Najwyższa instancja z Kanady

Decyzja Resovii o poczekaniu na pełne wyleczenie się Gavina Schmitta okazała się słusznym posunięciem. Kanadyjczyk stał się nie tylko sportowym, ale też mentalnym liderem wicemistrzów Polski. Fot. Paweł Bialic
Decyzja Resovii o poczekaniu na pełne wyleczenie się Gavina Schmitta okazała się słusznym posunięciem. Kanadyjczyk stał się nie tylko sportowym, ale też mentalnym liderem wicemistrzów Polski. Fot. Paweł Bialic

SIATKÓWKA, PLUSLIGA. Rzeszowianie wracają do żywych – Skra znów pokonana.

„Birthday boy”, czyli Gavin Schmitt, który w piątek świętował 31. urodziny, w sobotnie popołudnie rozbił bełchatowian. Oczywiście, nie zrobił tego w pojedynkę, bo świetne zawody zagrali choćby Thibault Rossard czy John Gordon Perrin, ale to Kanadyjczyk „nakrył czapką” Mariusza Wlazłego.

– Drugie zwycięstwo ze Skrą w tym sezonie da tym chłopakom jeszcze więcej pewności siebie. Jeśli masz umiejętności, to na pewnym poziomie tę kluczową przewagę pozwala osiągnąć właśnie głowa – trener Andrzej Kowal nie skakał pod sufit ze szczęścia po meczu z bełchatowianami, jednakowoż było po nim widać, że tętno znowu ma miarowe. Resovia po przykrych porażkach z Lotosem i laniu od Włochów w Lidze Mistrzów była bowiem trochę jak kolos na glinianych nogach, a Skra jej kryzys mogła tylko w pełni urzeczywistnić.

Siatkarze z Bełchatowa w trakcie rozgrzewki tryskali humorami, uśmiech nie schodził z ich twarzy i ten luz właśnie pozwolił im na zwycięstwo w premierowej partii. Sęk w tym, że na koniec cieszyli się resoviacy, bo to oni – w dużej mierze dzięki trafionym zmianom Thibault Rossarda i Marcina Możdżonka – w końcu odnaleźli swój rytm. W drugim secie wróciło niezłe przyjęcie, utrudniająca życie przyjmującym Skry zagrywka i szczelny blok – element dawno w rzeszowskim obozie niewidziany. – Mieliśmy trochę czasu, żeby nad tym popracować i bardzo nam to dzisiaj pomogło. Swoje zrobił też zresztą wyblok, bo dał nam sporo kontr, które wykorzystywaliśmy – cieszył się trener Kowal.

Regularne 120
Jak trwoga, to do… Schmitta – z takiego założenia w sobotę wyszedł chyba Fabian Drzyzga, ale trudno mu się dziwić, skoro Kanadyjczyk zdobył atakiem aż 22 punkty przy 65-proc. skuteczności. To wynik co najmniej imponujący, wszak po drugiej stronie siatki nie brakowało specjalistów od zakładania popularnych „czap”. Karol Kłos i Srecko Lisinac częściej czuli jednak wiatr w palcach niż strukturę niebiesko-żółtej piłki, bo Schmitt bez większego skrępowania kręcił nadgarstkiem w różnych kierunkach.

Kluczem do finalnego sukcesu okazał się jednak też w dużej mierze serwis. Resovia zapisała na swoim koncie 10 asów, w czym największa zasługa Rossarda, który regularnie posyłał piłkę lewą ręką z prędkością ok. 120 km/h. Francuz skończył mecz z aż 5 punktowymi zagrywkami, a pojawił się na boisku dopiero pod koniec pierwszej partii. Znać o sobie dała zresztą w końcu długa ławka rezerwowych Asseco, której zazdrości jej pół Europy. Martwić może tylko jedynie ewidentny brak formy Marko Ivovića i wciąż niepotrafiący wrócić do najlepszej dyspozycji Piotr Nowakowski.

ASSECO RESOVIA    3
PGE SKRA Bełchatów    1
(20:25, 25:22, 30:28, 25:17)
RESOVIA: Drzyzga 1, Perrin 17, Nowakowski 4, Lemański 1, Ivović 1, Schmitt 25, Wojtaszek (libero) oraz Rossard 17, Dryja, Możdżonek 5
SKRA: Uriarte 1, Lisinac 12, Kłos 8, Wlazły 12, Szalpuk 12, Penczew 11, Milczarek (libero) oraz Kurek 1, Winiarski 2, Janusz.
Sędziowali: Paweł Burkiewicz (Kraków) oraz Maciej Twardowski (Radom). Widzów 5000. MVP: Gavin Schmitt.
Tomasz Czarnota

Leave a Reply

Your email address will not be published.