Jak wiadomo, za PRL-u ciężko było tym, którzy żyli z tzw. prywatnej inicjatywy. Miał ktoś prywatny warzywniak czy usługi dowolne oferował prywatnie, to zaraz się nim interesowały wszelkie instytucje kontrole, a także MO. Bo wiadomo, taki co oś robi prywatnie, a nie wraz z socjalistycznym państwem na bank jest kombinatorem, złodziejem i najpewniej wrogiem ludu.
Ponad 25 lat mamy III RP i wydawałoby się, że wszystko powinno się zmienić. Państwo wszak „żyje” z podatków odprowadzonych przez przedsiębiorców. Powinno ich zatem hołubić i ułatwiać im uczciwe zarabianie pieniędzy. Tymczasem prywatny przedsiębiorca dla kolejnych ekip rządzących jest mniej lub bardziej, ale zawsze jakiś podejrzany. Trzeba mu maksymalnie wszystko utrudnić, patrzeć mu na ręce, bo na pewno kradnie, a nawet jeśli okaże się, że nie kradnie, to się mu „dowali” takimi przepisami i kontrolami, żeby mu się odechciało kręcić jakieś biznesy. Nie lepiej to poszukać sobie posady w budżetowce za pieniądze podatników? Skoro się takiemu chce pracować na siebie i jeszcze innych zatrudnić, to coś musi z nim być nie tak.
Nasze państwo już „paru” przedsiębiorców skutecznie wykończyło. Na przykład piekarza, co rozdawał ludziom głodnym chleb, który mu zbywał. Jego chleb, ale przecież jak mógł! Teraz mamy nową „dobrą zmianę” i zapowiada się, że przedsiębiorca będzie dla państwa jeszcze większym wrogiem, niż dotychczas. Może od razu pozamykajmy wszystkich „prywaciarzy”, bo na pewno każdy ma coś na sumieniu. I nastanie spokój, praworządność i tzw. plaża, bo nie będzie komu płacić podatków.
Redaktor Monika Kamińska




7 Responses to "Państwo „przyjazne” przedsiębiorcom jest od lat"