
STALOWA WOLA. Jadąc do swojej firmy płaca daninę za przejazd przez obcy teren. Od przyszłego roku będzie to teren ogólnodostępny, ale za jego utrzymanie zapłacą podatnicy.
Huta Stalowa Wola pozbywa się kłopotu, a miasto ten kłopot kupuje. Kłopotem są drogi, które znajdują się na terenie byłego wielkiego kombinatu. Huta dużą część swego majątku sprzedała, ale inwestorzy dojeżdżając do swoich firm, muszą ciągle płacić HSW myto za jazdę po jej asfalcie. To paranoja, która niedługo się skończy.
Znikną bramy wjazdowe, a po terenie odgrodzonym od świata przez siedem ostatnich dekad będzie można jeździć wzdłuż i wszerz. I najważniejsze, że za darmo. Teraz za taką fanaberię trzeba płacić. Kilka złotych, a stawka uzależniona jest od tonażu. Dla niektórych firm to wcale nie są małe pieniądze.
Wózki akumulatorowe nie wyjadą
Prezydent Lucjusz Nadbereżny w kampanii obiecywał „rozgrodzenie Huty” i teraz danego słowa się trzyma. Ta obietnica kosztować będzie miasto 435 tys. zł. Na razie, bo na zakupie ośmiu działek wydatki miasta się nie skończą. Te działki to główne ulice na terenie HSW i place przed bramami. Ulice te w przyszłości staną się publicznymi i właściciel będzie musiał je utrzymywać. A są to arterie z przedwojnia, pokryte asfaltem w czasie socjalizmu. Jednym słowem, w fatalnym stanie. – To, co teraz przejmujemy nie jest zyskiem, ale poważnym nakładem – radny Franciszek Zaborowski tonował na sesji entuzjazm prezydenta. Większością głosów samorząd zgodził się jednak na wykupienie od HSW ważniejszych ich dróg.
Miasto działki będzie kupowało na raty. Radni podpowiadali prezydentowi, by jeszcze negocjował z Hutą warunki, bowiem koszty utrzymania dróg będą bardzo duże. Drogowy kij na terenie HSW ma dwa końce. Na pewno ich stan się polepszy, ale staną się drogami publicznymi i będą z nich mogły korzystać pojazdy dopuszczone do ruchu. To znaczy, że nie będą na nie mogły wyjechać chociażby wózki akumulatorowe, które teraz dominują na drogach niechcianych przez Hutę, a pożądanych przez miasto.
jam


