
PRZEMYŚL, UKRAINA. Sprzeczne informacje na temat zakazu wjazdu na Ukrainę dla Roberta Chomy.
Nadal brak szerszych oficjalnych informacji dotyczących zakazu wjazdu na Ukrainę dla włodarza Przemyśla, Roberta Chomy. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy ma twierdzić, że zakaz ma na celu zapewnienie bezpieczeństwa naszego sąsiada jako państwa i ma obowiązywać od lata zeszłego roku. Tymczasem prezydent Przemyśla granicę z Ukrainą ostatnio przekraczał w listopadzie i ma na to dowody.
Przypomnijmy: we wtorek (17 stycznia) Robert Choma wybierał się do Lwowa na zaproszenie Konsula Generalnego RP. Miał być gościem na spotkaniu świąteczno-noworocznym. Po polskiej stronie na przejściu granicznym w Medyce nie napotkał żadnych przeszkód. Jednak po stronie ukraińskiej, w Szeginiach, polecono mu wysiąść z samochodu i pójść do pomieszczeń zajmowanych przez ukraińskie służby graniczne, by, jak twierdzono, wyjaśnić sprawy z paszportem. Po około 40 minutach Choma dowiedział się, że nie o jego paszport chodzi, a o to, że wobec niego wydano zakaz wjazdu na Ukrainę. Jak go poinformowano ustnie łamaną polszczyzną, miało to mieć miejsce 29 grudnia zeszłego roku, a zakaz ma obowiązywać do odwołania. Na tę okoliczność prezydent Przemyśla dostał pismo w języku ukraińskim. Robert Choma nie miał innego wyjścia, jak zawrócić. O całej sytuacji zawiadomił Straż Graniczną, a także Konsula Generalnego RP we Lwowie, a następnie zwrócił się do Ministerstwa Spraw Zagranicznych z prośbą o pomoc w wyjaśnieniu tej sprawy.
Jak podkreślał włodarz Przemyśla, nie ujawniono mu powodów, dla których wobec niego na Ukrainie wydano zakaz wjazdu, popularnie zwany „misiem”, dlatego też do czasu ich podania sprawy komentować nie zamierza. Tymczasem jak powiedziała PAP rzecznik prasowa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, Ołena Hitlanska, zakaz wpuszczania Roberta Chomy na teren Ukrainy ma na celu zapewnienie bezpieczeństwa tego państwa i ma rzekomo obowiązywać od lata zeszłego roku. Rzekomo, bo jak podkreśla prezydent Przemyśla, w listopadzie zeszłego roku podróżował na Ukrainę bez żadnych przeszkód, na co ma dowody w postaci stempli w paszporcie. Z kolei Państwowa Służba Graniczna Ukrainy podała informacje, że zakaz wjazdu dla Chomy ma być 5-letni, podczas gdy jego samego poinformowano, że ma obowiązywać do odwołania.
Nieścisłe i niepełne informacje z i na Ukrainie to żadna nowość. Tu jednak sprawą zajmie się nasz MSZ, więc może uda się w końcu dowiedzieć czegoś konkretnego. Nieoficjalnie mówi się, że zakaz wjazdu na Ukrainę miał spotkać Chomę za incydent podczas czerwcowej procesji Panachydy w Przemyślu. Do tej koncepcji pasowałby rzekomy termin wydania zakazu podany przez rzeczniczkę SBU. Tyle, że wiadomo już, iż prezydent Przemyśla jesienią wyjeżdżał na Ukrainę, a do incydentu na Panachydzie, kolokwialnie mówiąc, nic nie miał. Nie miasto bowiem było organizatorem czerwcowych ukraińskich uroczystości religijnych. Na pewno Choma „zaszkodził” sobie u Ukraińców sugestią wobec ZUwP, by na tegoroczną przemyską „Noc Kupały” nie zapraszał zespołu „Ot Vinta” z Ukrainy. O tym, że członkowie tego zespołu sympatyzują z ideami OUN/UPA i Stepana Bandery napisali do prezydenta członkowie Stowarzyszenia Kibiców Polonii Przemyśl „Przemyskie Bractwo”. Całą imprezę odwołano, a zespołu kilka dni później na inną zupełnie imprezę nie wpuszczono do Polski. Do tego prezydent Przemyśla objął patronatem niedawny Marsz Orląt Przemyskich i Lwowskich. I to prawdopodobnie to było przesłanką do wydania wobec niego zakazu wjazdu na Ukrainę w końcu zeszłego roku.
Monika Kamińska



10 Responses to "Prezydent Przemyśla zagraża bezpieczeństwu Ukrainy?"