Wojciech Lis dzieli mieszkańców

Teren po śmietnisku Milicji Obywatelskiej w Mielcu - miejsce, gdzie w styczniu 1948 r. zakopano zwłoki skrytobójczo zamordowanych: Wojciecha Lisa i jego żołnierza Konstantego Kędziora. Szczątki obu bohaterów odnaleziono w 1992 r. i pochowano z honorami na cmentarzu parafialnym w Mielcu. Fot. Paweł Galek
Teren po śmietnisku Milicji Obywatelskiej w Mielcu – miejsce, gdzie w styczniu 1948 r. zakopano zwłoki skrytobójczo zamordowanych: Wojciecha Lisa i jego żołnierza Konstantego Kędziora. Szczątki obu bohaterów odnaleziono w 1992 r. i pochowano z honorami na cmentarzu parafialnym w Mielcu. Fot. Paweł Galek

OSTROWY TUSZOWSKIE. Komunistyczna propaganda nadal robi swoje?

Podczas gdy w Mielcu pamięć o Wojciechu Lisie (1913 – 48), legendarnym Żołnierzu Niezłomnym jest pieczołowicie celebrowana (m.in. poprzez organizację imprez patriotycznych czy funkcjonowanie grup rekonstrukcji historycznej), w jego rodzinnych Ostrowach Tuszowskich trwa dyskusja, czy należy nadawać jego imię Szkole Podstawowej. Inicjatywa ta ma tyle samo zwolenników, co przeciwników.

Wojciech Lis urodził się w 1913 r. w Ostrowach Tuszowskich (dziś gmina Cmolas). Dowodził oddziałem, przez który przewinęło się ok. 160 osób, przeprowadził ponad 200 akcji na terenie obecnych powiatów mieleckiego i kolbuszowskiego. Panicznie bali się go Niemcy, Sowieci i bandyci, przed którymi bronił okoliczną ludność. Został zastrzelony podczas snu w leśniczówce w Paterakach przez komunistycznego agenta, Wojciecha Palucha.

„Gdyby siedział cicho, może by dalej żyli”
Rok temu powstała inicjatywa, aby w rodzinnych stronach „Mściciela” upamiętnić go poprzez nadanie jego imienia Szkole Podstawowej w Ostrowach Tuszowskich. Z czasem jednak okazało się, że inicjatywa ta ma tyle samo zwolenników, co przeciwników. – Pewnie to dobrze, bo żeby dojść do czegoś, trzeba to dogłębnie przedyskutować z ludźmi. Być może zbyt szybko chciałem to zrealizować – zastanawia się wójt gminy Cmolas, Eugeniusz Galek.

Skąd ten opór społeczny? – Trzeba pamiętać, że historia Wojciecha Lisa rozpoczyna się w 1942 r., kiedy pracując przy budowie drogi pobił niemieckiego oficera – twierdzi wójt. – W odwecie gestapo rozstrzelało jego rodzinę i spaliło dom w Ostrowach Tuszowskich. Z jego powodu ginęli też jego krewni, sąsiedzi, przypadkowi ludzie. Ci, którzy zostali, niekoniecznie dobrze to wspominają. Mówią: gdyby siedział cicho, to nasi bliscy może by dalej żyli.

„Mielec ma jego czyste bohaterskie odbicie”
– Inną przyczyną jest komunistyczna propaganda, która robiła z niego zbrodniarza. „Nowiny” pisały o „bandzie krwawego Lisa”. Przypisywano mu takie rzeczy, o których bym nawet nie pomyślał – zaznacza Eugeniusz Galek. – Wielu w to uwierzyło. Nie pomagała też okoliczna bandyterka, która rabując, a czasem nawet mordując, ogłaszała wszem i wobec, że jest z oddziału Lisa. To ludzie zapamiętali… Dziś odkręcenie tego nie jest takie łatwe.

W Mielcu nie ma takich dylematów. Tam „Mściciel” jest nie tyle bohaterem, co wręcz ikoną lokalnej popkultury. Dlaczego? – Mielec ma jego „czyste odbicie”. Tam pokazał się jako bohater – uważa wójt. – Natomiast konsekwencje jego działalności, to całe zło, odwet Niemców oraz Sowietów na jego rodzinie i sąsiadach, to wszystko wydarzyło się tutaj. Do dziś odczuwamy tego skutki. Ażeby to zmienić, trzeba czasu i rzetelnej rozmowy z ludźmi.

Paweł Galek

One Response to "Wojciech Lis dzieli mieszkańców"

Leave a Reply

Your email address will not be published.