
I LIGA. To było smutne zakończenie tak radosnego dla biało-niebieskich 2016 roku.
Tym razem to Stal Mielec, specjalistka od zadawania ciosów w końcówkach spotkań, poczuła jak to jest, gdy traci się pewne niemal punkty. O rozczarowanie beniaminka zadbał w niedzielę Hiszpan Igor Angulo – najlepszy strzelec Górnika trafił głową w 90 minucie…
– Czasami przecieram oczy, widząc jak drużyny prezentują się w meczach przeciwko Górnikowi. Grają „życiówki” – opowiadał śląskim dziennikarzom przed wyprawą do Mielca Szymon Matuszek, środkowy pomocnik zabrzan. Beniaminek też nie wystraszył się 14-krotnego mistrza Polski i po raz kolejny zasłużył na brawa. Szkoda jedynie, że kibice musieli się żegnać ze swoimi pupilami, śpiewając „Nic się nie stało, hej Stalo, nic się nie stało”.
Sobczak się przypomniał
Do Mielca zawitał zespół przybity porażką z Miedzią, pozbawiony kilku ważnych zawodników (kontuzje Dawida Plizgi, Erika Grendela i Aleksandra Kwieka), wręcz beznadziejnie spisujący się poza domem (1 zwycięstwo w 9 meczach). Tylko że to ciągle spadkowicz z ogromnym potencjałem i blisko 10-milionowym budżetem. Klub, dla którego występy w I lidze są przykrą koniecznością, a powrót do elity – obowiązkiem.
Prestiżowy mecz, było nie było klasyk rozgrywany po raz 48., rozpoczął się od efektownej – choć nieco przypadkowej – bramki dla Stali. Szymon Sobczak, kiedyś przez krótko napastnik Górnika, dośrodkowywał (chyba!) z taką rotacją, że piłka wpadła w „okienko”. Do Sobczaka podawał Kamil Radulj, który odebrał piłkę Adamowi Danchowi i przeprowadził fantastyczną akcję. „Radi” był bliski zdobycia gola tuż przed przerwą, choć wcześniej to zabrzanie mogli wyrównać. Rafał Kurzawa przegrał jednak pojedynek z Markiem Koziołem.
Hiszpańska główka
Trener Stali Zbigniew Smółka uznał, że najlepszą obroną jest atak, więc jego zawodnicy przypuścili szturm zaraz po rozpoczęciu gry w II połowie. I znów bliski szczęścia był Sobczak, znów kilkakrotnie zakotłowało się w polu karnym Górnika. Ten z każdą kolejną minutą stawał się jednak coraz groźniejszy. W 58 minucie trybuny uciszył Maciej Ambrosiewicz, zdejmując „pajęczynę” z mieleckiej bramki. – To najpiękniejszy strzał w moim 18-letnim życiu – ocenił skrzydłowy zabrzan „petardę” z ponad 30 metrów. Niedługo potem bohaterem mógł zostać Mateusz Cholewiak, ale napastnik biało-niebieskich w sytuacji sam na sam trafił w nogi Wojciecha Pawłowskiego. Ostatnie słowo należało do gości, a konkretnie Igora Angulo. Niepilnowany Hiszpan z bliska, głową, wpakował piłkę do siatki. Podawał tak, że palce lizać, wprowadzony po przerwie Łukasz Wolsztyński.
STAL Mielec 1
GÓRNIK Zabrze 2
(1-0)
1-0 Sobczak (8.), 1-1 Ambrosiewicz (58.), 1-2 Angulo (90.)
STAL: Kozioł – Sulewski, Zalepa, Bierzało, Liberacki, Sobczak (78. Prejs), Marciniec, Żubrowski (59. Lech), Radulj (81. Buczek), Getinger – Cholewiak.
GÓRNIK: Pawłowski – Danch, Kopacz, Szeweluchin, Kosznik, Ambrosiewicz, Przybylski (46. Wolsztyński), Matuszek, Angulo, Kurzawa – Ledecky (73. Skrzypczak).
Sędziował: Paweł Kukla (Kraków). Żółte kartki: Żubrowski, Liberacki – Kurzawa, Wolsztyński. Widzów 3420.
Tomasz Szeliga


