
RZESZÓW, PODKARPACIE. Absurdalne przepisy utrudniają leczenie cierpiących na chorobę Leśniowskiego-Crohna, nowoczesnym lekiem biologicznym humira.
Chorzy na tę rzadką przypadłość muszą raz na dwa tygodnie dostać zastrzyk z leku immunosupresyjnego. Wszystko po to, by zatrzymać ostrą biegunkę, wyregulować pracę jelit, uśmierzyć ból – słowem: normalnie żyć. Po taki zastrzyk (jego podanie w ambulatorium trwa 5 sekund) trzeba jednak zgłosić się do szpitala i trzy dni w nim pozostać. Dlaczego?
– Humirą leczyliśmy tylko z 10 pacjentów i to nie na „fundusz”, tylko w kilku programach naukowych – mówi dr hab. n. med. prof. UR Bartosz Korczowski, kierownik I Kliniki Pediatrii i Gastroenterologii Dziecięcej w Klinicznym Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie.
Finanse decydują o tym, czym się leczy
Problem polega na tym, że ampułka leku humira kosztuje kilka (ok.4) tys. zł, a NFZ w ramach procedury jednorodnych grup pacjenta JPG płaci tak, że dopiero kilkudniowy pobyt dziecka pozwala szpitalowi się zbilansować. – To paranoja, coś nienormalnego, dlatego stosowaliśmy inny lek biologiczny, który można podawać co dwa miesiące, więc pobyt w szpitalu był łatwiejszy do zrealizowania (dla dziecka). Liczymy na to, że humira wkrótce stanieje, bo na rynek wejdą leki generyczne – mówi pediatra.
Doktor dodaje, że w przypadku podawania humiry dochodziło do przedziwnych sytuacji. Fundusz nie płaci bowiem za hospitalizację pacjenta z tym samym schorzeniem w okresie do dwóch tygodni. By legalnie podać humirę trzeba było przesuwać terminy przyjęć na 15 – 16 dzień od poprzedniego pobytu. – Czy to normalne? – pyta doktor Korczowski.
Od stycznia humira po raz pierwszy weszła do leczenia w programie lekowym. Jakie będą zasady wejścia do programu? Jeszcze nie wiadomo. Podobno bardzo zaostrzono kryteria kwalifikacji. Na Podkarpaciu na Leśniewskiego-Crohna leczonych jest 53 pacjentów.
Anna Moraniec


