No to w polskim kinie porobiła nam się istna kampania wrześniowa. Film „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego, mimo znakomitych recenzji zarówno ze strony lewicowych, jak i prawicowych publicystów, nie dostał ani jednej ważnej nagrody na tegorocznym festiwalu polskich filmów fabularnych w Gdyni. Reżyser nie ukrywał swojego rozczarowania decyzją jury, na czele którego stał Filip Bajon. Podobnie zareagowali prawicowi publicyści, oskarżając naszą elitę kulturalną o zakłamanie i uleganie poprawności politycznej.
Nieprzyznanie „Wołyniowi” nagrody tylko działa na korzyść Smarzowskiego. Na pewno widzowie zagłosują nogami i wybiorą się do kin na pierwszy film o ludobójstwie dokonanym przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach na dawnych Kresach Wschodnich. Wypada tylko mieć nadzieję, że po tym pospolitym ruszeniu w Polakach nie pojawi się wrogość do Ukraińców, tylko chęć rozmawiania o trudnych tematach, szukania tego, co nas łączy, a nie tylko tego, co dzieli. „Wołyń” jest także potrzebny samym Ukraińcom, bo budowanie swojej przyszłości na zakłamywaniu historii niczemu służy. Nie da się zbudować nowoczesnego, demokratycznego państwa na systemie zaprzeczania faktom, bo tam gdzie nie ma publicznej uczciwej debaty, rodzą się demony. „Wołyń” potrzebny jest wreszcie tym, którzy z powodów rodzinnych nigdy nie pojechali na Kresy po 1945 roku. Pamięć o rzezi wołyńskiej jest wciąż otwartą raną, znam osoby, który z uwagi na bolesne rodzinne wspomnienia długo odkładały decyzję o podróży na Ukrainę. Potraktujmy więc film Wojciecha Smarzowskiego jako hołd oddany wszystkim ofiarom pomordowanym przez ukraińskich nacjonalistów w imię jednorodnego etnicznie państwa.
Redaktor Piotr Samolewicz



8 Responses to "Pamięci ofiar UPA"