Kapitan pociągnął drużynę

Mateusz Cholewiak (z prawej) triumfuje po zdobyciu gola, koledzy gratulują. Fot. Paweł Bialic
Mateusz Cholewiak (z prawej) triumfuje po zdobyciu gola, koledzy gratulują. Fot. Paweł Bialic

STAL MIELEC – OLIMPIA GRUDZIĄDZ. – Gospodarze wygrali zasłużenie – przyznał trener ekipy z Pomorza, która tylko raz zagroziła bramce beniaminka.

Stalowcy wygrali drugi mecz, wykorzystali potknięcia konkurentów i oddalili się od strefy spadkowej. Plan zadziałał dzięki najlepszemu na boisku Mateuszowi Cholewiakowi.

Kapitańska opaska zobowiązuje. Cholewiak od początku siał postrach w szeregach obronnych Olimpii i już po 120 sekundach omal nie cieszył się z bramki. Po świetnej akcji Szymona Sobczaka i dośrodkowaniu Roberta Sulewskiego, Mateusz uderzył głową i Jakub Wrąbel wybił piłkę na róg. Kilka minut później skrzydłowy Stali zagrał mocno wzdłuż bramki i Olimpię znów uratował były golkiper Śląska Wrocław. Jednak do trzech razy sztuka… W 63 minucie Cholewiak pociągnął lewą flanką, wygrał walkę o pozycję z biegnącym obok niego rywalem, uderzył po dłuższym rogu i chwilę potem utonął w objęciach kolegów.

Lód na głowy
Dla mielczan, którzy tej wiosny rozegrają na własnym boisku zaledwie 6 spotkań, punkty są bezcenne. To dlatego trener Zbigniew Smółka apelował przed meczem do kibiców o głośny doping, a gdy sędzia zagwizdał po raz ostatni, szkoleniowiec nisko pokłonił się fanom. Piękny był to obrazek, obyśmy oglądali go jak najczęściej.

Gdy emocje opadły, Smółka zaznaczył w swoim stylu. – Dopisujemy kolejne, jakże ważne trzy punkty, lecz nieustająco zalecam lód na rozgrzane głowy. Nasi kibice zasługują, by mieć piłkę na wysokim poziomie, jednak najtrudniejsze wciąż przed nami.

To wszystko prawda, ale po dwóch zwycięstwach na otwarcie 2017 roku, podkarpacki beniaminek wdarł się już na 11 miejsce. Do bezpiecznej strefy jest mu tak samo blisko, jak do tej oznaczonej w tabeli kolorami żółtym i czerwonym. Od Olimpii, która w Mielcu nie pokazała niczego interesującego, dzieli go raptem jeden punkt.

Agresja i… pudło jakich mało
– Stal zwyciężyła zasłużenie. Mieliśmy za mało argumentów. Tak źle w pierwszej połowie jeszcze nie zagraliśmy, w drugiej poprawiliśmy się, ale nie na tyle, by dorównać gospodarzom – przyznał Jacek Linowski, asystent trenera Jacka Paszulewicza. Drużyna z Pomorza tylko raz zagroziła biało-niebieskim. Jeszcze przed przerwą ładną akcję zepsuł Damian Michalik, który włożył w strzał zbyt dużo siły, a za mało precyzji.

Mielczanie przejawiali większą ochotę do gry, co było elementem taktyki. – Wiedzieliśmy, że Olimpia to nieprzyjemny rywal, ale postanowiliśmy wyjść wysoko, agresywnie – tłumaczył trener Smółka. Jego drużyna powinna wygrać nieco wyżej. Spektakularne pudło zaliczył w 85 minucie Krzysztof Drzazga. Byłemu napastnikowi Wisły Kraków pozostawało jedynie dołożyć stopę, tymczasem piłka w niezrozumiały sposób ugrzęzła mu pod butem. Zamiast strzału z 2 metrów i wielkiej radości, była zatem frustracja piłkarza i jęk rozczarowanych kibiców.

STAL Mielec 1
OLIMPIA Grudziądz 0
(0-0)
1-0 Cholewiak (63.)
STAL
: Libera – Sulewski, Kiercz, Zalepa, Getinger, Sobczak (71. Drzazga), Marciniec, Panajotow, Radulj (76. Sadzawicki), Cholewiak (87. Głowacki) – Kolew
OLIMPIA
: Wrąbel – Ciechanowski (79. Jose Furtado), Klemenz, Żitko, Woźniak, Michalik (46. Monteiro), Smoliński, Kurowski, Feruga, Banasiak (64. Łukowski) – Angielski.
Sędziował
Karol Rudziński (Olsztyn). Żółte kartki: Kolev, Panajotow, Cholewiak – Żitko, Kurowski, Michalik, Woźniak. Widzów 3039.

Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.