Jak ludzie uwierzyli, że na południu Polski jada się upolowane psy

Monika KamińskaJak wiadomo, najbardziej znanym w Polsce dziełem dotyczącym hołdu jest „Hołd Pruski” Jana Matejki. Jednakowoż owo dzieło zostało ostatnio mocno „zagrożone”, gdy na portalu Telewizja Republika pewien twórca przez duże „tfu” popełnił tekst o wdzięcznym tytule „Hołd dla Beaty Szydło”. Owo dzieło jest już obecnie niedostępne na wspomnianym portalu, co należy najpewniej przypisać działaniu wrogich sił, ale na zawsze zapadło w pamięć tych, którzy mieli ogromne „szczęście” zapoznać się z jego treścią.

Z niej bowiem mogliśmy dowiedzieć się prawdy o życiu, szczególnie o życiu na południu Polski, na tak zwanej prowincji w szczególności. Otóż jako osoba urodzona i wychowana na tymże południu naszego kraju do wieku niemal 45 lat nie miałam pojęcia, że ludzie wokół, konkretnie w blokach mieszkający, odżywiali się dotychczas upolowanymi psami. Powziąwszy tę wiedzę dopiero teraz zauważyłam, że całkiem sporo ludzi na tyle już jest leniwych, że polować im się na psy nie chce i normalnie hodują te psy w domach. Ba, niektórzy tak dbają o przyszły posiłek, że pieski, szczególnie te malutkie, ubierają w różne kubraczki i sweterki w mróz! Pomyśleć by można, ot fanaberia, ale nie – to zwyczajne dbanie o jedzenie.

Tyle że, jak się okazuje, w blokach na prowincji polować na psy tak zwany margines społeczny już nie musi. Albowiem dzięki pani premier Szydło głodne dotychczas i brudne dzieci mają i wikt, i opierunek, a ich rodzice nie muszą pracować w marketach, gdzie polecenia wydawało im się w obcych językach. Teraz owi dotychczasowi pracownicy marketów i zjadacze psów są syci, szczęśliwi i pogania się ich w robocie po polsku, bo jest program 500+. Stąd niedawny margines maszeruje z dziećmi za rączki ku świetlanej przyszłości, bo przecież pięć stówek z człowieka czyni krezusa…

A zupełnie poważnie: z całą pewnością wielu rodzinom, 500 złotych na dziecko ulżyło i pozwoliło „zatkać” dziurę w domowym budżecie. Tyle tylko, że przekonywanie, iż to pozwoliło ludziom przestać zjadać upolowane psy i pracować w marketach oraz magicznie umyło dzieci dotychczas brudne, to czysta nomen omen demagogia. Szefostwo portalu samo skonstatowało, że tym tekstem „przegięło” i owo dziełko zniknęło, ale że w Internecie nic nie ginie, liczne cytaty można znaleźć bez problemu. I byłoby to nawet śmieszne, gdyby nie było tragiczne w tym, że niektórzy ludzie w takie coś wierzą! Naprawdę wierzą w to, że 500 złotych rozwiązuje w Polsce problem bezrobocia czy głodnych dzieci. Tymczasem prawda jest taka, że niedługo zwyczajnie zabraknie pieniędzy na program 500+ realizowany bez ładu i składu, a ci rodzice, którzy zamiast na swoją pracę liczą na pieniądze od państwa mocno się i nieprzyjemnie zdziwią.

Na pewno warto wspierać rodziny i każda taka inicjatywa zasługuje może nie zaraz na hołdy, ale na pochwałę. Tylko że chwalić też trzeba umieć, bo jak się nie umie, to wychodzi z tego groteska i kpina, a może nawet obraza. Bo naprawdę na południu Polski w blokach nie jadało się dotychczas upolowanych psów! Teraz za to „żabę” w postaci tych rewelacji przychodzi „zjadać” tym, którym 500+ naprawdę pomogło.

Redaktor Monika Kamińska

28 Responses to "Jak ludzie uwierzyli, że na południu Polski jada się upolowane psy"

Leave a Reply

Your email address will not be published.