– Chcemy pomieszać szyki faworytom

Stanisław Kępowicz po raz drugi w swojej trenerskiej karierze zdecydował się na pracę z krośnieńską drużyną, którą poprowadzi w najbliższym sezonie. Fot. scan IMAV SPORT EXTRA
Stanisław Kępowicz po raz drugi w swojej trenerskiej karierze zdecydował się na pracę z krośnieńską drużyną, którą poprowadzi w najbliższym sezonie. Fot. scan IMAV SPORT EXTRA

ŻUŻEL. PLŻ2. Rozmowa ze STANISŁAWEM KĘPOWICZEM, nowym trenerem KSM Krosno

Po 15-letniej przerwie, Stanisław Kępowicz ponownie poprowadzi drużynę żużlową. W najbliższym sezonie będzie on trener zespołu z Krosna, w którym pracował już w latach 1998 – 99 – Fakt, miałem trochę przerwy, ale nie było sensu dłużej zastanawiać się nad powrotem do żużla – mówi STANISŁAW KĘPOWICZ, który w swoim trenerskich CV ma również wpisaną pracę w Rzeszowie i Łodzi.

– Można w ogóle porównać speedway sprzed dwóch dekad, do tego, co obecnie się w nim dzieje i jak on wygląda?

– Żużel dawniej wyglądał zupełnie inaczej. Przede wszystkim kluby były zbudowane w większości z własnych wychowanków, gdy były derby, to jeździli „swoi” na „swoich”. Do tego kibice bardziej utożsamiali się i identyfikowali się z zawodnikami i drużynami i na odwrót. W tej chwili jeden sezon jeździ się tu, następny już gdzieś indziej.

– Co pan robił przez ostatnie lata, bowiem na próżno szukać pana nazwiska w rubryce „trener polskiej drużyny żużlowej”?

12 lat byłem w USA, gdzie mieliśmy drużynę „Chicago Speedway Club”, która uczestniczyła w różnego typu zawodach. W jej skład wchodzili m.in. byli polscy zawodnicy, jak chociażby Ośkiewicz, Taraszka, Bendzera. Jeździliśmy m.in. do Indianapolis i do pobliskiego Valparaiso. Coś tam się więc działo.

– Speedway w USA to jednak zupełnie inna bajka…

– Nie ma co porównywać, niemniej jednak miałem okazję być na mistrzostwach USA w Kalifornii i tam ten poziom jest już, nazwijmy to europejski, i można obejrzeć piękne zawody.

– Dlaczego wrócił pan do kraju?

– Z powodu spraw rodzinnych.

– Przeprowadza się pan do Krosna?

– Nie mam takiej potrzeby. Do Krosna mam zaledwie 70 km, więc dojazdy nie będą uciążliwe.

– Nie obawia się pan wracać do, nazwijmy to zawodowego żużla, jaki mamy w Polsce, po tak długiej przerwie?

– Tego się nie zapomina. To jest tak, jak chociażby z pływaniem czy jazdą na rowerze, więc nie powinienem mieć specjalnych problemów z ponownym odnalezieniem się w realiach polskiego speedwaya.

– Śledził pan w ogóle to, co dzieje się na krajowych torach?

– Oczywiście. W dzisiejsze dobie Internetu i telefonii komórkowej, z każdego zakątka świata można praktycznie śledzić wydarzenia, które akurat interesują człowieka. Tak więc wiem, co w polskim żużlu się działo.

– Trudno wchodzi się do drużyny, która jest już zbudowana i na której kształt nie miało się praktycznie żadnego wpływu? Tak właśnie jest w Krośnie…

– Na pewno nie jest to łatwe zadanie dla trenera, niemniej jednak przed podjęciem decyzji o przyjęciu oferty z Krosna, zdążyłem się trochę zapoznać ze składem drużyny, zawodnikami, ich wynikami i stwierdziłem, że warto w to wejść. Doszedłem do wniosku, że jak na II ligę, to można tym składem jechać. Wprawdzie nie będzie to drużyna z górnej półki, ale solidna i w miarę dobra, którą stać na to, żeby pomieszać szyki faworytom.

– Pierwsza czwórka i udział w play-off wydaje się zatem być w zasięgu tej drużyny?

– To nasz cel podstawowy na ten sezon i będziemy się go starali zrealizować.

– PLŻ2 w sezonie 2017 będzie ciekawa, jak nigdy. Kto pana zdaniem należy do jej faworytów?

– Jeżeli popatrzy się personalnie na wszystkie drużyny, to na czoło stawki z pewnością wysuwa się Lublin. Wszystko jednak zweryfikuje tor i w trakcie sezonu może się okazać zupełnie coś innego.

– W Krośnie ma pan nie tylko zajmować się pierwszą drużyną, ale też i szkółką żużlową. To drugie wydaje się być skokiem na głęboką wodę…

– Po rozmowie z prezesem i z działaczami wiem, że chcą zakupić sprzęt dla adeptów, żeby mieli na czym jeździć. Chcemy zrobić nabór i sprawdzić tych młodych chłopaków. Na pewno nie będzie to wyglądało tak, jak w innych, bogatych ośrodkach. Niemniej jednak chcemy pracować z młodzieżą, żeby w przyszłości Krosno wychowało swoich zawodników, bo z nimi w ostatnich latach było bardzo kiepsko.

– Prace nad wymianą nawierzchni krośnieńskiego toru ciągle trwają. Nie obawia się pan, że może ona wystarczająco się nie uleżeć i związać przed startem sezonu?

– Raczej nie ma takiego niebezpieczeństwa. Niemniej jednak dopiero po ułożeniu nawierzchni, gdy zobaczymy, jak ona się zachowuje, będziemy mogli powiedzieć coś więcej. Dużo w tej kwestii powiedzą na pewno pierwsze treningi.

– Uda się objechać „Wilkom” jakiś przedsezonowy sparing w Krośnie?

– Dopiero się nad tym zastanawiam. Na pewno trudno będzie znaleźć sparingpartnerów, jednak aby sprawdzić naszych zawodników, będą chciał zorganizować indywidualny turniej, a jednocześnie bliżej przyjrzeć się nowej nawierzchni.

– Zgodzi się pan z tezą, że prawdziwa praca trenerska jest właśnie w II-ligowych klubach, bowiem nie sztuką jest dowodzić drużyną, mającą możnych sponsorów i wysoki budżet?

– Oczywiście. Kluby, które dysponują dużymi pieniędzmi, mogą zakontraktować najlepszych na świecie zawodników. Ci z kolei są w pełni profesjonalistami, zawodowcami, którzy jeżdżą dla pieniędzy i wiedzą, co do nich należy. Wówczas można powiedzieć, że takim zespołem może kierować każdy, który ma chociaż trochę pojęcia o żużlu. W niższych ligach jest o wiele większe wyzwanie przed trenerami, bowiem gdy się nie ma odpowiedniego składu, to na pewno ta praca jest trudniejsza. Jednak gdy w takich realiach się pojawią wyniki, przynosi ona jeszcze więcej satysfakcji.

Rozmawiał Marcin Jeżowski

Leave a Reply

Your email address will not be published.