Porażka i pochwały od mistrza

Zmagające się z kłopotami kadrowymi Miasto Szkła Krosno musiało uznać wyższość mistra Polski z Zielonej Góry. Fot. Wit Hadło
Zmagające się z kłopotami kadrowymi Miasto Szkła Krosno musiało uznać wyższość mistrza Polski z Zielonej Góry. Fot. Wit Hadło

KOSZYKÓWKA. PLK. Beniaminek z Krosna po raz drugi w tym sezonie musiał uznać wyższość najlepszej drużyny w kraju.

Gdy po inauguracyjnej kwarcie, gospodarze prowadzili z mistrzem Polski, w hali przy ul. Bursaki zanosiło się na sensację. Na nieszczęście gospodarzy, którzy musieli sobie radzić bez Royce’a Woolridge’a i Dino Pity, później wszystko wróciło do normy i to Stelmet BC Zielona Góra wyjechał z Krosna z kolejnym zwycięstwem na koncie. Miasto Szkła przegrało ostatecznie z mistrzem Polski 57:75 (20:15, 11:23, 15:17, 11:20) – Sytuacja przed meczem z mistrzem Polski była na tyle tragiczna, że ciężko było pomyśleć o równej rywalizacji z tą drużyną. Trudno było zebrać myśli przed tym spotkaniem, gdyż przyjeżdża drużyna, budowana na Ligę Mistrzów, w pełnym, 12-osobowym składzie i naszpikowana gwiazdami. My z kolei w ostatnim tygodniu nie mogliśmy odbyć ani jednego pełnego treningu. Royce wprawdzie wyleczył już kontuzję stopy, ale w czwartek, nie wiadomo skąd, pojawiła się kontuzja łokcia, a konkretnie zapalenie kaletki łokciowej. Dino z kolei wylądował w szpitalu z zapaleniem oskrzeli. Musieliśmy sobie zatem radzić bez głównego rozgrywającego i drugiego podającego zespołu – ubolewał na pomeczowej konferencji prasowej Michał Baran, opiekun podkarpackiego beniaminka. Mimo tych przeciwieństw losu, gospodarze bez żadnych kompleksów podeszli do sobotniego pojedynku w I kwarcie zaskoczyli Stelmet dobrą grą. – Zaczęliśmy odważnie i bez kompleksów i za to należą się słowa uznania moim zawodnikom, bo na tle mistrzów Polski przez półtorej kwarty walczyli, jak równy z równym. Z biegiem czasu Stelmet uderzał w nasze słabsze punkty i wykorzystywał przewagi na poszczególnych pozycjach – kontynuował Baran. Przełomowymi dla losów spotkania okazała się II i IV kwarta. W tej pierwszej, mistrzowie Polski odrobili straty z nawiązką, z kolei w ostatnich 10 minutach pozbawili złudzeń miejscowych, w kwestii końcowego zwycięstwa. – Za nami ciężki okres, dużo meczów, kilka porażek, dlatego cieszę się bardzo z tego zwycięstwa. Bardzo przyjemnie grało się w Krośnie, w takiej hali, w której jest więcej ludzi, niż miejsc na trybunach. Miło by było, jakby tak to wyglądało w każdej hali PLK. Myślę, że zespół z Krosna na pewno zasługuje na grę w PLK, z racji tego, jakich ma kibiców i za to, co już zrobił w tym sezonie. Trener Baran wykonuje tu naprawdę kawał dobrej roboty i za to trzeba go pochwalić – komplementował podkarpackiego beniaminka Artur Gronek, trener mistrzów Polski, któremu wtórował Karol Gruszecki: – Warto było jechać taki kawał drogi, żeby zagrać w takiej hali i przy takich kibicach. Oby więcej takich miejsc w Polsce – dodał skrzydłowy Stelmetu. – Dla mnie osobiście Stelmet jest głównym faworytem do zdobycia tytułu mistrza Polski i mu kibicuję. No chyba że spotkamy się w play-off… – zakończył, będący mimo porażki w niezłym humorze, trener Michał Baran.

mj

Leave a Reply

Your email address will not be published.