
PRZEMYŚL. Jakiś zwyrodnialec przywiązał psa do kamienia w… Sanie kilka metrów od brzegu.
Niedzielne popołudnie, biały dzień. 16-letnia przemyślanka razem z koleżanką spacerują nad Sanem niedaleko oczyszczalni ścieków przy Piaskowej. Nagle uwagę dziewcząt przykuwa pies, który usiłuje płynąć pod prąd rzeki, ale wcale się nie porusza. Wkrótce okazuje się, że jakiś zwyrodnialec uwiązał smycz psiaka do sznurka, którego koniec przycisnął kamieniem. – Ja bym mu zrobił to samo – deklaruje młody przemyślanin, którego dalsza wypowiedź nie nadaje się już do zacytowania.
Gdy nastolatki zobaczyły dziwnie zachowującego się psa, jedna z nich przytomnie zadzwoniła do swego ojca. Mężczyzna natychmiast przyjechał i ruszył do Sanu po psa. Zwierzę znajdowało się około 6 metrów od brzegu, gdzie woda jest już bardzo głęboka. Wkrótce wyjaśniło się, dlaczego pies „płynął”, ale nie ruszał się z miejsca i nie mógł wyjść na brzeg. Ten, kto go pozostawił w tym miejscu, pozostawił go, by utonął! Psiak nie miał szans, bo do jego smyczy starannie przywiązano sznurek i przyciśnięto jego koniec ciężkim kamieniem, żeby była pewność, że zwierzę z wody nie wyjdzie. – Za popełnione przestępstwo z mocy ustawy o ochronie zwierząt sprawca takiego czynu podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch – informuje st. sierż. Marta Fac, oficer prasowa przemyskiej KMP.
– Ale jaka grzywna? To samo mu zrobić! – młody przemyślanin ma swój pomysł na ukaranie sprawcy. – Tylko jego nie wyciągać, bo po co! Jak się przykładnie utopi, będzie przestroga dla innych zwyrodnialców – stwierdza.
Niewykluczone, że pies jest pośrednią ofiarą… wakacji. Okres urlopowy to czas, gdy porzucanych jest najwięcej zwierząt. Niektórzy zostawiają je przywiązane pod schroniskami czy lecznicami weterynaryjnymi, inni wyrzucają po prostu z samochodu, a jeszcze inni świadomie skazują na męczeńską śmierć.
Monika Kamińska



2 Responses to "Dwie nastolatki uratowały psa przed męczeńską śmiercią"