Krakowskie wyrachowanie górą (ZDJĘCIA)

Fot. Wit Hadło
Fot. Wit Hadło

III LIGA. Ostrożna Resovia bez punktów.

Jeśli, zdaniem Mirosława Hajdy, Garbarnia jest jeszcze „przymulona”, to co można powiedzieć o Resovii? „Pasiaki” w dość marnym stylu przywitały się z własną murawą.

– Powiedzmy sobie otwarcie: to nie było piękne spotkanie. Nie zagraliśmy wielkiego meczu, byliśmy zwyczajnie skuteczniejsi. Dopiero czekamy na formę, której na razie nie widać – dobrze znany przy Wyspiańskiego szkoleniowiec krakowian nie zaklinał rzeczywistości. I trudno mu nie przyznać racji, kibic niezaangażowany emocjonalnie w żadną ze stron w sobotnie popołudnie mógłby usnąć z nudów. Chwilami z trybun dokładniej było słychać odgłosy… łuskania słonecznika i dyskusje na temat ostatnich wyczynów Legii, niż rozmowy o tym, co dzieje się przed oczami na murawie. Takiemu zachowaniu publiczności ciężko się jednak dziwić – na ochy i achy nie zasłużyła żadna z drużyn, ale Garbarni należą się przynajmniej brawa za nieustępliwość. Dostrzeżenie tej cechy wolicjonalnej w zespole Szymona Szydełki akurat w sobotę było bowiem praktycznie niemożliwe.

Islandia z Rzeszowa
Resovia prób ataków skrzydłami w zasadzie nie podejmowała. W środku pola jedno z gorszych spotkań zagrał Konrad Domoń, a cały blok defensywny powodów do dumy również mieć nie powinien. Postacią centralną „Pasiaków” był Bartłomiej Buczek, nieustannie próbujący szarpać z przodu, nie potrafił jednak zagrozić Marcinowi Cabajowi. Najbliżej był w 20 minucie, ale w ostatniej chwili piłkę spod nóg wybił mu obrońca gości. Później już przy stanie 0-1 świetnie przymierzył z prawego rogu pola karnego, lecz do skopiowania wyczynu Marco van Bastena zabrakło kilku centymetrów.

Bramkę powinien jednak zdobyć chwilę wcześniej Sebastian Dziedzic. Piłkę, która spadła mu na buty po dalekim wyrzucie z autu posłał jednak z trzech metrów koło słupka. Swoją drogą to właśnie auty w tym spotkaniu były bodaj jedynymi groźnymi w wykonaniu Resovii stałymi fragmentami gry. Wzorce zaczerpnięte m.in. z taktyki Islandii podczas mistrzostw Europy mogą dać rzeszowianom sporo dobrego w przyszłości.

Pomyłka sędziego
Drużyna ze stolicy Małopolski obie bramki zdobyła po karygodnych błędach defensywy. Poza tym niespecjalnie kwapiła się do zmasowanych ataków. Szczególnie żal jednak drugiego trafienia, które Resovii podcięło skrzydła na dobre. Wyraźny błąd popełnił wówczas arbiter, nie odgwizdując ewidentnego rzutu karnego na Buczku. Garbarnia wyprowadziła kontrę i wprowadzony chwilę wcześniej Michał Kitliński trafił z niemal zerowego konta do siatki między nogami Marina Pietryki.

– Zrobimy wszystko, żeby się zrehabilitować w kolejnych tygodniach. Nie dysponujemy wielkim budżetem, musimy więc stawiać na ambicję. Rekonwalescenci (Kaliniec, Chamera, Makowski – red.) pomogą nam najwcześniej pewnie w drugiej połowie rundy. Do tego czasu musimy mocniej walczyć – Szymon Szydełko nie tryskał humorem na konferencji pomeczowej.

RESOVIA 0
GARBARNIA Kraków 2
(0-1)
0-1 Kiebzak (36.)
0-2 Kitliński (84.)
RESOVIA
: Pietryka – Baran, Żmuda, Bieniasz (77. Pelc), Barszczak, Kasza (77. Daniel), Dziedzic (70. Mołdoch), Domoń, Staszczak, Pałys-Rydzik (73. M. Kmiotek), Buczek.
GARBARNIA: Cabaj – Ciesielski (71. Kozik), Łukasik, Kiebzak, Kostrubała (46. Nowak), Moskal, Ogar (87. Górecki), Pietras, Piszczek, Stokłosa (74. Kitliński), Wieczorek.
Sędziował: Karol Iwanowicz (Lublin). Żółte kartki: Piszczek, Wieczorek. Widzów: 450.

Tomasz Czarnota

[print_gllr id=190808]

One Response to "Krakowskie wyrachowanie górą (ZDJĘCIA)"

Leave a Reply

Your email address will not be published.