
I LIGA. Beniaminkowi z Mielca idzie jak po grudzie.
Cztery remisy, trzy porażki i 17 straconych bramek, najwięcej spośród wszystkich ligowców. Nie tak piłkarski Mielec wyobrażał sobie powrót po 19 latach na zaplecze ekstraklasy. – Ten zespół potrafi grać lepiej – przekonuje trener Stali Janusz Białek. Co zrobić jednak, by wydobyć drzemiący w nim potencjał?
Oto co wiemy po rozegraniu przez biało-niebieskich siedmiu spotkań.
1. Złe wejście w mecz
Mielczanom zdarzało się wielokrotnie odrabiać straty jeszcze w II lidze, ale po awansie sytuacja powtarza się notorycznie. W premierowym starciu z Sandecją Nowy Sącz skończyło się bez przykrych konsekwencji, w Zabrzu udało się zaskoczyć Górnika po rzucie wolnym i wywieźć remis. Z Kluczborkiem i Bytovią mielczanie urwali się ze stryczka w ostatniej chwili, pakując piłkę do siatki w 90 minucie. Tego rodzaju pościgi są widowiskowe i dostarczają kibicom dodatkowego zastrzyku adrenaliny. Tylko, że tak przez całą rundę grać się nie da. Gdy rywal jest dobrze zorganizowany, wyprowadza kolejne ciosy i jest bieda na całego. Tak beniaminka skarciły Olimpia, Wigry i ostatnio Chrobry – w tych trzech meczach mielczanie stracili 13 bramek! – Powtarzamy sobie, wychodząc na boisko: pełna koncentracja! I g…o z tego wychodzi – załamywał ręce jeden z graczy Stali, którzy nie mogą się nawet zasłonić brakiem doświadczenia. Nie jest to przecież drużyna żółtodziobów, choć oczywiście dla większości występy na tak wysokim szczeblu są nowością. O stresie pętającym nogi też nie ma co wspominać, bo trener Białek nie znosi tanich usprawiedliwień. – Nie radzisz sobie z presją, zmień zawód – powtarza do znudzenia.
2. Dziura w defensywie
Jeszcze 3 miesiące temu Stal szczyciła się żelazną linią obrony. Biało-niebiescy stracili w II lidze raptem 27 goli i razem z GKS-em Tychy wygrali w tej klasyfikacji. Trenerowi i działaczom zależało więc na zatrzymaniu obrońców i piłkarzy odpowiedzialnych za zabezpieczenie dostępu do własnej bramki. Zostali wszyscy i jest…wielka klapa. Zespół (podkreślmy: zespół, nie sami defensorzy) broni fatalnie. Tylko w jednym meczu Tomasz Libera nie musiał wyciągać piłki z siatki. Oczywiście można się tłumaczyć urazami Michała Bierzały, Sebastiana Zalepy czy, aktualnie, Jakuba Żubrowskiego, ale to byłoby chyba niewłaściwe. Trener Stali dostrzega problem, na Chrobrego opracował specjalny plan. – Założenie było proste: mieliśmy nie stracić bramki. Stąd gra trzema stoperami i zabezpieczenie środkowej strefy boiska. Niestety, runął po czterech minutach. Do dziś nie wiem, jakim cudem uderzona z prawie 30 metrów piłka znalazła drogę do naszej siatki – zachodzi w głowę Janusz Białek.
3. Brak agresji czy zdrowia?
Jeszcze 10 dni temu nikt nie zarzuciłby piłkarzom Stali grzechu zaniechania. Beniaminek stworzył kapitalne widowisko i rzutem na taśmę wydarł punkty, remisując 2-2 z Bytovią. Potem nastąpił jednak krach jak na nowojorskiej giełdzie w 1929 roku: 0-6 z Wigrami i 1-4 z Chrobrym. Mielczanie nie byli w stanie odebrać głogowianom piłki, biegali za przeciwnikiem w ślamazarnym tempie, jakby grali na zaciągniętym hamulcu. Umiejętności może zabraknąć, serducha – nigdy! – powtarza Andrzej Iwan, były reprezentant, dziś komentator Polsatu. Gorzej, jeśli nie ma się zdrowia do tego, by grać wysokim pressingiem, ale tego problemu w Stali chyba jednak nie ma…
4. Lider poszukiwany
Po sobotniej klęsce Janusz Białek kilkukrotnie wspomniał, iż niełatwo znaleźć następców Bartosza Nowaka i Andrei Prokica. To ten duet poprowadził biało-niebieskich do jakże wyczekiwanego awansu. – Szukamy, lecz ciężko nam to idzie. Tymczasem w ofensywie nie istniejemy – trener trafił w sedno. Już wiadomo, że pozyskany z Sandecji Sebastian Szczepański to nie ten rozmiar kapelusza, co Nowak. Jakości z przodu nie dają również: Piotr Głowacki, Dorian Buczek, Ze Lucas ani Omar Tall, choć Amerykanin zaczął trafiać w rezerwach, czyli w klasie okręgowej. Grzegorz Fonfara dopiero zadebiutował i nie jest przygotowany na duży wysiłek. To tyle w temacie nowych piłkarzy. Starzy pomocnicy i napastnicy też nie błyszczą, a drużyna cierpi z powodu braku lidera. – Żaden z moich zawodników nie krzyknął, by zmobilizować towarzystwo – ubolewał po meczu z Chrobrym opiekun Stali. A jedyny zdolny do takiego działania Żubrowski wróci na boisko nie wcześniej niż za 3 tygodnie…
5. Gole tylko po stałych fragmentach
Stal w I lidze ani razu nie objęła prowadzenia, więc nie może grać tego, co potrafi najlepiej: szybkiego ataku. Taktyka to zresztą mało wyszukana, przeciwnicy zamykają mielczanom boczne sektory, w środku brakuje kreatywnych postaci i pole manewru kurczy się do rozmiaru znaczka pocztowego. Nie ma przypadku w tym, że beniaminek większość z 6 goli zdobył po rzutach wolnych, rożnych i z karnego. – Jeszcze nie wiem jak, ale musimy się pozbierać. W końcu po burzy wychodzi słońce – mówił po sobotnim laniu obrońca Sebastian Zalepa, który nie wstydził się łez. Mielecka szatnia do piątku będzie zapewne czymś w rodzaju świetlicy terapeutycznej, a może i wulkanu, który wyrzuci na powierzchnię ukryty potencjał drużyny. Pewne jest jedno: czasu na metamorfozę zostało dramatycznie mało. Za trzy dni stalowcy grają w Chojnicach, a następnie ze Stomilem i „Gieksą” w Katowicach. Rywale z wysokiej półki, z ambicjami sięgającymi ekstraklasy. Każdy zdobyty punkt będzie dla naszego zespołu na wagę złota.
Tomasz Szeliga


