny, uroczy i cichy zakątek.
Rozmawiał: TOMASZ SZELIGA



4 Responses to "– Nie trzymam się stołka"