– „Lewy” nie odebrał, ale proszę się nie martwić

Zbigniew Smółka jest trenerem Stali od 2 października. Jego bilans to 4 wygrane i 3 porażki. Mielczanie pod jego wodzą pokonali kandydatów do awansu: Podbeskidzie, Miedź i Zagłębie. Po pierwszej części sezonu zajmują 14 miejsce z 20 punktami. Fot. Paweł Bialic
Zbigniew Smółka jest trenerem Stali od 2 października. Jego bilans to 4 wygrane i 3 porażki. Mielczanie pod jego wodzą pokonali kandydatów do awansu: Podbeskidzie, Miedź i Zagłębie. Po pierwszej części sezonu zajmują 14 miejsce z 20 punktami. Fot. Paweł Bialic

Rozmowa ze Zbigniewem Smółką, trenerem I-ligowej Stali Mielec.

– Zdobył pan ze Stalą 12 punktów w 7 meczach. Jest pan zadowolony?
– Jestem, choć gdybyśmy mieli punkt więcej, byłbym very happy. Dwa ostatnie przegrane mecze z Pogonią i Górnikiem trochę zburzyły radosny nastrój, pozostawiły niedosyt. Po 18 dniach bez gry wypadliśmy z rytmu, a po 60 minucie meczu z zabrzanami zgasło nam światło. Dwa spotkania w cztery dni – nie jesteśmy jeszcze przygotowani na tak ogromny wysiłek, ale to się zmieni.

– Czy to, że pana piłkarze byli bezkompromisowi (4 wygrane i 3 porażki) wynika z tego, że zawsze gra pan o pełną pulę? W myśl zasady: najlepszą obroną jest atak?
– Zależy od okoliczności. Na Podbeskidziu wygraliśmy obroną. Gdy przekonałem się, że drużyna mi zaufa, powiedziałem zawodnikom, że my też możemy dominować. I tak się stało. Moi piłkarze dziś są anonimowi, ale jutro będą wiele znaczyć.

– Chętnie pan podkreślał waleczność swoich piłkarzy i wielkość klubu, w którym przyszło panu pracować. To było autentyczne czy jednak trochę wyreżyserowane po to, by jeszcze bardziej zmotywować zawodników?
– Jestem bardzo zadowolony, że motywując piłkarzy mogę wykorzystać tradycję klubu, frekwencję na trybunach. Obecność kibiców, ich wiara w zespół, to ogromny bodziec do pracy. Wcześniej pracowałem w Zawiszy Bydgoszcz, gdzie fani odwrócili się od właściciela i nie pomagali drużynie. Ciężko się pracuje w takich warunkach.

– Lubi pan „grać” ze swoją drużyną, podczas meczów reaguje pan żywiołowo. Zdarzyło się, że po którymś ze spotkań nie mógł pan usnąć?
– Ludzie naśladują charakter człowieka, który nimi zarządza. Ale mnie też udziela się zaangażowanie chłopaków. A co do spokojnego snu – najtrudniejsza jest noc przed meczem. Spotkanie rozgrywam w głowie, staram się przewidzieć ruch przeciwnika i przygotować swoją drużynę na różne warianty. Muszę mieć przekonanie, że niczego nie zaniedbałem.

– Po zwycięstwie nad liderem Zagłębiem Sosnowiec prosiłem, by wyjawił pan w czym tkwi sekret przemiany Stali, która zaczęła ogołacać z punktów faworytów. Stwierdził pan tylko: szybko znaleźliśmy z zawodnikami wspólny język. Chce pan powiedzieć, że to wystarczy?
– Jeśli ludzie nie będą chcieli, nie podążą za panem. A ja bardzo szybko dostałem sygnał od najważniejszych piłkarzy, że Stal jest gotowa na ciężką pracę. Chłopaki uwierzyli w moje metody. Sęk w tym, iż znajdujemy się dopiero w połowie drogi. Zawsze powtarzam piłkarzom, by szanowali wysiłek innych. Bo w klubie wszyscy – od prezesa po sprzątaczki – pracują w jednym celu: by drużyna robiła postępy.

– Chemii zabrakło właśnie w Sosnowcu i skończyło się nieprzyjemnie dla trenera Piotra Mandrysza. Zaskoczyła pana decyzja działaczy Zagłębia?
– Tak miło nam się rozmawia, a pan chce to zepsuć? Zagłębie to nie mój klub. Nie będę komentował tego, co tam się dzieje.

– To spytam inaczej: Mandrysza zwolnili piłkarze. Panu kiedyś przytrafiło się coś takiego?
– Tak się składa, że nigdy nie zostałem zwolniony. Gdy widzę, że przestajemy nadawać na tych samych falach, zabieram zabawki i odchodzę.

– Dla mnie mecz z Zagłębiem był najlepszym w wykonaniu Stali. A dla pana?
– Kluczowe okazało się spotkanie w Bielsku Białej. Dopiero się poznawaliśmy z chłopakami, pracowaliśmy dużo nad mentalnością i poprawą gry w obronie. W przerwie, przy wyniku 0-0, mówiłem swoim zawodnikom, że jesteśmy w stanie wyjść z kontrą i wygrać. Widziałem błysk w ich oczach. W końcówce Kamil Radulj trafił z karnego i piękny scenariusz się ziścił. Oczywiście, szczęście trochę nam dopisało, lecz najistotniejsze, że zespół uwierzył w siebie.

– Usłyszałem ostatnio od działaczy Stali, że otworzył pan im oczy na wiele spraw. Pokazał, co trzeba zrobić, żeby klub się rozwijał. Chodziło m.in. o korzystanie z programu InStat. Przesadzali czy naprawdę zastał pan klub drewniany i próbuje robić z niego murowany?
– Zawsze walczę, by zespół miał jak najlepsze warunki, ale jestem też bardzo wymagający w stosunku do zawodników. Pokazaliśmy działaczom, że warto w nas inwestować i muszę przyznać, że zarząd spełnił moje oczekiwania. Ba, przygotował nawet kilka miłych niespodzianek (śmiech). W klubie muszą się znaleźć kij i marchewka.

– Co takiego należy poprawić, by klub już wiosną lepiej funkcjonował?
– Teraz najważniejsze jest, żeby móc się w dobrych warunkach przygotować do rundy rewanżowej. Szefowie Stali to rozumieją. Zagramy więc sparingi z drużynami ekstraklasy, wyjedziemy na obóz do Turcji, lada dzień do sztabu dołączy specjalista od motoryki.

– Rozpoczęły się też prace nad czterema boiskami treningowymi. Serce rośnie!
– W Mielcu boiska są przygotowywane optymalnie, a będzie jeszcze lepiej. Świetnie, że myśli się też o dzieciakach! Jak zobaczyłem ośrodek w Woli Chorzelowskiej, gdzie w styczniu spędzimy tydzień, tylko cmoknąłem z zachwytu. To najwyższy europejski standard.

– Zajmujecie bezpieczne miejsce, ale przewaga jest żadna, bo wynosi raptem 2 punkty. Na domiar złego wiosną rozegracie u siebie zaledwie 6 z 16 meczów. Utrzymanie Stali to największe wyzwanie w pana karierze?
– Zdecydowanie tak! To zadanie arcytrudne, uważam, że rywalizacja będzie się toczyć do ostatniej kolejki. To, że większość meczów gramy na wyjeździe to jedno. Istotniejsze, że będziemy tam walczyć z zespołami, które również bronią się przed spadkiem. A na obcych boiskach dzieją się czasem takie historie, że głowa mała. Nic więcej jednak nie powiem…

– Jak radzić sobie ze stresem?
– Na pewno warto otwierać się na nowości. Od miesiąca pracuję z trenerem mentalnym, z którym analizujemy m.in. moje zachowania. Bardzo ciekawa sprawa. Myślę, że wkrótce z takim specjalistą zacznie pracować cała nasza drużyna.

– Stal nie da rady bez wzmocnień, bo jesienią ławka była zdecydowanie za krótka. Przede wszystkim musicie pozyskać egzekutora, klasycznej „9” bardzo wam brakowało…
– Co pan mówi? Dzwoniłem do Roberta Lewandowskiego, ale niestety nie odebrał. Środkowego napastnika poszukuje cała liga, lecz zdradzę panu, że ja go już prawie znalazłem. Sęk w tym, by nie zaglądać tam, gdzie wszyscy, zwłaszcza ci bogaci.

– Szymon Sobczak wypoczywa na Wyspach Kanaryjskich, inni zawodnicy też się pewnie gdzieś opalają, a pan kiedy idzie na urlop?
– Na razie pogłębiam wiedzę w szkole trenerów w Białej Podlaskiej. Może wyskoczę gdzieś w święta. Narty? Z nart preferuję te wodne (śmiech).

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.