Co roku rzec by można już, że tradycyjnie, mniej więcej od połowy października zewsząd słychać o jakimś „Święcie Zmarłych”. A to, że nachodzi, a to, że wpisane w polską tradycję głęboko i długo, a to, że czas zadumy, a to w końcu, że trzeba szczególnie na drogach w takie „Święto Zmarłych” uważać. Niby nic nadzwyczajnego, mało to różnych świąt mamy mniejszych i większych, takich i owakich? Niby, bo choć tajemnicze „Święto Zmarłych” we wspomnianym okresie króluje na oficjalnych stronach rozmaitych instytucji, służb i, o zgrozo, także mediów, to… ono nie istnieje.
Próżno bowiem go szukać w spisie kościelnych świąt i państwowych także. Nie ma takiego święta! Wygląda więc na to, że musi to być święto tyleż ważne, co mocno nieoficjalne.
Szanowni Państwo, według statystyk, dobrze ponad 90 procent Polaków to katolicy. Jakoś doprawdy trudno uwierzyć w to, że ateiści czy innowiercy całkowicie niemający pojęcia o świętach w Kościele katolickim tak gremialnie opanowali wszystkie serwisy informacyjne i że coś im tam świta z tym 1 listopada, ale tylko świta i stąd pojawia się „Święto Zmarłych”.
No chyba, że owo święto jest po prostu reliktem minionego, bagatela, ponad ćwierć wieku temu systemu politycznego. W czasach, których młodzi ludzie nie pamiętają, a starsi pamiętać często nie chcą, zamiast o Bożym Narodzeniu mówiło się o „Gwiazdce”, prezenty dzieciom przynosił „Dziadek Mróz”, a nie Święty Mikołaj, a na wiosnę był „Zajączek”, który „robił” za Wielkanoc. Ot tak, żeby nie było, że się świąt nie zauważa, ale żeby się broń pierwszy sekretarzu KC nie kojarzyły jakoś religijnie. Na tej samej zasadzie tak ważne w polskiej tradycji i kulturze Wszystkich Świętych otrzymało zgodnie z nową świecką tradycją nazwę nieco upiornie brzmiącą – „Święto Zmarłych”. Bo przecie o odwiedzenie grobów szło, a nie o jakichś świętych, co to ich światły lud socjalistyczny nie czciłby, bo to zabobony. O 2 listopada – w Kościele katolickim zwanym Dniem Zadusznym – w ogóle nie wspominano oficjalnie, bo przecież nie było czegoś takiego jak dusza, a w listopadzie duszno bywa w naszym klimacie nader rzadko.
Pozwalamy sobie przypomnieć, że komunizm już się w Polsce skończył, co przypieczętowały poniekąd dawno temu już wypowiedziane słowa aktorki Joanny Szczepkowskiej i już można „na legalu” mówić i pisać nie tylko Boże Narodzenie i Wielkanoc, ale także Wszystkich Świętych. I doprawdy czas skończyć z tym upiornym „Świętem Zmarłych”, bo to się kojarzy z jakimś kiepskim horrorem z udziałem ożywionych na chwilę świętujących zombie, a nie z pełnym zadumy i refleksji wspomnieniem wszystkich świętych i dzień później – wszystkich zmarłych wiernych. Nawet jeśli ktoś wierzący nie jest, to i tak należy zrezygnować z tego koszmarka słownego i używać nazwy oficjalnej, bo ona nie jest deklaracją wiary używającego.
Redaktor Monika Kamińska



20 Responses to "Czas skończyć z upiornym „Świętem Zmarłych”?"