
Z piekła do nieba w ostatni kwadrans – Stal przegrywała już 0-2, ale nie zwątpiła i zwyciężyła po raz trzeci z rzędu! Zwycięski gol padł w doliczonym czasie.
Szukasz przygody? Przyjdź na mecz Stali Mielec! To mógłby być slogan reklamowy I-ligowca, bo przy Solskiego naprawdę ciężko się nudzić. Biało-niebiescy w sobotę znów stworzyli niezwykłe widowisko. Do 77 minuty przegrywali z GKS-em Tychy 0-2, ale przeszli do ofensywy i na końcu to oni cieszyli się z 3 punktów! – Wszyscy późno uśniemy. Czuję się, jakbym wypił z dziesięć kaw – skwitował trener gospodarzy, Zbigniew Smółka.
GKS przyjechał do Mielca z nowym trenerem Jurijem Szatałowem, który ponoć znajdował się też na celowniku działaczy Stali. Rosjanin podjął się w Tychach misji ratowania drużyny, która niebezpiecznie dryfuje ku II lidze. Przez trzy czwarte spotkania wydawało się, że efekt nowej miotły zadziała i Ślązacy pierwszy raz od 6 miesięcy wrócą do domu z trzema punktami. Goście jednak nie docenili Stali, której w przeszłości zdarzało się przecież odwracać losy meczu w podobnych okolicznościach.
– Nie mogę uwierzyć w to, co się stało. W końcówce zabrakło nam sił, zgubiliśmy krycie we własnym polu karnym i zostaliśmy z niczym. Jesteśmy strasznie rozczarowani, bo nie zagraliśmy złego meczu. Wprost przeciwnie, jest nadzieja na lepsze jutro – opowiadał Super Nowościom Seweryn Gancarczyk, doświadczony pomocnik, były reprezentant Polski, który zaczynał w maleńkim Podkarpaciu Pustynia. – Za dzieciaka przyjeżdżałem na mecze Stali w ekstraklasie. To był inny stadion, inny klimat. Dobrze, że dziś w Mielcu odradza się mocny klub. Nasz region bardzo tego potrzebuje – dodał.
Stal sumiennie zapracowała, by nazywać ją postrachem faworytów, ale mecz z „Gieksą” różnił się od starć z Podbeskidziem, Miedzią i Zagłębiem. Tym razem bowiem wyżej stały akcje biało-niebieskich, którzy mieli na boisku zdecydowanie mniej miejsca. Tyszanie skoncentrowali się na defensywie, zmuszając gospodarzy do nielubianego przez nich ataku pozycyjnego. To wszystko odbiło się na jakości. Mielczanie robili dużo wiatru, ale z wykończeniem akcji mieli kłopot. Sami dali się natomiast zaskoczyć, a niewiele brakowało, by na przerwę schodzili przy wyniku 0-2. Druga część zaczęła się od „setki” zmarnowanej przez napastnika GKS-u, Jakuba Świerczoka. W 76 minucie na stadionie zrobiło się cicho jak makiem zasiał. Strata piłki w środku pola, uderzenie kapitana gości Łukasza Grzeszczyka, koszmarny błąd Marka Kozioła i przeciwnik podwyższył. Wydawało się, że mielczanie już się nie podniosą, część kibiców zaczęła nawet wychodzić ze stadionu. Jednak odpowiedź była błyskawiczna. Krystian Getinger strzelił z daleka i piłka wpadła do siatki, miejscowi uwierzyli, że można i zafundowali przedstawienie, że palce lizać! Wyrównał Mateusz Cholewiak, zaś w doliczonym czasie Sebastian Zalepa sprawił, że trybuny odleciały. – Wiedziałem, że jak strzelimy na 2-1, będzie dobrze. Jestem dumny z drużyny, która walczy do końca i mogę obiecać, iż determinacji nigdy nam nie zabraknie – ekscytował się Smółka, który po przejęciu sterów w Stali wygrał 4 z 5 meczów. – Miałem kiedyś serię sześciu zwycięstw, ale to się działo na niższym poziomie. Najważniejsze, że te nasze zwycięstwa nie były przypadkowe. Postaramy się to udowodnić w niedzielę w Siedlcach – dodał.
STAL Mielec 3
GKS Tychy 2
(0-1)
0-1 Tanżyna (31.), 0-2 Grzeszczyk (76.), 1-2 Getinger (77.), 2-2 Cholewiak (86.), 3-2 Zalepa (90.)
STAL: Kozioł – Sulewski, Kiercz, Zalepa, Liberacki, Sobczak (79. Głowacki), Marciniec (56. Buczek), Żubrowski, Radulj (73. Szczepański), Getinger – Cholewiak.
GKS: Florek – Grzybek, Boczek, Tanżyna, Mańka, Mączyński, Bukowiec, Gancarczyk, Grzeszczyk, Radzewicz – Świerczok (79. Varadi).
Sędziował: Wojciech Krztoń (Olsztyn). Żółte kartki: Buczek – Świerczok, Florek, Mańka. Widzów 2797.
Tomasz Szeliga
[print_gllr id=198129]


