Gdy poprzedni prezes przemyskiej miejskiej spółki mieszkaniowej „wyemigrował” w ramach awansu nad Solinę, od razu pojawiły się spekulacje, kto zajmie jego stołek. A przemyślanie czujni są i na kumoterstwo bardzo wrażliwi, więc ich uwagi nie uszło, że nowy szef PGM-u nazwisko nosi takie samiutkie, jak przewodniczący klubu PiS w Radzie Miejskiej. Takie zbieżności nazwisk budzą emocje, w tym przypadku tym większe, że, jak się okazało, prezes prezesem został bez konkursu. Nepotyzm panie dzieju po całości. Nic to, że nowy szef spółki jest jej starym pracownikiem na kierowniczym stanowisku i zna tę firmę od podszewki. Nazwisko ma złe i kwita.
Prezes PGM-u w istocie jest krewniakiem przewodniczącego klubu PiS, co ustalić nietrudno, bo w Przemyślu ludzie się znają i takimi informacjami bardzo chętnie się z dziennikarzami podzielą.
Regulamin Rady Nadzorczej spółki przewiduje kilka form powoływania jej szefa, w tym i bezkonkursowy i, jak podkreśla magistrat, w tym przypadku taki tryb wybrano, bo szło właśnie o wieloletniego pracownika PGM-u.
Wszystko odbyło się zatem zgodnie z prawem i na logikę zupełnie sensownie, jest jednak pewne ale. I owo ale nie tyczy się wcale aktualnego szefa PGM-u. Chodzi mianowicie o to, że ludzie patrzą władzy na ręce i każda taka sytuacja, gdy awansuje w miejskiej spółce krewniak szefa klubu, z którym prezydent jest w koalicji, musi, po prostu musi wzbudzać kontrowersje. I nic dziwnego, że i tu się one pojawiły wraz z oskarżeniami o nepotyzm i kolesiostwo. Ale czy w związku z tym krewny szefa klubu nie może awansować, choć ma wiedzę i doświadczenie? Może i powinien, tylko skoro jest najlepszym kandydatem, to niezawodnie wygrałby konkurs i komentarzy o kolesiostwie i załatwianiu stołków byłoby mniej.
Choć nie na pewno, bo przemyślanie mieli ostatnio za naszym pośrednictwem okazję śledzić losy konkursu na dyrektora Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej ogłoszonego przez zarząd województwa. No i przez to konkursy jakoś przemyślan niespecjalnie przekonują, a tamten to już szczególnie.
Przemyśl nie jest wielkim miastem, a jeśli się stąd pochodzi czy mieszka od pokoleń, to nie ma siły: zawsze się gdzieś ma jakiegoś krewnego, czy powinowatego. I zawsze się jest narażonym na podejrzenia, że się awansowało w budżetówce, bo się właśnie ma takowego. Pytanie: czy władze samorządowe powinny, przewidując to przecież na pewno, stwarzać sytuacje te podejrzenia wzmagające? Logika wskazywałaby, że raczej niwelujące.
Nowemu prezesowi PGM-u wypada życzyć powodzenia w kierowaniu niełatwą spółką miejską, a władzom wypada poradzić, by następnym razem nie oszczędzały na konkursie mimo wszystko.
Redaktor Monika Kamińska



7 Responses to "Nowy prezes ma złe nazwisko, a brak konkursu wyjaśnia wszystko"