Modlitwa w cieniu symboliki Bandery

Ukraińcy postawili nowy krzyż kamienny w miejsce wysadzonego, tyle że bez porozumienia z polską stroną. Fot. zbiory prywatne Piotra Kucaba
Ukraińcy postawili nowy krzyż kamienny w miejsce wysadzonego, tyle że bez porozumienia z polską stroną. Fot. zbiory prywatne Piotra Kucaba

HUTA PIENIACKA, UKRAINA. Czerwono-czarna flaga podczas uroczystości rocznicy mordu na Polakach.

Nie obyło się bez „zgrzytów” podczas tegorocznej uroczystości w Hucie Pieniackiej. Nie dość, że Ukraińcy bez porozumienia z polską stroną odbudowali wysadzony w styczniu pomnik ofiar SS Galizien, to jeszcze dopuścili do tego, by przez pół godziny nad głowami zebranych powiewała banderowska flaga. Młodym człowiekiem, który ją trzymał, zainteresowała się policja dopiero na wyraźne interwencje polskich służb dyplomatycznych.

73. rocznica mordu na Polakach w Hucie Pieniackiej przypadała dokładnie 28 lutego, ale uroczystości odbyły się dwa dni wcześniej. Od początku wiadomo było, że będą inne niż dotychczas. A to dlatego, że 8 stycznia ktoś wysadził w powietrze granitowy krzyż i „ozdobił” kamienne bloki, wypisując na nich nazwiska ofiar rzezi kolorami flag ukraińskiej i banderowskiej oraz symbolami SS. Po ukraińskiej stronie natychmiast podniosły się głosy o rosyjskiej prowokacji, które jednak przez Polaków traktowane były z dużym dystansem.

Do tego Polacy nie życzyli sobie odbudowy pomnika przed planowanymi uroczystościami. Ostatecznie dogadano się z ukraińską stroną, że na ich czas stanie w miejscu wysadzonego tymczasowy, drewniany krzyż. Jednak nasi sąsiedzi tych ustaleń nie uszanowali. Na miejscu zniszczonego stanął krzyż kamienny, odmienny nieco od poprzedniego, który trwał tam od 2005 roku. – Nie takie były ustalenia i nikt o ten nowy krzyż postawiony bez porozumienia z nami nie prosił – podkreślali członkowie stowarzyszeń kresowych pytani o ukraińską inicjatywę. – I jeszcze jest napisane, iż pomnik powstał z inicjatywy społeczności ukraińskiej – dodawali.

Mimo jednak tego „zgrzytu” Polacy nie zrezygnowali z uczczenia pamięci ofiar rzezi w Hucie Pieniackiej i pojawili się przed pomnikiem. Wraz z nimi duchowni rzymsko- i greckokatoliccy, przedstawiciele polskiej dyplomacji i władz, jak również przedstawiciele władz ukraińskich.

Wydawało się, że wspólna modlitwa i słowa duchownych o przebaczeniu i pojednaniu coś znaczą, ale oto wśród polskich biało-czerwonych flag pojawiła się i taka, która Polakom kojarzy się jednoznacznie: czerwono-czarna flaga symbolizująca OUN/UPA. Poza nią pojawił się także rollup ze zdjęciami zniszczonych w Polsce nielegalnych upamiętnień UPA i żądaniami odnowienia ich. – To było żenujące – wspomina naoczny świadek tych wydarzeń pragnący zachować anonimowość. – Wszyscy to widzieli, Ukraińcy także i przez pół godziny nikt nie reagował – wspomina. – Dopiero na wyraźne interwencje naszych służb konsularnych policja zainteresowała się młodym człowiekiem, który trzymał flagę i rollup – dodaje.

Nie tylko ten młody człowiek, którego, jak nas zapewniali uczestnicy uroczystości, kojarzą jako działacza „Swobody” domagał się odbudowy nielegalnych upamiętnień UPA. – Przedstawiciel ukraińskiego samorządu w bardzo ostrych słowach „przypomniał” Polakom, że Ukraińcy pomnik odbudowali po zniszczeniu, a Polacy ukraińskich, nie – zdradził nam Piotr Kucab, którego babcia ocalała z rzezi w Hucie Pieniackiej. – O tym, że te ich upamiętnienia były nielegalne, oczywiście nie wspomniał – dodał.

Polakom po uroczystościach został niesmak i żal. Ich zdaniem, nasze służby dyplomatyczne nie wykazały się w sprawie Huty Pieniackiej konsekwencją. – Można nawet rzec, że wykazały się uległością – stwierdzili.

Monika Kamińska

Leave a Reply

Your email address will not be published.