Młodzież jest różna. Jedni chcą pracować, inni myślą tylko o kasie

Fot. www.cwks-resovia.pl
Fot. www.cwks-resovia.pl

III LIGA. Rozmowa z Szymonem Szydełką, trenerem Resovii.

– Długo zastanawiałem się od czego zacząć naszą rozmowę. W Resovii zawsze działo się coś ciekawego, nierzadko sensacyjnego, a tego lata – nudy. Mam rację?
– Nie do końca. Zapewniam, że i tego lata życie przy Wyspiańskiego tętni, ale nie da się ukryć, że pracujemy w ciszy i spokoju, a to z tego powodu, iż nie dysponujemy wielkim budżetem jak niektórzy nasi rywale w nowej trzeciej lidze. Nawet nie zamierzamy się z nimi ścigać na kupowanie zawodników. Pracujemy ciężko, w oparciu o piłkarzy, których mamy. Skupiamy się na swojej młodzieży, próbując wycisnąć z niej jak najwięcej. To, o czym opowiadam, niezbyt dobrze się sprzeda w gazecie czy Internecie, ale to akurat nie jest nasz kłopot.

– Drużyna dawno nie była poddana presji. W poprzednim sezonie szybko zapewniliście sobie utrzymanie, więc może teraz pojawi się większe ciśnienie? Jest pan podekscytowany na myśl o rywalizacji w zreformowanej lidze?
– Powiem tak: liga będzie mocniejsza, choćby z uwagi na dużą liczbę zespołów zainteresowanych awansem i dysponujących poważnymi pieniędzmi. Poprzeczka wędruje w górę, również jeśli chodzi o samych zawodników. Dla niektórych to może być jedyna w życiu szansa, żeby się przebić do poważniejszej piłki. Trzecia liga podkarpacko-lubelska działała na zasadzie blokady, ponieważ oba regiony są w Polsce traktowane jak zaścianek. I przez te kilka lat wielu zawodników nie zaistniało, choć na to zasługiwało.

– Reforma jako większe okno wystawowe?
– W jakimś sensie tak. Zawodnicy pokażą się na terenie województw świętokrzyskiego i małopolskiego, gdzie znajdują się kluby ekstraklasy.

– Większość trenerów jest przekonana, że nowa trzecia liga będzie ciekawsza, a poziom pójdzie w górę. Ale gdy spoglądam na kluby z maleńkich miejscowości, mam wątpliwości: Nowotaniec, Daleszyce, Małogoszcz, Trzebinia…
– Po pierwsze: spada pięć drużyn, więc średniacy nie będą spać spokojnie. Po drugie: liczba mieszkańców nie wpływa na wyniki drużyny. W Spartakusie Daleszyce gra wielu solidnych zawodników z pobliskich Kielc. Na Koronę okazali się za słabi, ale w trzeciej lidze mogą odgrywać wiodące role.

– Karpaty Krosno, Garbarnia Kraków, Motor Lublin, Stal Rzeszów – wszędzie tam mają chrapkę na zwycięstwo i awans do drugiej ligi. O co grać będzie Resovia?
– O 3 punkty w każdym meczu. Wiem, że to oklepane sformułowanie, ale chodzi o to, by odzyskać dawny blask w oparciu o swoich ludzi, a nie armię zaciężną. Raz, że na to nas nie stać; dwa, że nie jesteśmy zainteresowani takim projektem. Chcemy grać w taki sposób, by przyciągnąć sponsorów.

– Mniej taktyki, więcej improwizacji?
– Prawdopodobnie można liczyć na widowiskową grę, bo młodzież, a tej mamy w zespole najwięcej, miewa potworne wahania formy. Ci chłopcy jednego dnia pozytywnie zaskakują, a drugiego popełniają dziecinne pomyłki. Stabilizacja jest na pewno pożądana (śmiech).

– Trudno było panu zaakceptować decyzję Piotra Szkolnika, który wybrał Izolator Boguchwała?
– Żałuję, że Piotrek już nie zagra w Resovii. Był zasłużonym dla klubu, bardzo dobrym zawodnikiem, który dodatkowo budował atmosferę w szatni. Jednak nie ma ludzi niezastąpionych, a ja wolę spoglądać w przyszłość.

– Z kasą w Resovii jest tak krucho, że kapitan wybiera czwartoligowca?
– Nie chcę wchodzić w szczegóły. Zdradzę tylko, iż chodziło bardziej o konstrukcję nowej umowy. Piotrek nie chciał ustąpić, nie akceptował zmian, stąd to pożegnanie.

– Pracował pan w Izolatorze, który tego lata sprowadził wielu znanych, grających do tej pory wyżej, piłkarzy. Z tej mąki będzie chleb?
– Z takim składem Izolator zapewne awansuje, ale potem znów będzie musiał ingerować w kadrę. Ja budowałbym drużynę w inny sposób.

– Stracił pan nie tylko Szkolnika, ale też Radosława Adamskiego i Tomasza Ciećkę. Graczy doświadczonych i, co istotne, uniwersalnych. To musi pana martwić.
– Lepiej takich piłkarzy mieć, niż nie mieć. Trudno im się jednak dziwić. Radek otrzymał propozycję z drugoligowej Stali Stalowa Wola, gdzie będzie chciał wykorzystać swoją szansę. Jest młody, musi spróbować, jeśli myśli o poważniejszej karierze. Z kolei Tomek uznał, że gra w piłkę wielkich korzyści już mu nie przyniesie i wybrał służbę w straży granicznej w Nowym Sączu. Nie mógł dłużej czekać, bo w tym zawodzie do pracy przyjmują ludzi w określonym wieku. Dodam, że z kontuzją przegrał Michał Ogrodnik. Chłopak leczy się w Krakowie, mówi, że ból się zmniejsza, ale tak naprawdę nikt nie wie, kiedy wróci na boisko. Uraz jest natury neurologicznej, co oznacza, iż problem jest poważniejszy. Mam zresztą wrażenie, oby mylne, że ci wszyscy specjaliści, do których trafiał Michał, nie są do końca pewni diagnozy, jaką wystawili. Trzeba jednak wierzyć, że ta przykra historia znajdzie szczęśliwy finał, „Ogród” się odbuduje i jeszcze kiedyś pomoże Resovii.

– Skoro jesteśmy przy temacie zdrowia: jak się miewa Adrian Chamera?
– Coraz lepiej. Trenuje z nami, ale bez większych obciążeń. Nie jest łatwo wrócić do sportu po zerwaniu wiązadeł krzyżowych. Z Adriana będę mógł skorzystać nie wcześniej niż za 2 miesiące.

– Resovia preferować będzie system z trzema obrońcami, prawda?
– Tak. Skoro mamy trzech doświadczonych środkowych obrońców: Przemka Żmudę, Mirka Barana i Bartka Makowskiego, to chyba warto z tego skorzystać. Na skrzydła szykowani są Damian Barszczak i Dawid Bieniasz. Jestem przekonany, że dokonaliśmy właściwego wyboru jeśli idzie o sposób gry.

– A nie martwi pana, że ustawiony centralnie Makowski nie jest szybki ani zwrotny. Przede wszystkim musi zrzucić kilka kilogramów.
– Bartek ma taką, a nie inną budowę ciała. To oczywiście żadne tłumaczenie, on sam doskonale wie, że musi przypilnować wagi. Drużyna to jednak organizm – tam trzeba zabrać, tu dołożyć, wszystko po to, by znaleźć równowagę. „Maka” nie będzie się ścigał z napastnikami, to rola innych zawodników. Bartek ma inne atuty: siłę i umiejętność gry w powietrzu.

– Dziesięć miesięcy temu, gdy zostawał pan trenerem „pasiaków”, mówił pan, że plan jest taki, by sięgać po młodzież, bo ona jest motorem napędowym klubu. „SMS to olbrzymi kapitał, baza do budowy drużyny na lata”. Tymczasem na liście transferowej klubu doliczyłem się 8 zawodników, którzy awansowali tego lata do Centralnej Ligi Juniorów. Przyznam, że czegoś tutaj nie rozumiem…
– Niektórych zawodników wypożyczyliśmy, żeby się ogrywali w innych klubach. Od niektórych usłyszeliśmy jednak, iż nie są zainteresowani dalszymi występami w Resovii. Dla wyróżniającego się juniora, wychowanka Resovii, bycie w kadrze pierwszego zespołu powinno być zaszczytem. Okazuje się jednak, że tak nie jest. Chłopak woli grać w niższej lidze i tam zarabiać pieniądze. Z niewolnika nie ma pracownika, więc wielu młodych piłkarzy otrzymało zgodę na zmianę klubu.

– Przykre, co pan mówi. Może nawet szokujące.
– Cóż, taka jest dzisiejsza młodzież. Liczą się inne wartości.

– 400 – 500 zł co miesiąc. Niezłe wartości.
– To są jednak większe pieniądze. Kluby z niższych lig psują rynek, bywa, że są nad wyraz hojne. Oczywiście niektórzy mogli się czuć pokrzywdzeni, mogli oczekiwać, że już w poprzednim sezonie dostaną szansę, a tak się nie stało. W piłce to jednak normalne. Rzadko się zdarza, iż wszyscy są zadowoleni.

– Pan lubi poeksperymentować, szuka okazji, by zaskoczyć przeciwnika, stosując choćby nietuzinkowe rozegranie rzutu rożnego bądź wolnego. Podczas zakończonych niedawno mistrzostw Europy podpatrzył pan coś, co będzie mógł wykorzystać?
– Owszem, ćwiczymy już wyrzuty piłki z autu (śmiech). Marzy mi się, żeby Resovia była jak reprezentacja Włoch: świetnie zorganizowana, umiejąca przeciwnika uśpić, by nagle przyspieszyć i zaskoczyć. Jak widać, jest do czego dążyć.

Rozmawiał: Tomasz Szeliga

6 Responses to "Młodzież jest różna. Jedni chcą pracować, inni myślą tylko o kasie"

Leave a Reply

Your email address will not be published.