
PODKARPACIE. Radni z Dolnego Śląska pokazali charakter, którego zabrakło naszym wybrańcom.
Jest duże prawdopodobieństwo, że „Rzeź Wołyńska” Andrzeja Pityńskiego stanie w Jeleniej Górze. Pochodzący z Ulanowa artysta pragnął, by jego dzieło stanęło w Rzeszowie lub Przemyślu. Prezydenci obu miast zachowali głęboką wstrzemięźliwość, która rzeźbiarza nie uraziła, ale miejsca do ekspozycji nie dała. W tej sytuacji o spiżową darowiznę zaczęli dopominać się radni Jeleniej Góry. Na Dolnym Śląsku jest wielu potomków wołyniaków i nie boją się nagonki. Nie wiadomo zresztą z czyjej strony.
Monument ufundowali członkowie Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce. Datki były zbierane w całej Ameryce. Jego szacowany koszt to ćwierć miliona dolarów. Nikt tych pieniędzy nie chce. Wystarczy zbudować 1,5-metrowy kamienny cokół. A mimo wszystko…
Naszym radnym charakteru zabrakło
Gdy rozmawialiśmy z Andrzejem Pityńskim, mówił wprost, że „robi coś dla Rzeszowa”. To „coś” ma 14 metrów wysokości samego metalu. Z cokołem będzie ok. 17-18 m. Musi stanąć w miejscu z daleka widocznym, by można było w całości dzieło podziwiać. Prezydent Tadeusz Ferenc zobaczył je w szczegółach i po spotkaniu z autorem, przestał jego pracą się interesować. Prezydent Robert Choma, któremu Ukraińcy wizy ciągle nie wbijają, też zachował dyplomatyczny dystans. Z otwartymi rękoma dzieło rodaka przyjęliby ulanowiacy, ale najogólniej mówiąc, okazały monument nie odnalazłby się w niewielkiej wszak przestrzeni stolicy polskiego flisactwa. Pomnik w odlanych kawałkach czeka na swoje przeznaczenie w Gliwickich Zakładach Urządzeń Technicznych. I chyba się doczeka.

– Skontaktowaliśmy się z amerykańskimi fundatorami pomnika i zaproponowaliśmy, że go przyjmiemy – mówi Stanisław Kańczukowski, prezes Towarzystwa Przyjaciół Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich w Jeleniej Górze. – Zresztą u nas mieszka więcej kresowiaków niż w Rzeszowie.
Prezydentowi Jeleniej Góry rzeźba też nie przypadła do gustu, ale sprawę w swoje ręce wzięli radni. Posadowienie pomnika chcą sfinansować w ramach tzw. budżetu obywatelskiego. W Jeleniej Górze pod koniec ub. roku powstał Społeczny Komitet Budowy Pomnika Pamięci Ofiar Męczeństwa i Ludobójstwa Kresowian. Komitet wybrał monument Pityńskiego, jako idealnie oddający intencje kresowiaków ocalałych z rzezi UPA. Postanowił też „przyjąć w imieniu Narodu Polskiego, dar od polskich weteranów w Ameryce, w postaci pomnika „Rzeź Wołyńska” autorstwa światowej sławy rzeźbiarza – monumentalisty Andrzeja Pityńskiego”. I nie boją się głebokiej wymowy rzeźby.
Nie tylko Pityński na cenzurowanym
Kontrowersje budzi dosłowność wyrazu rzeźby Pityńskiego. W centralnej przestrzeni krzyża, jest dziecko nabite na trójzębne widły. Są też głowy dzieci nabite na sztachety płotu. Pityński taki jest i niejeden raz był za swoją realność krytykowany. Przykładem jego „Partyzanci”, który to pomnik został przesunięty w mniej eksponowaną część parku w Bostonie, gdyż raził oryginalnością. Problemy z rzezią wołyńską ma nie tylko antykomunista Pityński. Marian Konieczny, którego trudno posądzać o antypatie dla byłego systemu, też stworzył dzieło o tragedii wołyńskiej, które miało stanąć na pl. Grzybowskim w Warszawie. Jego „Skrzydła” też czekają na swoje czasy w magazynach gliwickiej odlewni.
Jerzy Mielniczuk



2 Responses to "Jelenia Góra chce niechciany u nas pomnik"