
SZEGINIE, UKRAINA. Na przejściu granicznym Szeginie – Medyka doszło do regularnej walki między przestępcami i służbami granicznymi, w trakcie której padały strzały.
O wydarzeniach, do których doszło w Szeginiach na granicy z Polską poinformował ukraiński minister finansów na swoim facebookowym profilu. Ten wpis pozostaje nadal głównym źródłem informacji na temat starcia w nocy z czwartku na piątek (z 30 listopada na 1 grudnia) między ukraińskimi służbami granicznymi i przemytnikami.
Informacja podana przez ukraińskiego ministra Ołeksandra Danyluka jest tyleż sensacyjna, co chaotyczna. Jak napisał na swoim facebookowym profilu w piątek, w noc poprzedzającą wpis, na przejściu granicznym z Polską w Szeginiach doszło do scen rodem z hollywodzkich filmów sensacyjnych. Na granicy pojawiły się cztery busy, które zostały poddane kontroli przez ukraińskie mobilne służby graniczne. W jej trakcie wykryto próbę przemytu. Kiedy podróżujący busami zorientowali się, że będą kłopoty, wezwali posiłki w postaci kilkudziesięciu osób, które pojawiły się na przejściu Szeginie – Medyka. Między nimi i mobilnymi służbami granicznymi doszło do regularnej walki, w trakcie której padały strzały. Kierowcy busów chcieli uciec wraz z kontrabandą, ale udało się to tylko jednemu z nich, a przy ucieczce ucierpiał celnik. Ranny trafił do szpitala, a śledztwo trwa. Służby kryminalne oceniają wartość kontrabandy znalezionej w trzech zatrzymanych busach. Nie wyklucza się powiązań pracujących na przejściu funkcjonariuszy ukraińskich służb granicznych z zatrzymanymi przemytnikami.
Wiadomo tyle, że mało wiadomo
Choć wydaje się, że całkiem sporo wiadomo w tej sprawie, to tak naprawdę wiadomo niewiele. Na stronach ukraińskiej Służby Celnej i Państwowej Straży Granicznej Ukrainy nie ma żadnych informacji na temat tych wydarzeń. Nie sposób też ustalić, co tak naprawdę wieźli przemytnicy i dokąd.
– To były busy z fajkami, które mieli wwieźć do Polski przemytnicy dogadani z funkcjonariuszami ukraińskich służb – twierdzi jeden z naszych informatorów. – Coś tam się „podziało”, bo na granicy pojawili się mobilni i przemyt, który miał przejść gładko, nie udał się – zapewnia. Z kolei inna osoba, która także podaje się za dobrze zorientowaną, zaklina się, że szło o przemyt nie papierosów z Ukrainy, ale iphonów z Polski. – Busy były napakowane od podłogi po dach, ukraińscy celnicy dogadani, ale chyba „sprzedali” przemytników kolegom mobilnym, albo tamci sami zrobili akcję – wyjaśnia.
Wszystko pozostaje zatem w sferze spekulacji i nieoficjalnych informacji, bo nie sposób ustalić także, czy wśród przemytników byli Polacy. Polska Straż Graniczna sprawą wcale się nie zajmuje, czemu trudno się dziwić, bo wszystko działo się po ukraińskiej stronie granicy. – Zostaliśmy poinformowani o tych wydarzeniach, gdy sytuacja w Szeginiach była już unormowana – mówi mjr Elżbieta Pikor, rzecznik prasowa BiOSG. – Wszelkie czynności prowadzi strona ukraińska – podkreśla.
Ukraińskie służby skorumpowane?
Śledztwo, o którym wspomina minister Danyluk, dotyczyć może nie tylko przemytników, ale i ukraińskich funkcjonariuszy granicznych z Szegini. – Spora część z nich jest skorumpowana i bierze solidną „dolę” od przemytników – utrzymuje nasz informator. – Tak jest „od zawsze” i tylko pojawienie się mobilnych spoza ich kręgu miesza im szyki, tak było i tym razem – zapewnia.
To, o czym mówi informator, może być prawdą. Stopień skorumpowania ukraińskich służb granicznych jest „kosmiczny” na tyle, że gdy parę lat temu jako pierwsi napisaliśmy o pobieraniu haraczu przez nie pieszym przejściu w Szeginiach, dziwili się tylko naiwni, niemający pojęcia o granicy. I podobnie tylko naiwni dziwią się, że w tej chwili jest embargo na oficjalne informacje w tej sprawie, a o takich wydarzeniach pisze na facebookowym profilu minister.
Monika Kamińska


