Nemo sapiens nisi patiens – nie jest mądry, kto nie jest cierpliwy. Uniwersalna prawda niejakiego Cycerona, rzymskiego polityka i filozofa, nie znalazła uznania w rzeszowskim ratuszu. Im dłużej bowiem zastanawiam się nad pomysłem prezydenta Tadeusza Ferenca dotyczącym budowy mocnego klubu piłkarskiego, tym więcej dostrzegam niebezpieczeństw.
Pisałem to już kilka dni temu, ale napiszę raz jeszcze: zdumiewa, że prezydent postanowił nagrodzić drużynę lepszą na półmetku, a nie na koniec sezonu. Przecież nie można wykluczyć, iż przez rundę wiosenną sytuacja się zmieni i zespoły zamienią się miejscami. Co będzie, jeśli Resovia i Stal na półmetku będą mieć tyle samo punktów? Zaczniemy liczyć bramki zdobyte i stracone, sięgając szczytów absurdu? Są i inne scenariusze. Załóżmy, że po jesieni lepsza jest Stal, ale po zimie to Resovia zanotuje świetną passę i awansuje do II ligi. Dla której wówczas drużyny ratusz odkręci kurek z pieniędzmi? Zdolny ongiś piłkarz ekstraklasy, rzeszowianin, powiedział mi ostatnio: kasa z miasta będzie jak pocałunek śmierci. Klub, który ją otrzyma znajdzie się pod ogromną presją. Każde jego potknięcie budzić będzie irytację prezydenta, któremu wydaje się, że w piłce nożnej najważniejsze są pieniądze. Tymczasem ważniejsza jest strategia. Motor Lublin nie narzeka na wysokość dotacji, ale już trzeci sezon próbuje sforsować bramę z napisem: „Druga liga”.
Propozycja Tadeusza Ferenca jest do zaakceptowania, ale nie w tym momencie. Wyścigu nie ogłasza się w połowie rundy! Trzeba było to zrobić w lipcu, miesiąc przed startem rozgrywek. Tak podpowiada zdrowy rozsądek. To, że nic się nie stało, ponieważ Resovia i Stal mają aktualnie niemal tyle samo punktów, nie jest żadnym argumentem. Dom buduje się od postawienia fundamentów, nie od dachu.
Nie należę do osób specjalnie podejrzliwych, spiskowe teorie do mnie nie przemawiają. Jednak gdy działacze Resovii mówią, że pośpiech prezydenta nie jest przypadkowy i pytają, jak to możliwe, iż pieniądze mogą trafić do klubu zadłużonego, zaczynam się zastanawiać, czy coś nie jest na rzeczy. Szefowie Resovii nie chcą powiedzieć wprost, iż pomysł prezydenta to próba ratowania Stali. Boją się, że znów zaczną być postrzegani jako wieczni malkontenci. Zarazem przypominają, iż to oni zaproponowali Tadeuszowi Ferencowi budowę drużyny na bazie seniorów Resovii. Sugerują, że zanim rozpocznie się sportowa rywalizacja, miasto powinno przeprowadzić finansowy audyt w obu klubach. To wszystko podniosą zapewne podczas dzisiejszej konferencji prasowej w klubie. Oczywiście na propozycję, jaka padła w czwartek, przystaną, bo nie mają wyjścia. O Stali nie piszę, tam nikt nie miał żadnych dylematów.
I jeszcze dwie sprawy. Prezydent walnął pięścią w stół i ogłosił: dość prowizorki, reformuję rzeszowską piłkę nożną! I zapowiedział, że dla mocniejszej drużyny przygotuje finansową nagrodę. Jak dużą? Tego się nie dowiedzieliśmy. Uzależnione jest to zapewne od negocjacji z potencjalnymi sponsorami. A jednak składając taką propozycję, należało operować konkretami.
Jedno udało się prezydentowi wspaniale – dołożył cegłę do już i tak bardzo głębokiego podziału Rzeszowa na tych z Resovii i Stali.
Redaktor Tomasz Szeliga



One Response to "Pośpiech złym doradcą"