
PRZEMYŚL. Ofiara napadu na kantor w szpitalu. Policja poszukuje bandytów.
W piątek, 18 listopada, tuż po godzinie 18 przemyskich policjantów o napadzie na kantor zawiadomiła Straż Miejska. Wszystko wyglądało jak sensacyjny film, ale, niestety, było rzeczywistością. Właściciel kantoru trafił do szpitala z obrażeniami niezagrażającymi życiu. Policja udziela na temat napadu bardzo skąpych informacji z uwagi na dobro intensywnie prowadzonego śledztwa.
Piątkowy wczesny wieczór na Sportowej koło przemyskiego bazaru. Jest tu cały ciąg „budek” z kantorami. Chodnikiem idzie para. Nagle z jednej z „budek” słyszą wołanie o pomoc. Drzwi kantoru są jednak zamknięte. Para nie traci zimnej krwi i szybko zawiadamia Straż Miejską, której siedziba mieści się dosłownie dwa kroki stąd. Strażnicy miejscy dają znać policji. Ta potrzebuje pomocy strażaków, by sforsować drzwi. Udaje się i funkcjonariusze znajdują ofiarę napadu. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, to właściciel kantoru. Mężczyzna jest pobity i w szoku. Coś bezładnie opowiada, widać, że potrzebuje pomocy lekarskiej. Ekipa pogotowia ratunkowego zabiera go do szpitala, na szczęście jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Oficer prasowa przemyskiej KMP, sierż. sztab. Marta Fac nie ukrywa, że powiedzieć nam może niewiele. – Z uwagi na dobro śledztwa mogę jedynie potwierdzić, że do napadu na jeden z przemyskich kantorów doszło i prowadzone są czynności zmierzające do ustalenia jego okoliczności – wyjaśnia. – Ze wstępnych ustaleń wynika, że łupem sprawców padły pieniądze w różnych walutach – dodaje M. Fac.
Nie sposób się dowiedzieć ile było tych pieniędzy, ani kto mógłby być powiązany z napadem. Być może w nieodległym czasie pojawią się na ten temat jakieś oficjalne informacje. Gdy tylko tak będzie, na pewno przekażemy je naszym Czytelnikom.
Monika Kamińska


