– Niech znów mówią o Twierdzy Mielec

W marcu „Żuber” skończył 24 lata. Od jesieni 2012 roku występuje w Stali Mielec, dokąd trafił z Korony Kielce. Kapitan zespołu. Fot. Stal Mielec
W marcu „Żuber” skończył 24 lata. Od jesieni 2012 roku występuje w Stali Mielec, dokąd trafił z Korony Kielce. Kapitan zespołu. Fot. Stal Mielec

I LIGA. Rozmowa z Jakubem Żubrowskim, kapitanem Stali Mielec.

W poniedziałek z Sandecją Nowy Sącz, w piątek na wyjeździe z Górnikiem Zabrze – nie tylko kibiców na Podkarpaciu zżera ciekawość, co drużyna z Mielca pokaże w pierwszych meczach I ligi. Stalowcy wracają na ten poziom po 19 latach.

– Widział pan piątkowy mecz Miedź Legnica – Górnik Zabrze, inaugurujący sezon 2016/17?
– Oglądałem 60 minut, ale myślę, że pracę domową odrobiłem (śmiech). Z dwóch drużyn uchodzących za kandydatów do awansu, bardziej podobali mi się gospodarze, choć nie mam wątpliwości, że w Zabrzu Górnik grać będzie inaczej.

– Jest się kogo bać?
– Jesteśmy podekscytowani możliwością gry na pięknym stadionie w Zabrzu, przed kamerami telewizji, ale na pewno się nie wystraszymy. Do publiki i głośnego dopingu przywykliśmy, bo tak jest przy Solskiego od lat.

– Podoba mi się taka postawa. Zresztą trener Janusz Białek w kółko powtarza, że presja nie może piłkarzom pętać nóg, bo jeśli tak jest, powinni zmienić zawód.
– Jeśli mielibyśmy się obawiać, że ktoś krzyknie z trybun coś niemiłego, faktycznie należałoby sobie dać spokój z piłką. Podczas meczu trzeba się wyłączyć i zaufać swoim umiejętnościom. Poszukać automatyzmów, przecież na treningach wykonujemy setki powtórzeń tych samych zagrań. Czujemy oczywiście, że w Mielcu apetyty kibiców są ogromne. Niektórzy widzą w nas czarnego konia rozgrywek, ale ja myślę, iż rolą beniaminka w pierwszej kolejności jest utrzymanie.

– Przyzwyczailiście do zwycięstw, zwłaszcza przy Solskiego, gdzie w tamtym sezonie przegraliście tylko raz. Teraz jednak poprzeczka wędruje w górę, zapewne pojawią się porażki. Kibic będzie w stanie to zaakceptować?
– Zrobimy wszystko, by znów mówiono o Twierdzy Mielec. To jest możliwe, bo własne boisko będzie – przynajmniej na początku – naszym największym atutem. Kibice oczekują przede wszystkim dobrej gry i zaangażowania. Ostatnio w niesamowitych okolicznościach pokonaliśmy 4-3 Wisłę Płock w Pucharze Polski. Gdybyśmy w lidze po takim meczu przegrali, np. 2-3, to pewnie nikt nie miałby do nas pretensji. Raczej pochwaliłby za walkę. Z drugiej strony, ludzie płacą za bilety i oczekują zwycięstw. Jestem w Mielcu wystarczająco długo, żeby pamiętać różne sytuacje. Kiedyś, po świetnej pierwszej części sezonu, wiosną nie odpaliliśmy. Fani byli strasznie rozczarowani, mocno nam się wtedy od nich dostało.

– Do inauguracji I ligi w Mielcu zostały godziny. Czuje pan już dreszczyk emocji?
– Specjalnie się nie napinam. Cieszę się, że okres przygotowań i sparingów mamy za sobą, bo mnie najbardziej wkurza właśnie oczekiwanie na mecze o stawkę. Lubię, jak się coś dzieje, odnalazłbym się w systemie angielskim. Jednak na taki luksus trzeba jeszcze zapracować (śmiech).

– Stal to niedoświadczona drużyna, tylko kilku z was liznęło ekstraklasy, pierwszej ligi też nikt nie zawojował. Ale pan po meczu z Wisłą Płock ogłosił: świat należy do młodych! Odważnie…
– Presja, doświadczenie – to strasznie wyświechtane slogany. Utalentowanemu 19-latkowi trzeba dać szansę, bo niby jak inaczej ma on zdobyć doświadczenie? Rozwinie się tylko wtedy, jeśli będzie grał z lepszymi od siebie. Ktoś policzył, że średnia wieku naszego zespołu wynosi 23 lata. Uważam, że to atut, a nie przeszkoda. Jesteśmy głodni sukcesu, nie ma w nas kalkulacji, tylko radość z tego, co robimy. No i stanowimy grupę, która dobrze się zna. Gramy z sobą od dłuższego czasu.

– W Sandecji, z którą zagracie w poniedziałek, znanych nazwisk nie brakuje. Wszyscy mówią o napastnikach: Dawidzie Janczyku i Macieju Korzymie, ale to pomocnik Maciej Małkowski był w tamtym sezonie drugi w klasyfikacji kanadyjskiej. Uzbierał 12 asyst, najwięcej ze wszystkich I-ligowców.
– Graliśmy z Sandecją w meczach kontrolnych, to nie to samo, co pojedynki o stawkę, ale mniej więcej wiemy, czego się po nich spodziewać. Małkowski to rzeczywiście wiodąca postać Sandecji, ostatnio wbił trzy gole Siarce w Pucharze Polski, choć tarnobrzeżanie znaleźli słabe strony rywali i niespodzianka wisiała w powietrzu. Pieniądze i nazwiska w piłkę nie grają. Sandecja ma znanych napastników, ale to jednak piłkarze na zakrętach. Gdyby byli w formie, występowaliby wyżej.

– To my jesteśmy faworytem – powiedział pan ostatnio. Pewności siebie panu nie brakuje.
– Gramy u siebie, gdzie nie zwykliśmy oddawać punktów. Oczywiście poprzeczka wędruje w górę, ale mam nadzieję, że będzie jak w drugiej lidze, gdzie rywale przyjeżdżali do Mielca z duszą na ramieniu.

– Jesteście, obok MKS Kluczbork, najbiedniejszym klubem I ligi. To ma w ogóle znaczenie?
– To pytanie nie do mnie. Przypomnę jedynie, że w drugiej lidze też mieliśmy jeden z mniejszych budżetów, a jednak udało się wygrać i w efektownym stylu awansować.

– Za panem świetne kilka miesięcy, wyrósł pan na opokę drużyny, faceta od którego wszystko się na boisku zaczyna. Tego lata 15 piłkarzy trafiło z I ligi do ekstraklasy, więc jest to dobre okno wystawowe. Klasowy defensywny pomocnik wkraczający właśnie w najlepszy dla piłkarza wiek, musi myśleć o promocji.
– Mogę sobie myśleć, ale są pewne obwarowania kontraktowe. Zresztą, nie chciałbym się teraz ruszać z Mielca. Zamierzam pomóc drużynie, jako kapitan mam też swoje obowiązki. A jeśli będziemy dobrze wyglądać i pojawią się ciekawe oferty, wtedy się nad nimi pochylę.

– To tak na koniec – ciągle się zastanawiam, czy istnieje życie bez Bartosza Nowaka i Andrei Prokicia.
– Andreja był naszym najlepszym strzelcem, Bartek – najlepszym asystentem ligi. Odgrywali w Stali kluczową rolę, co nie znaczy, że są nie do zastąpienia. Wrócił po kłopotach zdrowotnych Sebastian Łętocha, pozyskany z Sandecji Sebastian Szczepański świetnie wprowadził się do drużyny. Występuje na pozycji „Nowego” i nawet widać w jego poczynaniach podobieństwa do gry Bartka. Utrzymaliśmy defensywę i szybszych od wiatru skrzydłowych, więc nasz styl aż tak bardzo się nie zmieni.

Rozmawiał: Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.