
KOLBUSZOWA. – Ludzie chyba nie zasługują na to, żeby się dla nich poświęcać. Kolbuszowa dużo mówi, mało robi. To przykre, bo tym, którym się chce coś robić, odechciewa się wszystkiego. Ja specjalnie wziąłem wolne w pracy, żeby wziąć udział w tej manifestacji. Szkoda, że było tak mało ludzi – tak niską frekwencję podczas ostatnich (25 bm.) protestów przeciwko likwidacji porodówki w szpitalu komentuje Michał Karkut, sołtys Kolbuszowej Górnej.
W podobnym tonie wypowiedział się Józef Fryc, wiceszef Rady Miejskiej, którego też spotkaliśmy na proteście. – Nie jestem zadowolony z liczby manifestantów. Spodziewałem się, że będzie ich znacznie więcej, bo to powinna być akcja społeczna, gdzie jako mieszkańcy mamy możliwość wypowiedzenia się – ubolewa Fryc. – Społeczeństwo jest dziś niepewne jutra i z tego powodu wolą pozostać w domach, niż pokazać się na dzisiejszej pikiecie.
Oprócz Fryca w manifestacji wzięli udział inni radni miejscy: Piotr Panek, Paweł Michno, Stanisław Długosz i Julian Dragan. Co z resztą? – Wszyscy wiedzieli o tym proteście – odpowiada wiceprzewodniczący. – Trudno namawiać radnego do wzięcia udziału w tej akcji, skoro on nie ma swojego zdania na ten temat. Jeśli go ma, to jest dziś tutaj – konstatuje.
Niewątpliwie wpływ na niską frekwencję podczas protestu miał niefortunny termin tej akcji. Wtorkowy poranek to czas, kiedy większość kolbuszowian pracuje.
pg


