Naukowcowi grozi nawet dożywocie

- Ja nie działałem z zamiarem zabójstwa, lecz w ramach samoobrony przed agresywnym atakiem człowieka, który był moim przyjacielem - mówił we wtorek w sądzie Waldemar B. - Chciałem Piotra pozbawić przytomności i wezwać policję - zaznaczył. Fot. Wioletta Zuzak
– Ja nie działałem z zamiarem zabójstwa, lecz w ramach samoobrony przed agresywnym atakiem człowieka, który był moim przyjacielem – mówił we wtorek w sądzie Waldemar B. – Chciałem Piotra pozbawić przytomności i wezwać policję – zaznaczył. Fot. Wioletta Zuzak

KROSNO. Były wykładowca Uniwersytetu Rzeszowskiego, oskarżony o zabójstwo kolegi, stanął przed sądem.

We wtorek, 14 lutego, w Sądzie Okręgowym w Krośnie rozpoczął się proces 59-letniego Waldemara B., byłego wykładowcy Uniwersytetu Rzeszowskiego, którego prokuratura oskarżyła o zabójstwo 64-letniego Piotra K., mieszkańca Rymanowa-Zdroju. B. nie przyznaje się do zarzucanego mu czynu. Twierdzi, że został zaatakowany bez powodu i bronił się.

– Nóż wziąłem odruchowo. Wydawało mi się, że nóż, który mam w ręku, odstraszy Piotra, lecz tak się nie stało. Chyba nawet wzmógł jego agresję. Wzięcie noża to była moja odruchowa reakcja obronna – powiedział w sądzie oskarżony.

Do tragicznego zdarzenia doszło w nocy z 9 na 10 stycznia 2016 roku w domku letniskowym w Rymanowie-Zdroju.

Prokuratura: – Działał ze szczególnym okrucieństwem
Wg prokuratury, Waldemar B., znajdując się w stanie nietrzeźwości, działając z zamiarem bezpośrednim pozbawienia życia Piotra K., 9 razy ugodził go nożem w twarz, w pozycji stojącej, a gdy pokrzywdzony upadł na podłogę, przynajmniej dwa razy z bardzo dużą siłą uderzył go krawędzią siedziska drewnianego taboretu w twarz. Pokrzywdzony doznał ran kłuto-ciętych twarzy oraz stłuczenia twarzoczaszki z wielomiejscowymi złamaniami. Wykrwawił się na śmierć.

Charakter obrażeń i mechanizm ich powstania wskazuje, że B. działał ze szczególnym okrucieństwem, przy czym w chwili popełnienia czynu miał zachowaną zdolność rozpoznania znaczenia czynu, ale w znacznym stopniu miał ograniczoną zdolność do kierowania swoim postępowaniem.

Oskarżony i pokrzywdzony byli kumplami
Waldemar B. i Piotr K. dobrze się znali. – Od kilku lat się przyjaźniliśmy – mówił podczas wtorkowej rozprawy oskarżony. – Piotr dosyć często wykonywał różne prace na działce, które mu zleciłem. Nie było między nami nieporozumień. Nie wiem, dlaczego mnie wtedy zaatakował – podkreślił mężczyzna.

Jakbym się nie oswobodził, to Piotr mógł mnie udusić”
Co wydarzyło się owej feralnej nocy? Waldemar B., wówczas wykładowca Uniwersytetu Rzeszowskiego, około godz. 18 spotkał się z Piotrem K., który zajmował się jego domem letniskowym. Rozmawiali i spożywali alkohol.

– Do momentu ataku rozmowa z Piotrem była prowadzona na luzie, z uśmiechem – mówił Waldemar B. – Nagle nastąpiła zmiana jego zachowania i wyglądu: miał wytrzeszczone oczy i zapuchniętą twarz. Krzyknął do mnie: Ja cię, k…a, zabiję . Po tych słowach chwycił mnie dwiema rękami za szyję i zaczął mnie dusić. To był nagły, agresywny atak. Piotr zachowywał się tak, jakby chciał mnie zabić – mówił oskarżony. – Jakbym się nie oswobodził, to Piotr mógł mnie udusić – dodał.

– Pamiętam cały incydent do momentu, gdy usiłowałem zadać pokrzywdzonemu drugie uderzenie taboretem, aby go obezwładnić i umożliwić sobie wezwanie policji. Ale już samego uderzenia sobie nie przypominam z uwagi na rozpoczęcie ataku padaczki – zeznał Waldemar B. Po godz. 1 w nocy zadzwonił na pogotowie ratunkowe i poinformował, że w jego domu są zwłoki mężczyzny. Piotr K. leżał przy drzwiach w kałuży krwi. Miał pokiereszowaną twarz…

Wioletta Zuzak

One Response to "Naukowcowi grozi nawet dożywocie"

Leave a Reply

Your email address will not be published.