Wszystko można zrobić cudzymi rękoma i za cudze pieniądze

Monika KamińskaPlanowana reforma edukacji wywołała wiele emocji. Martwimy się o dzieci, jak sobie z taką zmianą poradzą i czy będzie dla nich korzystna pod względem jakości nauczania. Martwimy się o nauczycieli, czy nie stracą w związku z reformą pracy. Wszystko to pięknie, bo troska o innych, a już szczególnie o dzieci świadczy o empatii i także o odpowiedzialności.

No właśnie a’propos troski i odpowiedzialności… Jest takie powiedzenie, że najłatwiej się coś robi cudzymi rękoma i za cudze pieniądze. W tej całej trosce o dzieci i nauczycieli zapomniano jakoś o tych, którzy reformę będą musieli po prostu wykonać – o samorządach.

Tak się jakoś dziwnie składa, że kolejne rządy III RP bardzo chętnie, żeby nie rzec radośnie kolejne zadania zrzucają na samorządy. A że te nie dają rady z utrzymywaniem szkół i szpitali, na przykład? A to już ich problem…

Kiedy przed ostatnimi wyborami w Przemyślu pytaliśmy kandydatów wszystkich opcji o to, czy ich ugrupowanie jest za tym, by pensje dla nauczycieli wypłacał rząd, a nie samorząd, kandydat PiS zapewniał, że tak. Celowo nie wymieniamy tu jego nazwiska, bo mamy głębokie przekonanie, że ów człowiek – rozsądny i kompetentny – z pewnością nie przedstawiał stanowiska sprzecznego z linią partii, którą reprezentuje. Prawo i Sprawiedliwość objęło rządy ponad rok temu, no i jakoś głucho o tym pomyśle…

Za to pojawił się pomysł, by zlikwidować gimnazja i przywrócić ośmioletnie podstawówki. Abstrahując już od tego, kogo bardziej przekonują argumenty za tym rozwiązaniem, a kogo przeciw niemu, warto pomyśleć sobie, kto za to zapłaci. Niestety, w dużej mierze samorządy, zresztą dokładnie tak samo, jak za poprzednią, wprowadzającą gimnazja reformę szkolnictwa.

Gdy się o tym mówi tu i tam słychać głosy: rząd na to da. Kiedyś pewna pani premier Wielkiej Brytanii, zwana „Żelazną Damą” Margaret Thatcher słysząc takie słowa powiedziała, że rząd czy państwo nic nikomu nie dają! Bo rząd czy państwo nie mają swoich pieniędzy, jeśli coś więcej przekazują jakiejś grupie, muszą zabrać innej…

Państwo czy rząd nie dają samorządom subwencji na uczniów, przekazują na to nasze, czyli podatników pieniądze. Rzecz w tym, że tych pieniędzy już jest zbyt mało, a reforma pociągnie za sobą koszty, które znów, co za „niespodzianka” spadną na samorządy. Od likwidacji gimnazjów liczba dzieci się nie zwiększy, nie będzie od tego więcej uczniów, więc nie będzie też więcej subwencji. Za to niewykluczone, że któraś z opcji wpadnie na pomysł podniesienia poborów nauczycielom, co większość posłów radośnie poprze, mając na uwadze, że to przecież też wyborcy i będzie można na nich liczyć za niecałe trzy lata. O samorządach województw, powiatów, miast i gmin, z których pochodzą nie pomyślą. Albo pomyślą: chciałeś człowieku być marszałkiem, starostą, prezydentem, burmistrzem czy wójtem, to jesteś i sobie radź!

Nie tędy droga! Każdy z nas gdzieś mieszka i samorząd bliższy mu niż rząd czy parlament. Te samorządy ledwie „zipią”, są zadłużone, nie mają już nie tylko na inwestycje, ale i niezbędne remonty. Niech reforma szkolnictwa będzie, ale niech rząd zrobi ją swymi rękami i za rządowe pieniądze! Że niby dlaczego mamy rządowi dyktować, co ma robić za swoje pieniądze? No niby dlatego, że to nie są rządowe wcale, tylko nasze – podatników pieniądze!

Redaktor Monika Kamińska 

23 Responses to "Wszystko można zrobić cudzymi rękoma i za cudze pieniądze"

Leave a Reply

Your email address will not be published.