
STALOWA WOLA. Radni nie muszą się już martwić, skąd wziąć pieniądze na nietypową nagrodę. Najbliższa rodzina nie życzy sobie wciągania jej w tryby miejskich finansów.
Miasto nie ufunduje nagrody za wskazanie mordercy Zbigniewa Tokarczyka. Działacz podziemnej „S” i KPN prawdopodobnie został zabity w lutym 1984 r. przed swoim blokiem. Prokuratorom z kilku prokuratur nie udało się wyjaśnić tajemnicy jego śmierci. Brat zmarłego zaproponował, by miasto dużą kwotą skusiło byłych esbeków do złamania zmowy milczenia.
Kilkudziesięciu pracowników i współpracowników SB inwigilowało Tokarczyka. Został znaleziony martwy, gdy wracał z delegacji. Tej śmierci nie wyjaśniła tzw. Komisja Rokity powołana w sejmie kontraktowym, ani kilku prokuratorów. Odrobinę światła rzuciło dochodzenie IPN.
Stryj z rodziną nie konsultował
Jerzy Tokarczyk, brat Zbigniewa, dostał z IPN papiery, z których wynika, że związek ze śmiercią może mieć były esbek, który do dziś mieszka w Stalowej Woli. Tokarczyk przed śmiercią został pobity w charakterystyczny sposób. Wskazywany przez jego brata funkcjonariusz bezpieki nie tylko operacyjnie rozpracowywał zabitego, ale też znał karate.
Dziś zresztą szkoli ochroniarzy. On do niczego się nie przyznaje, ale nie ma wątpliwości, że ktoś z jego otoczenia musi wiedzieć więcej, niż to, co jest w aktach sprawy. Jerzy Tokarczyk zasugerował stalowowolskiemu magistratowi, by ten wypłacił okrągły milion za wskazanie mordercy.
Sytuacja zupełnie wyjątkowa, ale magistrat postanowił się z nią zmierzyć. Zwołane zostało nadzwyczajne posiedzenie Komisji Bezpieczeństwa i Porządku Publicznego. Na jej posiedzenie nie dojechał wnioskodawca nagrody, gdyż Jerzy Tokarczyk jest chory i mieszka w Lublinie. Przyszedł za to syn zmarłego Zbigniewa. – My nic o tym wniosku nie wiedzieliśmy, stryj z rodziną swego apelu do władz Stalowej Woli nie konsultował – oświadczył przed radnymi syn działacza solidarnościowego podziemia. Radnym ulżyło.
jam



3 Responses to "Miasto nie da miliona za wskazanie mordercy"