
PODKARPACIE, KRAJ. Nowa ustawa hazardowa może przynieść budżetowi państwa nawet 15 mld złotych w ciągu 10 lat.
Nowelizacja ustawy dotyczącej gier hazardowych i zakładów wchodzi w życie 1 kwietnia. Jak zapewnia nas Ministerstwo Finansów, uregulowanie rynku na tym polu może przynieść budżetowi państwa nawet 15 mld złotych w ciągu 10 lat. Wszystko to bardzo pięknie, tyle że znów brak jest jakikolwiek konkretów. A tymczasem do wejścia nowelizacji w życie zostało niewiele czasu.
Ministerstwo chwali się na swej stronie internetowej, że nowelizacja ustawy zapewni graczom ochronę i bezpieczeństwo, ograniczy szarą strefę i wzorem państw skandynawskich obejmie gry i zakłady monopolem państwa. Brzmi nieźle, ale jak w przypadku innych pomysłów rządowych nie dowiadujemy się żadnych szczegółów. Czyżby szykowano świadomie niespodziankę, czy też może kolejna ustawa nie została dopracowana i po prostu trudno mówić o szczegółach?
O tym, że coś trzeba zrobić z grami na automatach niskich wygranych wiadomo było od dawna. Poprzednie przepisy pozwalały na całkowitą wolnoamerykankę w tej kwestii. Tzw. maszyny były niemal wszędzie: w pubach, barach, na stacjach benzynowych, a także w salonach gry. Wielu ludziom zrujnowały życie, bo choć początkowo cieszyli się z wygranej, szybko wciągali się w grę tracąc wszystko co mieli, a także zaciągając pożyczki.
Zmiana ustawy z 2009 roku niewiele pomogła. Zakładała, że automaty będą mogły być tylko w kasynach, ale nowe przepisy musiały „poczekać”, aż wygasną koncesje tych zarejestrowanych według starych reguł. Miały wygasnąć do końca 2015 roku i wygasły, ale automaty zniknęły tylko z niektórych ogólnodostępnych miejsc. A to dlatego, że interpretacja nowych przepisów mogła być różna, więc niektórzy nie zrezygnowali z maszyn. Za jeden nielegalny automat zarówno jego właściciel, jak i właściciel lokalu, w którym się znajdował, mieli płacić po 12 tys. złotych kary. Rzecz w tym, że różnie bywało tak z namierzaniem przez celników maszyn w lokalach, jak i ściągalnością kar.
Nowelizacja ustawy miała przynieść odmianę. Kary za nielegalny automat miały wzrosnąć do 100 tys. złotych, a żadna wymówka na przykład w postaci tego, że wyłączona maszyna stanowi dekorację miała nie pomóc.
Tymczasem nowelizacja ustawy ma wejść w życie już wkrótce, a ze strony MF trudno dowiedzieć się czegoś konkretnego. No może poza tym, że przyniesie budżetowi ona w ciągu dekady 15 mld złotych wpływów. Skąd jednak ta kwota, jak ją wyliczono, nie wiadomo.
Wiadomo natomiast, ze wzorem krajów skandynawskich państwo obejmie gry na automatach monopolem. Państwowy monopolista jako jedyny będzie mógł także organizować gry hazardowe w Internecie. Tajemnicą pozostaje, kto nim będzie, a w zasadzie jest, bo niepodobna, by parę dni przed wejściem nowych przepisów nie było to wiadome.
Nikt nie zaprzecza, że zmiany w ustawie hazardowej były potrzebne. Ale jak każda „operacja na żywym organizmie”, jakim jest rynek takich gier wymaga to analiz i rozwagi. Tymczasem ministrostwo tylko się chwali, jak to będzie dobrze i „na bogato” dla Skarbu Państwa, a nadal nie wiadomo, co konkretnie się zmieni, kto będzie miał „w ręku” monopol na automaty, kto będzie mógł się ubiegać o koncesje. Tajemnice są dobre przy spowiedzi, a nie przy przepisach. Te powinny być jasne, klarowne i wiadome zainteresowanym.
Monika Kamińska



One Response to "Jednoręcy bandyci będą zarabiać dla państwa"