Szykowali nam II stan wojenny

Strajk w Hucie Stalowa Wola w sierpniu 1988 r. Z mikrofonem Wiesław Wojtas. Fot. Archiwum
Strajk w Hucie Stalowa Wola w sierpniu 1988 r. Z mikrofonem Wiesław Wojtas. Fot. Archiwum

Druga wojna polsko-jaruzelska była blisko.

W sierpniu 1988 roku ważyły się losy Polski. W kilku ośrodkach strajkowały wielkie zakłady pracy. Największy był w Hucie Stalowa Wola. W szczytowym momencie za bramami nocowało do 10 tys. pracowników. Miasto żyło strajkiem. W innych zakładach ludzie udawali pracę – byle do trzeciej, a potem biegiem pod bramę huty. Ta wyglądała jak brama weselna, bo w każdym możliwym miejscu była przystrojona transparentami, flagami i świętymi obrazkami…

To przez tę bramę Zdzichowi Bełczowskiemu podano urodzoną właśnie córeczkę. Solidarnościowiec dał jej na imię oczywiście Wiktoria. A historyczna wiktoria przyszła 1 września. Brama huty strzeliła pod naporem strajkowej ciżby i wielki ludzki potok wypłynął na ulice miasta. Wojskowe transportery, które przez czas strajku stały obok huty, gdzieś zniknęły. To było bardzo symboliczne zniknięcie. Dziś wiemy, że w tym akuratnie czasie ulice miały być zbroczone krwią, bo miał być ogłoszony drugi stan wojenny.

Ludzie jeszcze w więzieniach siedzieli
Stan wojenny z 1981 r. był wojskowym zamachem stanu. Komunistyczna władza w mundurach próbowała ten fakt zatuszować i dwa lata później Sejm przyjął ustawę o stanie wyjątkowym. W przypadku wewnętrznego zagrożenia państwa można już było legalnie wyprowadzać wojsko na ulice, wsadzać ludzi do obozów bez wyroków i przeprowadzać rewizje w domach z byle powodu. Dla władzy ustawa była tylko listkiem figowym, a straszakiem dla obywateli. Mundurowa władza ustawę zaczęła jednak wprowadzać w życie. Jesienią 1984 r. gen. Czesław Kiszczak, który stał na czele Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, rozesłał do podległych mu urzędów wojewódzkich instrukcję (01/84) wykonawczą. Szefowie wojewódzcy mieli przygotować wykaz osób do internowania. Rozpoczęło się też wytyczanie miejsc na ośrodki odosobnienia. Prawdopodobnie byłyby to te same, co w stanie wojennym. W przypadku Podkarpacia – Nowy Łupków, rzeszowskie Załęże i Uherce. Warto tu zwrócić uwagę, że działo się to w czasie, gdy w więzieniach siedzieli jeszcze ludzie za stan wojenny. Prawie 25-tysięczna armia „esbeków” poczuła świeży wiatr w nozdrzach. Czy Piotrowski i kompani nie zostali tym zachęceni – mordując bł. ks. Jerzego?

Jaruzelski znów miał być generalissimusem
Dokumenty dotyczące stanu wyjątkowego przygotowywał Zarząd I MSW. W 1987 r. twórcy stanu wyjątkowego zaczęli przechodzić do konkretów. W archiwach Instytutu Pamięci Narodowej jest np. projekt Dziennika Ustaw PRL z uchwałą Rady Państwa wprowadzającą stan wyjątkowy. Jest też projekt rozporządzenia Rady Ministrów zawierający regulaminy działania ośrodków internowania i uprawnienia osób w nich zamkniętych. Ba. Był już gotowy komunikat Polskiej Agencji Prasowej z informacją, że „odbyło się posiedzenie Rady Państwa, któremu przewodniczył gen. Wojciech Jaruzelski. (…) Kierując się potrzebą podjęcia nadzwyczajnych środków, ochrony podstawowych interesów państwa i narodu, Rada Państwa podjęła uchwałę w sprawie wprowadzenia stanu wyjątkowego ze względu na zagrożenie wewnętrznego bezpieczeństwa państwa”. Są też projekty innych dokumentów. Wszystkie szczegółowo dopracowane, tylko brakowało na nich daty.

Po cichu powoływać rezerwistów
Późną jesienią 1987 r. w MSW odbyła się narada, którą dziś nazwalibyśmy programową. Oczywiście, dotyczyła przygotowań do stanu wyjątkowego. Przy jednym stole zasiedli wówczas wysocy oficerowie MSW i Ministerstwa Obrony Narodowej. Został zawarty pakt o „ścisłym współdziałaniu sił obu resortów”. Po dopracowaniu szczegółów tego współdziałania, powstał dokument, który dawał możliwość wprowadzenia stanu wyjątkowego. Kiszczak akceptował go 26 stycznia 1988 r. Przygotowania do nowej wojny polsko-jaruzeskiej ruszyły pełną parą. Esbecy zajęli się weryfikacją kandydatów do internowania i akcją dezinformacyjną w niektórych zakładach pracy. Twórcy nowego stanu wojennego wytypowali zakłady, a których mogło dojść do strajków w momencie przygotowań kolejnej wojny i dlatego uaktywnili w nich etatowych „esbeków” oraz ich wpółpracowników. Do jednostek podległych MSW (Wojska Ochrony Pogranicza, Nadwiślńskie Jednostki Wojskowe) poszły pisma z dokładnym wyliczeniem stanu osobowego potrzebnego do przeprowadzenia akcji przeciwko narodowi. Gdyby nie było tylu żołnierzy co potrzeba, należało zarządzić powoływanie rezerwistów pod pozorem ćwiczeń. I takie powołania były!

Koperta z hasłem „Horyzont”
Pod koniec kwietnia 1988 r. gen. Kiszczak rozesłał do urzędów wojewódzkich spraw wewnętrznych decyzję nt. „realizacji przez resort zadań w przypadku wprowadzenia stanu wyjątkowego”. Proszę zwrócić uwagę, że wtedy w kilku miastach trwały tzw. wiosenne strajki. Sytuacja była bardzo poważna. Instrukcja Kiszczaka była elementem „Planu SW 88”, o którym wiedziało tylko kilka najważniejszych osób w resorcie spraw wewnętrznych. Za instrukcją do wojewódzkich komend milicji poszły zalakowane koperty z hasłem „Horyzont”. W środku były kryptonimy konkretnych operacji. „Planeta” to była data i godzina wprowadzenia stanu wyjątkowego. „Lawina” to przystąpienie do internowania osób wcześniej wytypowanych. Pod kryptonimem „Tama” kryło się rozpoczęcie blokad dróg, na których jak w 1981 r. miały stanąć milicyjno-wojskowe zapory. „Koral” to powoływanie urzędów cenzury w każdym prawie mieście. Niewinnie, bo „Akacją” milicyjni pomysłodawcy nazwali wydalenie z Polski korespondentów prasowych i radiowych z krajów kapitalistycznych. Tak samo planowano zrobić ze studentami i biznesmenami ze strefy dolarowej; kryptonimy odpowiednio „Rondo” i „Kora”.

Gdy w 1981 r. komunistyczna władza szykowała stan wojenny, rozesłała identyczne koperty z kryptonimami. Ta najważniejsza miała być otwarta na hasło „Synchronizacja”. Niestety, w grudniu pamiętnego roku takie hasło padło.

Była już III RP, a on plany trzymał
– Nie miałem o tym pojęcia – przyznaje Wiesław Wojtas, lider strajku w Hucie Stalowa Wola w sierpniu 1988 r. – Aż włos się na głowie jeży. Teraz powoli zaczynam rozumieć, skąd tak wielkie siły pod Hutą podczas strajku. Co jakiś czas widywałem wysokich rangą oficerów, po których przyjeździe następowały przegrupowania. Czuliśmy, że coś wisiało w powietrzu.

Bo prawdopodobnie stan wyjątkowy miał być wprowadzony właśnie wtedy; późnym latem lub wczesną jesienią 1988 r. Można tylko domniemywać, dlaczego do niego nie doszło. Po wyborach do Sejmu kontraktowego w czerwcu 1989 r., Kiszczak znów stanął na czele MSW. On wciąż pociągał za sznurki, bo gdyby co, stan wyjątkowy miał „w szufladzie”. Dopiero na przełomie roku 1989 i 1990 zaczął się wycofywać. Wtedy rozesłał tajną korespondencję do komend wojewódzkich z rozkazem odesłania do centrali kopert z kryptonimem „Horyzont”. Nie wszystkie zostały zniszczone i stąd wielka operacja logistyczna przygotowująca drugi stan wojenny wyszła na jaw.

A co na Podkarpaciu?
– Posiadamy w naszych zasobach różne materiały archiwalne dotyczące planu mobilizacyjnego i przygotowania jednostek resortu spraw wewnętrznych na wypadek wprowadzenia stanu wyjątkowego, czy też stanu wojennego – mówi dr Dariusz Iwaneczko, dyrektor Oddziału IPN w Rzeszowie. – Dokumentacja ta zawiera m.in. plany zajęć poszczególnych obiektów, wykazy osób przewidzianych do ewentualnego internowania, powołania do wojska, wykazy osób szczególnie niebezpiecznych, wykazy byłych tajnych współpracowników przewidzianych do wyreklamowania ze służby wojskowej w okresie wzrostu zagrożenia bezpieczeństwa państwa.

Do tematu wrócimy.

Jerzy Mielniczuk

7 Responses to "Szykowali nam II stan wojenny"

Leave a Reply

Your email address will not be published.