Wolność ma swoje granice

Krzysztof KuchtaOchrona życia to fundament wolności, a aborcja jest zabijaniem. To wydawałoby się, są już oczywistości, choć nadal nie dla wszystkich, jak pokazują niektóre reakcje na toczącą się obecnie dyskusję, ujawnione także na łamach naszej gazety.

Tzw. spór o aborcję jest sporem fundamentalnym i niezwykle trudnym, bo dotyka granic tego, co wolno człowiekowi zrobić z innym człowiekiem. Te granice po okrutnych doświadczeniach XX wieku powinny wydawać się jasno określone. Przywołam tu wielokrotnie cytowaną wypowiedź Matki Teresy z Kalkuty, od niedawna już świętej Kościoła katolickiego: „Jeżeli matce jest wolno zabić swoje dziecko, cóż może powstrzymać ciebie i mnie, byśmy się nawzajem nie pozabijali?”.

Wbrew pozorom, odwołanie się do słów nowej świętej nie jest argumentem religijnym, ale rzeklibyśmy „humanistycznym”, który zwolennikom tzw. prawa do aborcji i „wolności kobiet” powinien być szczególnie bliski. Zdaję sobie sprawę, że bliski nie jest.

Przejdźmy jednak do jednego argumentu używanych przez przeciwników poddanego sejmowej procedurze legislacyjnej obywatelskiego projektu „Stop aborcji”.

Zarzut, że kilkaset osób (a głównie mężczyźni) nie może decydować, o tym co „kobieta może lub nie może zrobić ze swoim życiem” jest w sumie absurdalny, bo akurat na tym właśnie obecnie polega demokracja parlamentarna.

W tejże demokracji parlamentarnej wybrańcy narodu decydują (przyznaję, często w absurdalny sposób) o tym, co wolno, a czego nie wolno obywatelowi. Tak więc decydują, gdzie można zapalić papierosa, z jaką prędkością można jeździć po drogach czy też narzucają obowiązek jeżdżenia samochodem z włączonymi światłami przez cały rok, nie mówiąc już o wysokości podatków i innych danin na rzecz państwa. Gdzie oburzenie obywateli, których wolności zostają w ten sposób naruszone przez posłów? Nie widzę.

Tutaj mamy jednak do czynieniem nie ze zwykłym zakazem, ale z fundamentalnym rozstrzygnięciem dotyczącym granic tego, co dozwolone w kwestii ludzkiego życia. Problemu nie byłoby, gdyby podstawą prawa było prawo naturalne. Wówczas nikomu nie przyszłoby do głowy zastanawiać się nad dopuszczalnością aborcji. Mamy jednak do czynienia z rzeczywistością, gdzie dominuje prawo pozytywne, czyli prawem jest to, co zostanie akurat uchwalone, nawet w oderwaniu od ponadczasowych norm moralnych.

Wracamy więc znów do granic tego, co wolno człowiekowi. Dopóki nie zostanie zmieniony prymat prawa pozytywnego nad naturalnym, to ani w sprawie aborcji, ani w jakiejkolwiek innej fundamentalnej sprawie nie będzie możliwe dojście do powszechnej zgody. Nie zwalnia to jednak nikogo z kierowania się moralnością i wybierania dobra.

Redaktor Krzysztof Kuchta

22 Responses to "Wolność ma swoje granice"

Leave a Reply

Your email address will not be published.