
STALOWA WOLA. „Byliśmy tam ostatniej jesieni i chcieliśmy o niej opowiedzieć” – tak do zwiedzenia swojej wystawy zachęcają członkowie stalowowolskiego Animusa.
To fotografowie, fotograficy i zwykli posiadacze aparatów cyfrowych. Niektórzy mają na swoim koncie cenione nagrody, inni dopiero początkują w Stowarzyszeniu Fotograficznym. Musi ich łączyć wrażliwość na piękno, bo bez tego nawet najbardziej zaawansowany technologicznie aparat jest tylko martwym urządzeniem.
Jesienią wybrali się w Bieszczady. No bo kiedyż indziej! Stworzyli barwną opowieść o tym, co na połoninach i u ich podnóży zostało sprzed wieków. O dzikiej przyrodzie wlewającej się do obejść i o ludziach, którzy próbują ją ujarzmić. Kilkadziesiąt dużych fotogramów wisi w Galerii Tło, czyli w holu Miejskiego Domu Kultury. Warto na krótko choćby się zatrzymać, by w środku mroźnej zimy poczuć ciepło kolorów bieszczadzkich plenerów.
jam




One Response to "Połoniny na wyciagnięcie ręki"