Protestują rodzice i nauczyciele

- Powołałam zespół zajmujący się przygotowaniem do ŚDM i opracowaniem planu zabezpieczenia tego wydarzenia w naszym regionie - mówi Ewa Leniart, wojewoda podkarpacki. Fot. Wit Hadło
– Bardzo szanuję wszystkie organizacje związkowe, ale kluczową sprawą pozostaje to, że jeśli ktoś wdaje się w spór zbiorowy z przyczyn dotyczących wynagrodzenia warunków pracy lub płacy i zapowiada strajk generalny, nie informując, w jakich jednostkach i na jaką skalę strajk będzie prowadzony, to tak naprawdę stawia się w trudnej sytuacji zarówno dyrektorów szkół, organy prowadzące, ale przede wszystkim rodziców – twierdzi Ewa Leniart, wojewoda podkarpacki.

KRAJ, PODKARPACIE. Reforma edukacji wywołuje skrajne emocje. 

10 marca swój sprzeciw w sprawie reformy oświaty pokazali rodzice, nie posyłając swoich dzieci do szkoły. 25 marca organizują strajk przed siedzibą MEN. 31 marca protestować będą z kolei nauczyciele, którzy zamierzają tego dnia odejść od tablic. Jednocześnie cały czas zbierane są podpisy pod ogólnopolskim referendum przeciwko reformie edukacji. Do tego dochodzi do nieporozumień pomiędzy nauczycielami będącymi za reformą z tymi, którzy są przeciw.

25 marca przed siedzibą Ministerstwa Edukacji Narodowej rodzice planują protest 100 opon. – Domagaliśmy się prawdziwych konsultacji społecznych, czasu na rzetelne przygotowanie podstaw programowych, używaliśmy merytorycznych argumentów. Pisaliśmy listy, śledziliśmy opinie ekspertów, protestowaliśmy. Nasza cierpliwość się skończyła! – mówią.

Nauczyciele odejdą od tablicy
31 marca protestować będą nauczyciele, którzy zamierzają tego dnia odejść od tablic. Uczniowie będą mieli zapewnioną opiekę, ale lekcji nie będzie. Związek Nauczycielstwa Polskiego organizował w szkołach referenda strajkowe, żeby wiedzieć, w których placówkach większość pracowników chce strajku. Przykładowo w Rzeszowie strajkować będzie 26 szkół, w Kańczudze 6 placówek, w Tarnobrzegu – 12, w Lubaczowie – 8, w Grodzisku Dolnym – 2, w gminie Dębica – 4, a w mieście Dębica – 9.

– Ale mamy też takie oddziały, gdzie strajków nie będzie, na przykład Radymno, Rokietnica, Rakszawa, Błażowa czy Borowa – mówi Stanisław Kłak, prezes podkarpackiego okręgu ZNP.

Nauczyciele żądają podniesienia zasadniczego wynagrodzenia, deklaracji, że do 2022 r. w szkole nie będzie zwolnień i niekorzystnych zmian warunków pracy. Według szacunków ZNP, tylko na Podkarpaciu pracę straci ponad 2 tys. nauczycieli.

– W naszej ocenie te liczby są wyssane z palca. Tym bardziej, że jeszcze nie wiemy, ile powstanie szkół podstawowych. Na pewno reforma zmieni warunki pracy niektórym nauczycielom, natomiast liczba miejsc pracy po prostu powinna się zwiększyć – twierdzi Małgorzata Rauch, podkarpacki kurator oświaty.

Według władzy to gra polityczna. – Wyobrażenie, że szykuje się wielki protest rodziców 10 marca, następnie protest nauczycieli 31 marca powoduje dużo większy niepokój niż sama reforma. Trudno wyjaśnić inaczej podgrzewanie tego niepokoju jak tylko przesłankami politycznymi – mówiła w czwartek (9.03.) Ewa Leniart, wojewoda podkarpacki podczas konferencji prasowej w Podkarpackim Urzędzie Wojewódzkim.

Nauczyciele są podzieleni
Z nieoficjalnych rozmów z dyrektorami szkół i nauczycielami dowiedzieliśmy się, że działacze Solidarności Oświatowej i członkowie ZNP w szkołach próbują przekonać kolegów do swoich racji.

– Jest mocne zastraszanie nauczycieli. Robi to najbardziej widocznie Solidarność. Dziwię się. Nie robi tego pani kurator, ani dyrektorzy szkół, a Solidarność robi wredną robotę, utrudniając przeprowadzanie referendum, namawiając na przykład w Ustrzykach Dolnych nauczycieli do nie brania udziału w referendum strajkowym. Dziwi mnie to, że ludzie tracą pracę, zmniejszane są wynagrodzenia, odbiera się uprawnienia, a oni nie chcą protestować. To nie są działania polityczne, jak to mówi pani wojewoda. Żądamy pracowniczych rozwiązań – mówi Stanisław Kłak, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego na Podkarpaciu.

Bogusława Buda, przewodnicząca Regionalnej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” na Podkarpaciu odpiera te zarzuty. – Absolutnie to jest nieprawda. Wręcz przeciwnie. Można powiedzieć, że osoby, które w szkołach prowadziły referendum biegały za członkami „Solidarności” i innymi pracownikami szkoły i namawiały do składania podpisów. Ja mam takie zgłoszenia od konkretnych osób. To nie jest w porządku. Udział w referendum jest dobrowolny – mówi szefowa związkowców.

Nauczyciele zrzeszeni w „Solidarności” nie chcą strajkować, bo prowadzą rozmowy z rządem w sprawie m.in. podwyżek i mają nadzieję, że te zakończą się sukcesem.

Blanka Szlachcińska

19 Responses to "Protestują rodzice i nauczyciele"

Leave a Reply

Your email address will not be published.