
RZESZÓW. Od wielu lat w poszukiwania zaginionej osoby w Rzeszowie nie było zaangażowanych tylu ludzi.
Minął tydzień od tajemniczego zaginięcia Mateusza Szylaka z miejscowości Stańkowa w Bieszczadach. Student Politechniki Rzeszowskiej w ubiegły weekend bawił się na rzeszowskim Rynku. Od tego czasu nie daje znaku życia. Badane są różne hipotezy – nawet te najbardziej nieprawdopodobne jak choćby uprowadzenie czy zabójstwo – jednak najbardziej prawdopodobna wersja to ta zakładająca, że mężczyzna wpadł w nocy do Wisłoka i się utopił, stąd wzmożone działania nie tylko policjantów, ale także strażaków, którzy skupiają się na poszukiwaniach w rzece, jak i jej okolicach.
W sobotę nad Wisłok ściągnięto dwa pontony i sonar z Przemyśla, przy użyciu którego skanowano dno Wisłoka w poszukiwaniu ciała mężczyzny. Policjanci podejrzewają, że mógł spaść z kładki albo wpaść do wody, idąc wzdłuż Wisłoka.

– Akcja rozpoczęła się przed godziną 10, a zakończyło koło godz. 16. Brało w niej udział 9 strażaków, w tym 5 płetwonurków. Przy użyciu sonaru przeskanowaliśmy dno Wisłoka od kładki na bulwarach do mostu Lwowskiego. Wskazane przez sonar dwa punkty, że może się tam znajdować ludzkie ciało zostały sprawdzone przez płetwonurków. Strażacy spenetrowali również brzegi Wisłoka na całej tej długości. Ciała na tym odcinku nie odnaleziono – mówi mł. bryg. Grzegorz Wójcicki, rzecznik prasowy rzeszowskiej straży pożarnej, który pracował na miejscu jako nurek kierujący pracami podwodnymi. – Jeżeli będzie taka potrzeba, w poniedziałek ponowimy działania od mostu Lwowskiego w dół rzeki w stronę gminy Trzebownisko – dodaje Grzegorz Wójcicki.
Nieustannie Mateusza szukają policjanci, rodzina i przyjaciele, którzy w zeszłym tygodniu przeczesywali bulwary, brzegi Wisłoka, Lisią Górę i Żwirownię. Obkleili również Rzeszów plakatami z wizerunkiem studenta i informacją o jego zaginięciu. Tak szeroko zakrojonej akcji poszukiwawczej zaginionego w Rzeszowie nie było już dawno. Pozytywnych rezultatów poszukiwań jednak jak na razie nie ma.
Ślad po nim zaginął
Mateusz Szylak zaginął z soboty na niedzielę (19/20 listopada). Tamtej nocy bawił się w lokalu „Czarny Kot”. Wyszedł z niego sam około godz. 1.40. Jak wynika z nagrań kamer miejskiego monitoringu, szedł ul. Kościuszki i 3 Maja. Ostatni raz kamery zarejestrowały go około godz. 3 w rejonie ulicy Czackiego. Prawdopodobnie szedł w kierunku kładki prowadzącej do ulicy Podwisłocze, przy której to mieszka kobieta, z którą się spotykał. Kamery umiejscowione na Podwisłoczu nie odnotowały jednak zaginionego studenta. Dlatego też jako najbardziej prawdopodobną wersję policjanci uznają tę, że mężczyzna mógł wpaść do Wisłoka w okolicach wspomnianej wcześniej kładki. Z kolei strażacy nieoficjalnie twierdzą, że jeżeli tak było, to ciało mogło popłynąć z prądem rzeki i znajduje się nawet kilkanaście kilometrów od Bulwarów.
Osoby, które go widziały, znają miejsce jego pobytu lub posiadają informacje mogące przyczynić się do ustalenia miejsca pobytu proszone są o kontakt z funkcjonariuszami Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie, tel. 17 858 32 24 lub pod tel. alarmowy Policji – 997.
Katarzyna Szczyrek


