
PODKARPACIE, CZĘSTOCHOWA. Nasi pielgrzymi po 10 dniach wędrówki dotarli szczęśliwie do celu.
W sobotę o godz. 10 na Jasną Górę weszła 39. Rzeszowska Pielgrzymka Piesza. Prawie 1500 pątników z Rzeszowa zmierzało do Czarnej Madonny, żeby powierzyć Jej swoje radości i troski. Najmłodszy z nich miał 2 miesiące, a najstarszy 82 lata. Od 4 do 13 sierpnia pokonali ponad 300 km, niosąc w sercach różne intencje. Tradycyjnie na pielgrzymkowej trasie nie zabrakło również bp. Edwarda Białogłowskiego.
Na miejscu na pielgrzymów czekał bp Jan Wątroba, ordynariusz rzeszowski. Pielgrzymi z Rzeszowa przyszli na Jasną Górę razem z pątnikami z diecezji drohiczyńskiej, pelplińskiej, koszalińsko-kołobrzeskiej i archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej. Wszystkie grupy uczestniczyły we wspólnej Eucharystii na jasnogórskich wałach, której przewodniczył bp Ryszard Kasyna z Pelplina.
– Przybywamy na tę Górę, aby coś z tego Bożego światła zabrać ze sobą, aby rozświecać nasze diecezje, parafie, nasze wioski, miasta, rodziny nasze i każde ludzkie serce. Świat bowiem i człowiek, każdy z nas potrzebuje takiego Bożego światła, nic więc dziwnego, że i papież Franciszek przed 17 dniami tu był, dziękując wraz z całą naszą Ojczyzną, jej synami i córkami za dar rocznicy 1050-lecia Chrztu Polski – mówił.
Utrudzeni trasą, ale szczęśliwi
– W tym roku pielgrzymka nie była tak ciężka fizycznie jak rok temu. Głównie dzięki dobrej pogodzie. Także tempo marszu nie było szaleńcze. Dzięki temu bez większych przeszkód całą grupą dotarliśmy na Jasną Górę. Na trasie pomagałem jako porządkowy, przez co nie zawsze mogłem się skupić na duchowych aspektach, ale wierzę, że i tak Bóg przemieniał mnie w doświadczeniu służby drugiemu człowiekowi, choć pewnie jeszcze tego nie dostrzegam – mówi Kacper Dziedzic, który szedł w grupie św. Barbary.
Kacper poszedł na pielgrzymkę, żeby podziękować za dobrze zdany rok studiów, poprosić o Boże błogosławieństwo i pomoc w kolejnych semestrach.
Blaski i cienie pielgrzymki
– Wcale nie jest łatwo skupić się na modlitwie podczas marszu. Kiedy zmęczenie bierze górę, nie jest też łatwo pomóc komuś nieść plecak, ustąpić miejsca zacienionego czy podzielić się czymś apetycznym. Pielgrzymka pozwala mi poznawać siebie jeszcze bardziej, przede wszystkim w tym jak znoszę niewygody i trudności – zaznacza Kacper.
Jednak nie brakuje też pięknych momentów, które na szczęście zostają w pamięci na dłużej. – Pielgrzymowanie daje mi dużo siły i nadziei na kolejny rok życia. Często wracam do wspólnych chwil spędzonych ze znajomymi na pielgrzymim szlaku, w szczególności do momentu wejścia na Jasną Górę i mszy na wałach. Piękne też są relacje i przyjaźnie, jakie pozostają po pielgrzymce – mówi. I dodaje, że nie da się opisać wszystkich przeżyć towarzyszących wędrowaniu, dlatego już dziś zachęca do podjęcia pielgrzymkowego wyzwania w następnym roku.
Magdalena Pachorek


