– Zamiast piwka siłownia i mądra dieta

Pomocnik DANIEL KOCZON to najstarszy piłkarz zajmującej w tabeli 4 miejsce Siarki. Do tarnobrzeskiego klubu trafił przed trzema laty ze Stali Rzeszów. Wcześniej występował w Motorze Lublin, Olimpii Elbląg, Wiśle Płock, Piaście Gliwice i Tomasovii Tomaszów Lubelski. Zawodnik przeżywający właśnie drugą młodość (w lutym skończy 35 lat) jest wychowankiem Roztocza Szczebrzeszyn. Fot. Bogdan Myśliwiec
Pomocnik DANIEL KOCZON to najstarszy piłkarz zajmującej w tabeli 4 miejsce Siarki. Do tarnobrzeskiego klubu trafił przed trzema laty ze Stali Rzeszów. Wcześniej występował w Motorze Lublin, Olimpii Elbląg, Wiśle Płock, Piaście Gliwice i Tomasovii Tomaszów Lubelski. Zawodnik przeżywający właśnie drugą młodość (w lutym skończy 35 lat) jest wychowankiem Roztocza Szczebrzeszyn. Fot. Bogdan Myśliwiec

PIŁKA NOŻNA. II LIGA. Rozmowa z Danielem Koczonem, najlepszym strzelcem Siarki Tarnobrzeg.

– Jest pan jak wino: im starszy, tym lepszy?
– Tak mówią – pół żartem, pół serio – koledzy z drużyny. Forma jest i bardzo się z tego cieszę. Za tym wszystkim stoi jednak bardzo ciężka praca, bo jak się ma 34 lata to nie wystarczy pstryknąć palcem. Trzeba o siebie dbać.

– Piwko albo lampka wina po meczu nie wchodzą w grę?
– Wykluczone! Zamiast alkoholu polecam siłownię i mądrą dietę. W dobie Internetu łatwo można wybrać coś dla siebie. Porad i nowinek jest multum. Mnie to wszystko ciekawi. Oczywiście zdrowe odżywianie nie zagwarantuje, że ktoś będzie dobrze grać w piłkę. Na wysoką formę składa się wiele czynników.

– To najlepsza pana runda od lat. Ciężko przypomnieć sobie mecz, w którym nie odgrywałby pan znaczącej roli, a październik to już w ogóle był świetny: 4 bramki, kilka asyst. No i to trafienie z Gryfem Wejherowo z wolnego – palce lizać!
– Im dalej w las, tym lepiej i niech tak pozostanie (śmiech). Najważniejsze, że gra w piłkę wciąż sprawia mi wielką frajdę. Cieszę się z każdej udanej akcji, wściekam po porażce. Nie jestem facetem, który siedzi w klubie i odcina kupony.

– Ma pan jeszcze rezerwy?
– Zawsze może być lepiej!

– Na przykład korona króla strzelców w wieku 35 lat, gdy nie jest się klasycznym napastnikiem. Z siedmioma zdobytymi golami ustępuje pan jedynie Łukaszowi Pietroniowi z Olimpii Elbląg i Leandro z Radomiaka. Oni uzbierali po 8 bramek.
– Nieczęsto spoglądam w klasyfikację strzelców. Jestem w Siarce czwarty rok i zawsze interesowało mnie dobro drużyny. Piłka nożna to dyscyplina zespołowa, indywidualne popisy niewiele znaczą.

– Jednak latem nie miał pan przekonania, czy powinien zostać w Tarnobrzegu…
– Siarka strasznie odmłodziła skład, a ja pomyślałem: może właśnie teraz trzeba się wycofać. Bo trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść. Ale zostałem i jestem z tego powodu szczęśliwy. Mamy fajną drużynę, nastroje dopisują.

– I tylko żal, że za chwilę koniec rundy.
– Od wielu lat ubolewam, że zimowa przerwa jest tak długa. Przez trzy miesiące będziemy się przygotowywać do 15 meczów o punkty. Ten okres spędza mi sen z powiek, bo jak człowiekowi przyplącze się kontuzja, to koniec. Zresztą podczas tak długiej pauzy utrzymanie wysokiej formy jest nie lada sztuką.

– Siarka to najmłodsza drużyna ligi. Małolaty chcą się dowiedzieć, co ma do powiedzenia starszy od nich kolega?
– To działa w dwie strony. Ja uczę się od nich, oni ode mnie. To są dzieci Internetu, ale jednak głodni sukcesu i szalenie ambitni. Nie zdziwiłbym się, gdyby część z nich zrobiła prawdziwe kariery.

– Wiedzą, czego chcą od życia?
– Zdecydowanie. Bardzo im tego zazdroszczę, bo ja nie miałem wzorców ani takich możliwości. Dziś w Polsce ciężko pracujący nad sobą piłkarz naprawdę może daleko zajść.

– Chrzest w szatni – to się jeszcze praktykuje?
– Raczej nie, czasy się zmieniły. Choć atmosfera w szatni to ciągle kluczowa sprawa w układance. Jeśli ludzie się z sobą nie dogadują, wyników nie będzie.

– Kilka lat temu znalazł się pan w Piaście Gliwice. Zastanawia się pan czasem, dlaczego nie został w ekstraklasie na dłużej?
– Piłka zawsze była u mnie na pierwszym miejscu, więc jak nie grałem, to się złościłem. Zwłaszcza, gdy nie czułem się słabszy od innych, jak wtedy w Piaście. Działacze chcieli mnie zatrzymać, lecz uniosłem się dumą i poszedłem do Wisły Płock. Tam wszystko zaczęło się układać, byłem bliski powrotu do ekstraklasy, ale przytrafiła się kontuzja i plany wzięły w łeb. W piłce trzeba trafić na odpowiednią osobę. Kogoś, kto obdarzy cię zaufaniem, pomoże dokonać właściwego wyboru. Ja nie miałem tego szczęścia.

– Może jednak uda się zagrać na wyższym poziomie-– awans Siarki do I ligi przestaje być marzeniem ściętej głowy. Podejrzewam, że rozprawiacie o tym w szatni?
– Rozczaruję pana – u nas w szatni jest tylko temat następnego meczu. Awans robi się w maju albo czerwcu. Odkąd jestem w Siarce, zawsze byliśmy blisko czołówki, ale na finiszu czegoś brakowało. Dlatego teraz zachowujemy spokój, by nie powiedzieć, iż przeważa sceptycyzm.

– Swoimi dobrymi występami sprawiliście, że miasto zaczyna dostrzegać, iż warto pomóc klubowi.
– Mamy nadzieję, że prezydent przychylnie spojrzy na tarnobrzeską piłkę, że w budżecie miasta pod hasłem „Siarka” znajdzie się godna kwota.

– To na koniec, żeby nie było tak cukierkowo: dlaczego na mecze Siarki przychodzi tak mało kibiców?
– Dla mnie to też nielicha zagadka. Co prawda nie gramy jak w Lidze Mistrzów, ale jednak na naszych meczach nie sposób się nudzić. Poza tym w drugiej lidze nie brakuje markowych drużyn, naprawdę można zobaczyć kilku ciekawych zawodników. Szefowie takiej Polonii Warszawa byliby zachwyceni, gdyby ich zespół prezentował poziom Siarki. Cóż, trzeba wierzyć, że frekwencja poprawi się wiosną. Zasługujemy, by oklaskiwało nas więcej ludzi.

Rozmawiał: TOMASZ SZELIGA

Leave a Reply

Your email address will not be published.