
Rozmowa z Bartłomiejem Zalewskim, trenerem reprezentacji Polski U15-17.
Trener Bartłomiej Zalewski przebywał na Podkarpaciu z reprezentacją Polski 16-latków, która w Przemyślu i Jarosławiu pokonała w towarzyskich meczach Irlandię Północną. Selekcjoner w najbliższy weekend znów pojawi się w naszym regionie – tym razem jako jeden z gości kursokonferencji organizowanej przez klub Beniaminek Krosno.
– Zacznijmy od języka, którym posługują się młodzi ludzie. Wie pan, co to kambodża?
– Hmm, podejrzewam, że nie chodzi panu o kraj? Nie wiem.
– Kambodża, czyli gdzieś daleko, na zadupiu – nazywając rzeczy po imieniu. Siemson ziomek, sklejasz akcję? – czy pana podopieczni komunikują się w ten sposób?
– Na poziomie swojej grupy taka nowomowa występuje. Przyznaję, że mam czasem problemy ze zrozumieniem języka gimnazjalisty czy licealisty, ale to się wkrótce zmieni. Moje własne dzieci wkraczają w ten wiek i zaraz będę wiedział, o co chodzi (śmiech). Ale tak bardziej na poważnie: nie mamy żadnych problemów z komunikacją w reprezentacji. My, trenerzy, jesteśmy elastyczni. Zdarza się nawet – rzadko, ale jednak – że odpowiadamy im w ich języku.
– Ma pan w drużynie łobuziaków?
– Zespół to mieszanka charakterów. Staramy się, żeby reprezentacja miała charyzmatycznych przywódców, ale jedno się nie zmienia – w piłce nożnej autorytet buduje się na boisku. Lider to ktoś, kto posiada duże umiejętności. Kładziemy ogromny nacisk na edukację, wymagamy od zawodników dobrych stopni. Dzisiejszy futbol to również umiejętność przyswajania teorii. Potrzebna jest do tego inteligencja.
– Często się zdarza, że 16-latek zaczyna nosić głowę w chmurach?
– Incydentalnie, ale zdarza się. Reagujemy błyskawicznie i z reguły udaje nam się nad tym problemem skutecznie zapanować.
– Na czym polega stawianie do pionu?
– Dociera zwłaszcza jeden argument: że tysiące chłopaków chciałoby się znaleźć na ich miejscu. Że bycie reprezentantem to wielki zaszczyt, ale też obowiązki. A drugiej szansy można już nie dostać. Nawet nie trzeba pokazywać przykładów piłkarzy obdarzonych wyjątkowym talentem, którzy marnie skończyli, bo zabrakło im pokory.
– W jakie pułapki wpadają nastoletni piłkarze?
– Sporo tego jest, niestety. Być może pana zaskoczę, ale w grupie sportowców używki nie są największym problemem. To raczej zbyt wczesna wiara w swoją wielkość, a nade wszystko szeroko rozumiane multimedia. Młodzi ludzie zatracili zdolność komunikacji, nie potrafią ze sobą rozmawiać. Łatwiej im napisać SMS-a, nawet gdy stoją obok siebie. Te problemy przenoszą się później na boisko. Tam przecież trzeba sobie podpowiadać.
– Jak temu zaradzić? Odbieranie telefonów czy tabletów nie jest chyba żadnym rozwiązaniem?
– Oczywiście, że nie. Gdy wprowadza się absolutny zakaz, pojawia się jeszcze większa pokusa. Poza tym to takie samo „rozwiązanie” problemu jak zamykanie stadionów po awanturze wywołanej przez grupę chuliganów. Bardzo dużo zależy od rodziców, od tego, czy w domu pozwala się na bezgraniczne korzystanie z tej całej technologii. Zalecamy umiar. W reprezentacji obowiązuje regulamin, który określa, kiedy i w jakim stopniu młodzież może korzystać z telefonów, Facebooka itp.
– Gdzie dzisiejszy piłkarz-gimnazjalista szuka autorytetów?
– Dla dzieciaków największym autorytetem jest jednak trener. I to na nas spada wielka odpowiedzialność, by przekazać młodym ludziom elementarne życiowe prawdy. Młodzi piłkarze mają też swoich idoli, czerpią z nich całymi garściami. Jeśli jest to ktoś w rodzaju Roberta Lewandowskiego, możemy tylko przyklasnąć.
– Ja mam 39 lat, pan 37. Kopaliśmy piłkę na podwórkach, a pana podopieczni ćwiczą na równiutko przystrzyżonych trawnikach, mają kolorowe, markowe buty, odżywki i doskonałą opiekę. Jest im łatwiej?
– Na pewno mają lepszy start. Mogą zadbać o każdy szczegół, w bardziej świadomy sposób pokierować swoim sportowym życiem. Nasze pokolenie nie miało dostępu do tak szerokiej wiedzy. Z kolei tamte czasy niosły ze sobą inne wartości. Pytanie brzmi: czy dzisiejsze pokolenie będzie umiało docenić i wykorzystać szansę, jaka się przed nimi otwiera?
– W kadrze, którą zabrał pan na Podkarpacie, znalazło się 4 chłopaków z niemieckich klubów. Pochodzą z domów, gdzie pielęgnuje się polskość?
– Zdecydowanie tak. Mówią po polsku, język nie jest dla nich żadną barierą. Ci chłopcy są strasznie dumni, iż mogą zakładać biało-czerwoną koszulkę.
– Reprezentacje Niemiec, Szwajcarii czy Szwecji są wielokulturowe. Polską kadrę prędzej czy później też to czeka?
– Mam wielu przyjaciół w reprezentacji Anglii i Niemiec. Trenerzy naszych sąsiadów mieli problem, ponieważ ich zawodnicy, pochodzący m.in. z Turcji i Afryki, nie utożsamiali się z niemiecką drużyną narodową. Flaga, hymn kraju, dla którego przyszło im występować – to dla nich prawie nic nie znaczyło. Grali w piłkę dla sławy i pieniędzy. Zanim Niemcy się zorientowali, było za późno i teraz z powrotem walczą o swoją tożsamość. My dokładamy wszelkich starań, by wytłumaczyć młodzieży, że występ w koszulce z orłem to powód do dumy.
– Pana drużyna dwukrotnie pokonała Irlandczyków, w Przemyślu i Jarosławiu graliście przy pełnych trybunach…
– Frekwencja była imponująca, a ja jestem niezmiernie zadowolony, bo chłopcy zyskali kolejne doświadczenie. Muszą się oswajać z tym, co czeka ich za chwilę, czyli 70-tysięcznymi stadionami i zainteresowaniu mediów, kibiców. Z Podkarpaciem wiążą się same przyjemne wspomnienia. Przed rokiem wygraliśmy tu Turniej Trzech Narodów, udało się wyselekcjonować kolejną grupę zdolnych piłkarzy. Proces selekcji wkracza teraz w decydującą fazę.
– Na początku grudnia przyjedzie pan do Krosna na kursokonferencję trenerską. Przedstawi pan model gry młodzieżowych reprezentacji Polski. Co to takiego?
– Coś co jest usystematyzowane, opiera się na wielu założeniach. Coś co pozwala prowadzić i profilować selekcję. Tu nie chodzi tylko o system gry i ustawienie zawodników na boisku, ale też o jednolite nazewnictwo. Ważne, by zawodnik lub trener ze Szczecina czy Rzeszowa stosował to samo nazewnictwo i nomenklaturę piłkarską, żeby wszyscy mówili tym samym językiem.
– Czy kadra Adama Nawałki i etos pracy selekcjonera to jest coś, do czego równają pozostałe reprezentacje?
– Mam przyjemność pracować w PZPN na tyle długo, by zapewnić, iż wysokie standardy się nie zmieniły. Poprzednicy trenera Adama Nawałki z równie wielkim oddaniem pracowali na rzecz najważniejszej drużyny w kraju. Oczywiście na niższych szczeblach drabinki działamy z takim samym poświęceniem.
– Dużo rozmawialiśmy o wychowaniu młodego pokolenia, tymczasem przeważająca część trenerów pracujących w polskich klubach z adeptami jest słabo opłacana. Czytałem kiedyś, że w Czechach szkoleniowcy dzieci i młodzieży zarabiają więcej niż ich koledzy zajmujący się seniorami.
– Dotknął pan niezwykle istotnego problemu. Ja też uważam, że trenerzy wykonujący pracę u podstaw, powinni być najlepsi w swoim fachu i najlepiej opłacani. Na szczęście sytuacja się zmienia. Powoli, ale jednak. Dobrze, że trenerów młodzieży wciąż cechuje wielka pasja. Robią to, co kochają.
Rozmawiał TOMASZ SZELIGA


