
MIELEC. Tzw. stare osiedla są miejscem największej patologii. Dlaczego?
– Inwestuje się na obrzeżach, na osiedlach domków jednorodzinnych, a zapomina o blokowiskach w centrum Mielca, gdzie jest największa przestępczość – irytuje się Kazimierz Totoń, radny miejski, a zarazem mieszkaniec osiedla Żeromskiego. Aby nie być gołosłownym, wskazuje na przyszłoroczny budżet miasta. – On nie jest spójny z planem rewitalizacji, który mówi o inwestowaniu w miejscach zagrożonych – twierdzi.
Dzielnicami zagrożonymi, zdaniem Kazimierza Totonia, są blokowiska w centrum Mielca. – To bardzo dobrze widać w godzinach wieczornych, kiedy słychać jadące radiowozy i karetki – zaznacza radny. – Dlatego jako miasto postarajmy się zaoferować coś również młodzieży z blokowisk. Nie zajmujmy się domkami jednorodzinnymi, bo one sobie dadzą radę. Zwłaszcza, że jest tam o 70 proc. mniej interwencji policyjnych niż w blokach.
– Na starych osiedlach nie ma samych dziadków. Tam zmieniły się pokolenia i też jest młodzież. Ona z nudów dewastuje co się tylko daje: samochody, bloki, sklepy. Gdyby były tam obiekty rekreacyjne, sportowe czy inne, to byłoby mniej patologii – dodaje Totoń.
Jakub Cena, wiceprzewodniczący Rady Miejskiej, który brał udział w konstrukcji budżetu na 2017 r., podkreśla, że miasto mocno otworzyło się na to, żeby młodzież i seniorzy na terenie całego Mielca mieli dużo nowych miejsc rekreacyjnych. – W tym roku powstało ich bardzo dużo. W planie na 2017 r. jest ich jeszcze więcej – zapewnia Jakub Cena.
Paweł Galek



2 Responses to "Niebezpieczne blokowiska w centrum Mielca"